środa, 9 listopada 2016

PIĘKNA JESIENIĄ #5 WŁOSY [moja metamorfoza, jak przeszłam z czerwonych włosów na blond w 4 miesiące, obecna pielęgnacja]




Nasza zabawa powoli dobiega końca, to już 5 (!) tydzień poświęcony włosom. Poza moją obecną pielęgnacją, która ratuje moje włosy z rozsypki pokażę wam metamorfozę. Post o drastycznej  zmianie  koloru planowałam od dawna, więc teraz jest idealny moment na moją włosową historię. Kiedy sama szukałam informacji o przejściu z czerwieni (nie z rudości) do blondu, znalazłam zaledwie 2-3 posty, które opisywały cały zabieg. 

Jak wiadomo, najszybszym sposobem na całkowitą zmianę koloru włosów jest dekoloryzacja, którą od razu na wstępie wykluczyłam. Zamierzony cel był trudny, zależało mi również na utrzymaniu długości włosów. Zamiana czerwieni na jasne włosy jest najtrudniejszym pod względem pigmentacji przejściem.



Więc jak to było?



Przez wiele lat nie działo się u mnie nic ciekawego - zamierzałam pozostać czerwona do grobowej deski:) Utrzymanie intensywności koloru nie było wielkim problem. Na moje (nie)szczęście włosy potrafią w ciągu miesiąca dobić nawet do 2 cm, bez ingerencji wcierek. Po pewnym czasie staje się do naprawdę niewygodne. Włosy po 1,5 miesiąca bez nałożonej farby wyglądały na koszmarnie zaniedbane (nie pod względem koloru, ale odrostów). Pierwsza myśl o przejściu na blond krążyła mi po głowie już 4 lata temu, kiedy poszłam na studia. Zeszłej jesieni postanowiłam - na wiosnę rozpocznę przejście do blondu!

Zdawałam sobie sprawę, że będę musiała pozbyć się sporej długości włosów i zaczęłam mocniej o nie dbać. Do pielęgnacji włączyłam regularne olejowanie. Przykładałam się do tego sumiennie i po kilku miesiącach odzyskały blask. W końcu były zdrowe i gotowe do drastycznego zabiegu.

W marcu zaczęły się nerwy, uwierzcie - to nie takie proste, mieć świadomość, że najprawdopodobniej będę musiała ściąć większość włosów, które zapuszczałam przez lata. Umówiłam się z fryzjerką i bałam się jak przed porodem. Wykluczając dekoloryzacje, fryzjerka postanowiła przez kilka wizyt rozjaśniać moje włosy pasemkami (czerwony pigment po nałożeniu rozjaśniacza najpierw przechodzi w najszlachetniejsza żółć).


Efekt był delikatny, ale widać krok naprzód. Mogłam spokojnie wyjść z domu bez wstydu.




Pierwsze rozjaśnianie pozwoliło mi zachować długość włosów. Byłam przerażona ich stanem, w końcu czekało mnie jeszcze kilka wizyt a włosy były wystarczająco przesuszone i matowe. Kolejną wizytę zaplanowałam za 1,5 - 2 mies. W tym czasie zaplanowałam je ożywić i odżywić. 


Przyszedł czas na kolejne rozjaśnianie i tym razem wyszłam z salonu niczym wykluty kurczak z pękającej skorupy. Nie uwieczniłam tego widoku, ale rozbudzę waszą wyobraźnie i pokażę wam mniej więcej jak to wyglądało...


                       źródło: internet


Lustro pękało na milion kawałków za każdym razem kiedy weszłam w kadr. Nie wytrzymałam, kupiłam farbę do złagodzenia żółtych tonów (popielaty blond) i mój osobisty fryzjer - ukochany doprowadził mnie do porządku.

Nie wyglądało to ładnie, ale z pewnością lepiej. Włosy wołały o pomoc, były w totalnej rozsypce, więc chcąc nie chcąc skróciłam je o niecałe 10 cm.




Fundament do wymarzonych, chłodnych tonów był gotowy. Pogodziłam się ze swoim mało zachęcającym wyglądem i przeżyłam tak kolejne 2 miesiące, między czasie olejując włosy. Nie było spektakularnych efektów, ale suche końcówki powoli się uspakajały. Pozbyłam się kolejnych 5 centymetrów i planowałam ostatnią - decydującą wizytę u fryzjera.


Pod koniec czerwca mogłam spokojnie podskakiwać między kanarkami, na głowie było dosłownie wszystko włącznie z kilkucentymetrowymi odrostami.





Usiadłam na fotelu i byłam zdecydowana na sombre - liczyłam, że późniejszy odrost nie będzie wymagał tak częstego uzupełniania i zleje się z naturalnymi włosami (nie przeliczyłam się). Fryzjerka włożyła całe swoje serce i przez 4 godziny zmieniła mnie nie do poznania. Ubyły mi kolejne centymetry włosów.







O ile odrosty nie nie były z czasem nerwowo widoczne, tak utrzymanie chłodnego blondu okazało nie lada wyzwaniem. Na szczęście z pomocą przychodzą nam szampony i płukanki, które zaraz wam pokaże.

Czy jestem zadowolona z tej zmiany? Nie tęsknie za czerwienią, blond jest znacznie łatwiejszy w noszeniu. Jaśniejsze włosy złagodziły moje rysy twarzy i wyglądam ... młodziej? Po ostatniej wizycie (koniec czerwca), nie ingerowałam we włosy przez 4 miesiące. Tydzień temu odświeżyłam odrost, do którego dobrałam zbyt ciepłą farbę. Przed świętami ochłodzę ponownie całą długość, póki co - olejuję włosy co kilka dni i w ciągu miesiąca udało mi się pozbyć rozdwajających końcówek!:)

Farba, której użyłam na odrosty:








PIELĘGNACJA

O odżywkach, maskach i szamponach nie będę się rozwodzić - testuję masę kosmetyków do włosów i nie odgrywają one zbyt dużej roli w długofalowej pielęgnacji. Pokaże wam kosmetyki, które pomagają utrzymać chłodny odcień blondu a także ulubione, sprawdzone oleje.


Fryzjerka doradziła, abym raz w tygodniu stosowała specjalny szampon, razem z fioletową płukanką. Produkty do włosów niwelujące żółte tony były mi zupełni nieznane, więc na pierwszy ogień kupiłam szampon - Rosmman Silver shampoo. Dobrałam do niego pierwszą lepszą, fioletową płukankę od Cameleo.





Jak sprawdzają się oba produkty? O ile płukanka spisuje się na medal tak szampon działa przeciętnie. Myjąc włosy, fioletowa pianka powinna pozostać na włosach przez kilka minut, po czym całość należy zmyć, w tym momencie wchodzi płukanka a włosy są piękne i chłodne.... życie depcze wyobraźnie i trzeba się odrobinę więcej napocić:) 

Szampon pieni się wyjątkowo słabo, co przy moich długich włosach jest to męczące. Wykorzystywany solo, ochładza włosy bardzo subtelnie. Dla mnie efekt jest niewystarczający, więc od razy po zmyciu odżywki/maski przepłukuję włosy fioletowym roztworem. Do osiągnięcia wręcz siwych włosów, wystarczy do wody dolać odrobinę więcej płukanki. Takim sposobem można osiągnąć efekt jak na zdjęciu poniżej (włosy niefarbowane 2 miesiące, użyty szampon + mocno skoncentrowana, fioletowa płukanka).




 Jesień to najlepszy czas, aby zadbać o siebie. Razem z olejami zawalczę kolejny raz o zdrowe włosy. Z pomocą przychodzi już dobrze mi znany olej avocado, olej za słodkich migdałów i zupełna dla mnie nowość - olej z moreli.  Zwykle używam dwóch olei na raz  - łączę np. olej avocado z olejem kokosowym. Olej z moreli kupiłam z ciekawości, powoli doceniam jego właściwości. Po każdym jego użyciu widać największe odżywienie i wygładzenie.






Jeśli dotrwałyście do końca, to zdradźcie jakie oleje sprawdzają się na waszych włosach:)

21 komentarzy:

  1. U mnie aktualnie króluje macadamia i uwielbiam ją za to ile daje mi miękkości!

    Co do Twojej metamorfozy: WOW! Jest pięknie, faktycznie rysy twarzy wydają się łagodniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama nie wiem w których wyglądałaś lepiej.Do włosów nie stosuje jak na razie żadnych olejów .

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna zmiana super ci w blondzie.Ja też jestem po rozjaśnianiu itd no ale mam blond hehe.U mnie najlepiej sprawdza się olejek odbudowujący Yves rocher,olej arganowy i do nich dodaje kwas hialuronowy efekt jest rewelacyjny ;)
    http://beautybloganeta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie też ten szampon w ogóle się nie sprawdza. Piana znika po minucie i siedzę tak z cieknącym z głowy fioletowym płynem. Natępnym razem kupię jakiś fryzjerski, może będzie lepszej jakości.
    Kiedy miałam najmocniej zniszczone włosy to najepiej działał mi olej lniany nierafinowany i olej jojoba. Ten drugi jest dość drogi, więc częściej korzystałam z lnianego. W ogóle nie obciążał mi włosów, a świetnie je nawilżał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne masz włosy, osobiście uważam że zarówno w czerwonych włosach jak i w blondzie wyglądasz doskonale :) Az ciężko mi stwierdzić, który kolor bardziej do Ciebie pasuje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie dotychczas najlepiej sprawdziła się oliwa z oliwek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Doskonale Cię rozumiem! Sama przez 3 lata miałam czerwień na głowie :D Jednak od razu zdecydowałam się na rozjaśnianie no i mega zniszczyłam włosy :( Dopiero w tamtym roku doprowadziłam je do porządku i teraz mam kolor zbliżony do mojego naturalnego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nono, niezła metamorfoza ! Ale włosy to masz piękne:) Pozdrawiam i zapraszam do siebie ♥ Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to samo napisać :D
      Piękne włosy, pozazdrościć! Bardzo dobrze Ci w blondzie :)

      Usuń
  9. Ja przechodziłam z czarnego do blondu. Również przez pasemka. Najpierw czerwone, potem rude a na końcu blond. Na szczęście obyło się bez dramatów/ A teraz mam fajny jasny odcień.

    OdpowiedzUsuń
  10. marzę o takim odcieniu jak masz teraz, ale postanowiłam nie farbować już włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow, jaka piękna metamorfoza! Pięknie Ci w blondzie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna metamorfoza! Odważnie. Ja ze swojego naturalnego ciemnego blondu zmieniłam kolor włosów na rudości :) Olejów nie stosuję, więc nie pomogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja pierwsza zmiana była identyczna:) Z ciemnego blondu do rudości:)

      Usuń
  13. piękna metamorfoza. :) chociaż kolor czerwony też wyglądał u Ciebie świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwień ma coś w sobie, zawsze będę mieć do niej sentyment:)

      Usuń
  14. Oleje są super <3 Włosy masz naprawdę piekne, lepiej Ci w blondzie :)

    OdpowiedzUsuń