piątek, 28 października 2016

PIĘKNA JESIENIĄ #3 paznokcie




To już trzeci tydzień naszej akcji "piękna jesienią", poświęcimy go paznokciom i jesiennym stylizacjom. 
Jeśli jeszcze nie widziałyście wcześniejszych postów, możecie nadrobić zaległości:)



Lakiery jak i  produkty do paznokci nigdy nie wzbudzały we mnie szybszego bicia serca. Zupełnie nie mam cierpliwości i sprawnej ręki przy wykonywaniu efektownych zdobień. Do niedawna nakładałam jedynie tradycyjne lakiery, a na moich paznokciach lądowały wszelakie czerwienie, burgundy lub typowe nudziaki. Idąc z duchem czasu zdecydowałam się na hybrydy!
Porównując wygodę noszenia, wykończenie jak i trwałość - niebo a ziemia, tyle kobiet nie mogło się mylić!
Jak możecie się już domyślić, zbyt wielu ulubieńców w tej kategorii u mnie nie zagościło:)

środa, 26 października 2016

Receptury Agafii, szampon syberyjski nr 2 na brzozowym propolisie, regeneracyjny

   

 Opis producenta:


"Tradycyjny szampon do włosów nr 2 na bazie propolisu brzozowego oraz organicznego ekstraktu z pokrzywy, olejów z żeń-szenia i wrzosu silnie regeneruje zniszczone i osłabione włosy. Szampon intensywnie odżywia włosy i nawilża je, dzięki czemu przywraca ich witalność i piękno. Przy regularnym stosowaniu, wraz z balsamem z tej samej serii, włosy odzyskują blask i są łatwiejsze do układania."

niedziela, 23 października 2016

Piękna jesienią - tydzień drugi, ulubione szminki

Kolejny tydzień z naszą jesienną akcją i kolejne ulubione kosmetyki - tym razem przeznaczony dla ust! O ile perfumy nie segreguję według widoku za oknem, tak po szminki sięgam według odzwierciedlenia danej pogody. Lubię siebie w mocniejszych kolorach a przy ponurej aurze nie wyglądam na typowego dziwaka z blokowisk w takim wydaniu:) Możemy się jedynie cieszyć, że firmy proponują nam całe gamy odcieni i formuł o których kilka lat temu mogłyśmy pomarzyć! Mocny mat i podkreślone usta - tak określiłabym mojego jesiennego ulubieńca. Nie potrafię wybrać jednej szminki, więc pokażę wszystko co na zmianę ląduje na moich ustach - już kolejną jesień! 




piątek, 21 października 2016

JOY BOX "JESIENNA PIELĘGNACJA"

Hej dziewczyny!

Wczoraj dotarł do mnie jesienny joybox, który zamówiłam po raz pierwszy. Czekałam na niego, odkąd Joy udostępnił marki znajdujące się w pudełeczku - Urban Decay od razu przykuł moją uwagę! Po odsłonięciu konkretnych kosmetyków okazało się, że tym magicznym produktem jest ... kredka do oczu. Kredek używam rzadko a dodatkowo myśl o losowym kolorze zupełnie nie zachęcała. Napięcie ponownie wzrosło kiedy ostatecznie podzielono kosmetyki i pokazano podstawę pudełka. Wiele dziewczyn było zawiedzione a ja? Wręcz przeciwnie. Oburzenie wywołała ilość podstawowych kosmetyków, w których skład wchodziły dwa produkty do włosów od marki Vianek; kryształki do kąpieli Kneipp oraz Serum pobudzająca wzrost rzęs LashVolution. Z dodatkowej kategorii dobierałyśmy dwa kosmetyki co ostatecznie sumowało się na sześć pełnowartościowych produktów. Dla mnie to pudełko było znacznie ciekawsze niż wersja letnia (przepełniona po brzegi mało zachęcającymi kosmetykami).



środa, 12 października 2016

PIĘKNA JESIENIĄ, tydzień pierwszy - ulubione kosmetyki kolorowe, jesienny makijaż

Hej!


W tym tygodniu razem z innymi dziewczynami zaczynam serię postów w ramach akcji "piękna jesienią", której pomysłodawczynią jest Karolina. Zaczynamy od mojego ulubionego tematu, czyli kolorówki! Jesień to przygnębiający czas pierwszych kurtek, szali i parasolek. Patrząc od strony kosmetycznej, można doszukać się pozytywnych stron jesieni - w końcu makijaż nie spływa i możemy nałożyć więcej! Pełny makijaż w upalne dni to katorga dla skóry, dlatego ze zmianą pogodową przychodzą też zmiany w szufladzie z kosmetykami "najczęściej używane". Dla mnie to nie tylko kolory, uwielbiam bawić się cieniami i sięgam po nie znacznie częściej. Uwielbiam bawić się pędzlami i w dzisiejszym poście pokażę wam co potrafię nałożyć obecnie na twarz JEDNEGO DNIA. O ile większość kobiet mnie zrozumie, tak dla większości facetów jest to pewnie dosłowne 20 warstw!:) Nie mogłam zrobić tego moim kosmetykom i wybrać jednego ulubieńca... więc będzie ich "kilku".




Zaczynamy od początku, czyli od baz! Dla mnie to młody temat, rzadko stosowałam bazy, nie czułam potrzeby poprawy fundamentu pod podkłady. Pewnie wiele z nas rezygnuje z tych wspomagaczy, nawet na większe wyjścia z czystej niewiedzy. Kupcie, wypróbujcie a przekonacie się, że to naprawdę działa!

Latem sięgałam po bazy jedynie na wesela itd. Odkąd kupiłam najnowszą perełkę od Bielendy coraz częściej nakładam ją pod makijaż dzienny. "Pearl base" to wersja korygująca zaczerwienia i rzeczywiście, dostrzegam znaczną różnicę - ale temu produktowi muszę poświęcić osobny post. Druga baza - Kobo Blur Make - up Primer matte & toning, która ma bardziej silikonową formułę. Jej  głównym zadaniem jest zmatowienie skóry a także zmniejszenie  widoczności niedoskonałości. Używam ją, kiedy zależy mi na gładkiej skórze i optycznemu zniwelowaniu zaczerwienień, rozszerzonych porów.



niedziela, 9 października 2016

DENKO sierpień & wrzesień





Legenda:

Kupię ponownie
Być może kupię ponownie
Nie kupię ponownie




BeBeauty, kremowy żel pod prysznic, gentle freshness - biedronkowy żel, o intensywnym, cytrusowym zapachu. Cała seria jest godna uwagi, ze względu na przyjemne propozycje zapachowe i niską cenę. Po tą wersję już jednak nie sięgnę z prostego powodu - wersja fioletowa znacznie bardziej przypadła mi do gustu.

BeBeauty, kremowy żel pod prysznic, wild purple -  mocno owocowa mieszanka, dzięki której nie chce się wychodzić z łazienki. Przypomina mi limitowany, fioletowy żel Balea  z zeszłej zimy. Pewnie nie raz wrzucę go jeszcze do koszyka (obecnie używam już kolejną butelkę).

Cien, żel pod prysznic, spring enchantment - tym razem kosmetyczna odpowiedź od konkurencji, czyli żel Lidlowski. Równie mocny, intensywny zapach. Znacznie gęstszy od biedronkowych żeli i szybko się skończył.



Isana - żel pod prysznic, marakuja & kokos - jeden z najbardziej przyjemnych zapachów, jaki można znaleźć pośród żeli! Jest na tyle realistyczny, że byłam niezwykle zaskoczona odwzorowaniem marakui w myjącym kosmetyku.

Isana, żel pod prysznic, KEEP COOL - limitowana edycja (chociaż ostatnio były jeszcze dostępne). Mocno owocowy i słodki zapach. W połączeniu z wodą tracił na intensywności. 



Bielenda, ekspert czystej skóry, nawilżający płyn micelarny - z początku nie byłam z niego zadowolona, z czasem doceniłam jego działanie. Niezwykle wydajny, delikatny dla oczu. Dosyć dobrze radził sobie z wodoodpornymi kosmetykami, nie podrażniając przy tym wrażliwych partii. Kupiłam go na promocji za niecałe 10 zł, jak za tak dobry płyn o pojemności 400 ml była to śmieszna kwota.

BeBeauty, hydrate, nawilżający płyn micelarny 2w1 - stały bywalec, którego często wrzucam do koszyka będąc w Biedronce. Dobry płyn, za niską cenę.




Skin79, crystal peeling gel - dzięki niemu całkowicie zmieniłam swoje podejście do peelingów enzymatycznych. Jego działanie jest fenomenalne - solidnie usuwał martwy naskórek, bez zbędnych podrażnień. Po takim zabiegu maseczki wsiąkały się znacznie szybciej. Pełna recenzja tutaj.

Fratti, żel do mycia twarzy na wodzie szungitowej anti age - kupiłam go z ciekawości, w końcu nie często spotyka się się żel z zanurzonym kamyczkiem (przyjrzyjcie się - on naprawdę tam nieśmiało mieszka). Jego konsystencja różniła się od większości żeli - była lekko lepka, przypominała rozpuszczony śluz ślimaka. Szybko go zużyłam, w tym czasie nie zachwycił działaniem. Wysoko w składzie skrywa SLS, jednak nie spowodowało to przesuszenia skóry. Niczym niewyróżniający się SLS'owy żel (poza pływającym kamyczkiem).

Rival de loop, żel do mycia twarzy - pisałam o nim w ostatnim poście, więc jeśli jeszcze go nie widziałyście od razu was odsyłam - tutaj.





Yves Rocher, pure system, maseczka głęboko oczyszczająca - gęsta maseczka o intensywnym zapachu. Nałożona na przesuszoną skórę powodowała pieczenie, podrażniała bardziej niż długo przetrzymywane glinki. Jej działanie oceniłabym 7/10. Regularne stosowanie nie spowodowało mocniejszego oczyszczenia, jak obiecywał producent. 

Yves Rocher, hydra vegetal, maseczka nawilżająca - w gorsze dni, delikatnie poprawiała stan nawilżenia skóry. Nie był to jednak efekt oszałamiający. 



Natura Estonica, balsam do wszystkich rodzajów włosów, stymulacja wzrostu - piękny zapach, który nie idzie w parze z działaniem. Słaby balsam, który nie daje spektakularnych efektów. Recenzja tutaj.

Natura Estonica, maska do wszystkich rodzajów włosów, wzmacniająca - była znacznie lepszym wyborem niż balsam. Gęsta, solidnie wygładzała włosy i nadawała im zdrowszego wyglądu. Stosowałam ją razem z szamponem z tej samej serii. Recenzja tutaj.

Isana professional, oil care, maska do włosów z olejkiem arganowym - swego czasu nie przepadałam za tą maską, z trudem dobiłam dna. Kolejne opakowanie trafiło do mnie w wygranej paczuszce. Tym razem maska zrobiła na mnie większe wrażenie, nie mam pojęcia czy jeszcze po nią sięgnę.




Balea, Oil Repair Haarol - olejek naprawczy do włosów. Stosowałam go prawie rok, dopóki się nie zepsuł. Rewelacyjnie wpływał na zniszczone końce. Co ciekawe, porównując do najpopularniejszych kosmetyków zabezpieczających ma on najmniej szkodliwy skład. Jeśli odwiedzicie drogerię DM, zwróćcie na niego uwagę - za 100 ml zapłacimy niecałe 2 euro.

L'Oreal Elseve, Arganine resist, dwufazowy eliksir  - miał swoje wady i zalety. Potrafił znacznie ułatwić rozczesywanie włosów, po czym były gładkie i lśniące. Jego defektem było częste obciążanie włosów, szybciej się przetłuszczały. Recenzja tutaj.




Yves Rocher, maska odbudowująca - przyjemny zapach i nie do końca zadowalające efekty. Maska nie daje oszałamiających efektów, a jej koszt to ponad 20 zł. Recenzja tutaj.

Yves Rocher, płukanka octowo malinowa - po użyciu płukanki włosy wyglądały o niebo lepiej. Przepiękny malinowy zapach był jej kolejnym atutem. Niestety, otrzymujemy jedynie 150 ml, co wystarcza tylko na kilka zabiegów. 


Esent, masło kokosowe (olej kokosowy) - stosuję go regularnie od kilku lat, odkrywam nowe zastosowania i podzielę się z nimi w osobnym poście. 

Vaseline, intensive care, krem do rąk - mocne nawilżenie, odżywienie i regeneracja. Zużyłam go w kilka dni.




Skin79, Aloe aqua soothing gel 92% - uwielbiam aloes, sprawdza się zarówno w pielęgnacji włosów jak i skóry. Nawilżenie i gładkość po regularnym stosowaniu jest godne podziwu!  Recenzja tutaj.

Skin79, Pore bubble cleansing mask - maska, która każda z nas powinna przetestować! Nałożona na twarz płachta wytwarza ogrom masujących bąbelków, które w tym relaksującym czasie oczyszczają skórę. Recenzja tutaj.
 
 
Ziaja, orzeźwiający peeling do twarzy i ciała z limonkowo - cytrusowym koktajlem egzotycznym - peeling idealny dla fanek mocnych, ostrych drobinek. Niesamowity, cytrusowy zapach, koniecznie wypróbujcie:)

Ziaja, maska nawilżająca i oczyszczająca - kupuję je od lat, są niezastąpione.

Marion, zabieg laminowania proste i gładkie włosy - zabieg ten nie ma nic wspólnego z laminowaniem. Nie poradził sobie nawet wygładzeniem włosów na kilka godzin.



Natura Estonica, szampon do wszystkich rodzajów włosów, stymulacja - zapowiadał się ciekawie, ze względu na dobry skład. Mocno obciążał moje włosy. Recenzja tutaj.

Natura Estonica, szampon wzmacniający - całkowita przeciwność swojego brata z poprzedniej serii. Jego właściwości faktycznie zostały odzwierciedlane w postaci zadowalającego wyglądu włosów. Recenzja tutaj 

Nivea, szampon diamond volume care - typowy, drogeryjny SLS'iak, którego stosowałam do zmywania olei. Dobrze oczyszcza włosy, nie podrażniał skóry głowy a dodatkowo nadawał im delikatnej objętości. Pewnie nie raz do niego wrócę.



Tak prezentują się moje ostatnie użycia, po wyrzuceniu opakowań zwolniłam w łazience dwie szuflady!:) 

czwartek, 6 października 2016

Ziaja, liście manuka, żel myjący normalizujący na dzień/noc & Rival de loop, żel do mycia twarzy - czyli żele za mniej niż 10 zł.

Hej!

Nie wiem jak wy, ale ja nie wyobrażam sobie oczyszczania twarzy bez żelu do mycia. Gdybym miała wybrać jeden kosmetyk, bez którego nie wyobrażam sobie tego rytuału -  płyny micelarne razem z olejkami mogłyby iść w odstawkę, jednak bez żelu po prostu się nie obejdzie. W ciągu roku przewinęła się u mnie spora ilość tych kosmetyków, popadłam ze skrajności w skrajność. Od rutynowej pielęgnacji wywróciłam wszystko do góry nogami i za każdym razem testuję coś nowego. Dzisiaj bohaterami są łatwo dostępne żele, bez oszałamiających składów, za które zapłacimy kilka złotych. Jak sprawdziły się w praktyce na mieszanej cerze?






Rival de loop, żel do mycia twarzy

 Opis producenta:
 

Żel do mycia twarzy, który nie zawiera mydła, a jego pH jest neutralne do skóry. Żel został specjalnie opracowany do delikatnego codziennego mycia cery normalnej i mieszanej. Składniki nawilżające – wyciąg z miłorzębu japońskiego i wyciąg z ogórków chronią skórę przed wysuszeniem. Rezultat: cera jest widocznie odświeżona i oczyszczona. Tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie. pH neutralne dla skóry.


 Skład:



Aqua - woda;
Coco-Glucoside - delikatna dla skóry substancja myjąca;
Cocamidopropyl Betaine - bardzo łagodna substancja myjąca;
Alcohol Denat - należy do grupy "złych alkoholi". Może wysuszyć skórę.
Caprylyl/Capryl Glucoside - naturalny detergent;
Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, - zagęszczacz, uznawany za "bezpieczny";
Sodium Chloride - chlorek sodu/sól kuchenna. Może wysuszać skórę;
Panthenol - działa nawilżająco, przyśpiesza regenerację skóry. Jest substancją syntetyczną, którą możemy również spotkać w kosmetykach naturalnych;
Parfum - zapach;
Glycerin - działa nawilżająco i zmiękczająco, może zapychać;
Sodium Hydroxide - wyrównuje ph kosmetyku;
Ethylhexylglycerin - naturalna substancja konserwująca;
Butylene Glycol - bezpieczny w mniejszej ilości niż 50% (w żelu jest za zapachem, czyli jest go mało). Może powodować przesuszenie;
Disodium EDTA - w małej ilości nie jest szkodliwy, dodawany do kosmetyków higieny osobistej;
Cucumis Sativus Fruit Extract - ekstrakt z ogórka. Działanie przeciwzapalne, kojące, odświeżające;
Ginkgo Biloba Leaf Extract - ekstrakt z miłorzębu japońskiego. Działa odmładzająco.
Methylisothiazolinone - środek odkażający i konserwujący;
Pantolactone - działa nawilżająco
Citric Acid - kwas cytrynowy.
CI 42090.




 Moja opinia:

Żel otrzymujemy w plastikowej tubie. Nie wiem czy przypadło mi trefne opakowanie, ale "klapka" była dosyć oporna w otwieraniu i zamykaniu. Konsystencja kosmetyku jest solidnie gęsta, przez co żel nie zalicza się do wydajnych. Jego zapach jest specyficzny, jednak na tyle delikatny, że nie drażnił mojego nosa. 

Jak na tak niepozorny żel, do którego nie miałam większych oczekiwań zostałam mile zaskoczona! Bardzo dobrze współpracował na twarzy, w rezultacie doskonale ją oczyszczał. Mimo to, nie spowodował skutków ubocznych  jak ściągniecie skóry czy przesuszenie. Dopiero po kilku minutach twarz domagała się kremu, co uważam za dobry wynik. Nie podrażnił, nie spowodował uczuleń czy zaczerwień co często się u mnie zdarza. A przede wszystkim nie szczypał mnie w oczy!

Jeśli nie macie wyjątkowo wymagającej skóry i od czasu do czasu sięgacie po drogeryjne żele, warto go przetestować:) Za 150 ml zapłacimy maksymalnie 6,99 zł. Obecnie złapiecie go na promocji 4,99. Dostępny jedynie w Rossmannie.




Ziaja, liście manuka, żel myjący normalizujący na dzień/noc

Opis producenta:

 Oczyszczający, spłukiwalny żel myjący. Nie zawiera mydła. Przywraca skórze naturalną równowagę i świeżość.
Substancje czynne głęboko oczyszczające:
- ekstrakt z liści manuka o działaniu antybakteryjnym,
- ściągająco-normalizujący zinc coceth sulfate.
Substancje czynne nawilżająco - kojące:
- kwas laktobionowy, alantoina i prowitamina B5.
Czysta i świeża skóra
- zapewnia efekt dokładnie oczyszczonej skóry,
- łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry,
- kwas laktobionowy ułatwia redukcję sebum,
- poprawia nawilżenie i miękkość naskórka,
- przygotowuje skórę do zabiegów pielęgnacych

Skład:

Aqua- woda;
Sodium Laureth Sulfate - działa na skórę mocno drażniąco i przesuszająco. Może powodować problemy skórne;
Cocamidopropyl betaine - bardzo łagodna substancja myjąca;
Coco glucoside - delikatna dla skóry substancja myjąca;
Zinc Coceth Culfate - substancja oczyszczająca, antybakteryjna. Stosowana również jako emulgator;
Glycerin -  działa nawilżająca, zmiękczająco;
Panthenol - działa nawilżająco, przyśpiesza regenerację skóry. Jest substancją syntetyczną, którą możemy również spotkać w kosmetykach naturalnych;
Allantoin - przyśpiesza gojenie się ran. Stosowana zazwyczaj w kosmetykach przeciwtrądzikowych;
Lactobionic Acid - łagodzi stany zapalne na skórze. Działa zmiękczająco a także zatrzymuje wodę w skórze.
Propylene glycol - utrzymuje wilgoć, może mocno podrażnić;
Leptospermum Scoparium Leaf Extract - (ekstrakt z liści z drzewa manuka) pozytywnie wpływa na rany i podrażnienia skóry. Głęboko oczyszcza, zwalcza rozwijanie się bakterii wywołujących trądzik;
Cocamide DEA - substancja myjąca;
Sodium chloride - chlorek sodu/sól kuchenna. Może wysuszać skórę;
PEG - 7 Glyceryl cocoate - substancja myjąca, która nie pozostaje po zmyciu na skórze;
Sodium Benzoate -hamuje rozwój bakterii;
Parfum - zapach;
Benzyl Salicylate - pochłania promienie UV, może powodować alergię;
Hexyl cinnamal - substancja zapachowa, może powodować alergię;
Limonene -
Linalool - 
Citric acid -  kwas cytrynowy 


Moja opinia:  


Tym razem nasz żel znajduje się w znacznie wygodniejszej butelce z pompką. Konsystencją również nie przypomina kolegi - jest dosyć rzadka. 200 mililitrów  żelu ubywa mi na tyle powoli, że nie mam pojęcia kiedy się skończy. Jeśli stosowałyście kiedykolwiek kosmetyki z serii liście manuka, zapach będzie wam doskonale znany. Krem, pasta, żel - wszystkie kosmetyki pachną identycznie. Dla mnie jest to niezwykle przyjemny zapach

Działaniem żel nie skradł mojego serca. Przede wszystkim na drugim miejscu w składzie mamy znienawidzony SLS, który śmiało mógł zostać zastąpiony innymi środkami myjącymi. W porównaniu do żelu Rival de loop, domycie pozostałości makijażu nie idzie już tak, jak po maśle. Pozbywanie się resztek tuszu nie jest niczym przyjemnym - kontakt z oczami powoduje pieczenie
Jeśli myję twarz rano, lub wieczorem nie muszę domywać  makijażu - żel spisuje się naprawdę zadowalająco.  Jego stosowanie nie spowodowało u mnie podrażnień, zaczerwień czy reakcji alergicznych. Jego kolejną wadą to w moim przypadku ściągnięcie skóry - od razu muszę nałożyć krem, lubi nasilać obecne już przesuszenia.

Cena: ok 7-9 zł/200 ml.




Podsumowanie: 

Oba żele działają adekwatnie do swojej ceny, jednak propozycja Rival de loop zrobiła na mnie większe wrażenie. Pod względem działania żel w moim odczuciu nie ma żadnych wad. Nasz drugi bohater od Ziaji powodował nasilanie przesuszeń skóry. Wpływ tego niepożądanego działania najprawdopodobniej jest sprawką SLS'u w składzie, który z kolei Rival de loop wykluczył. 



 Znacie, lubicie?:)
 

niedziela, 2 października 2016

Natura Estonica Bio, szampon + maska do włosów długich. Duet wzmacniający, chroniący końcówki przed rozdwajaniem - recenzja



Hej!

Jaki czas temu pokazywałam wam szampon wraz z balsamem marki Natura Estonica Bio, których zadaniem była stymulacja wzrostu. Pomimo dobrego składu szampon okazał się niewypałem, wyjątkowo mocno obciążał włosy - pełną recenzję mogłyście zobaczyć tutaj. Dzisiaj pod lupą kolejna seria estońskich kosmetyków do włosów, tym razem wersja chroniąca końce przed rozdwajaniem.





Natura Estonica Bio - szampon do włosów długich, wzmacniający, chroniący końcówki przed rozdwajaniem

Opis producenta:

Szampon dzięki ekstraktowi z jałowca chroni włosy przed łamliwością, a końcówki przed rozdwajaniem. Działając na skórę głowy tonizuje ją oraz wspomaga wzrost. Zawarty w produkcie olejek arganowy aktywnie odżywia, regeneruje i dodaje blasku włosom. Chroni przed działaniem czynników zewnętrznych oraz utrzymuje nawilżenie na całej długości włosa. 

Skład:

Aqua - woda
Sodium Coco-Sulfate  -lżejsza wersja SLS
Cocamidopropyl Betaine - delikatny oczyszczacz
Lauryl Glucoside - łagodna substancja myjąca
Sodium Chloride - sól, zagęstnik, moze wysuszać skórę
Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - odżywia i wygładza włosy, tworzy powłokę ochronną
Juniperus Communis Fruit Extract (organiczny ekstrakt z jałowca)* - stymuluje wzrost, wygładza, ułatwia rozczesywanie, kontroluje pracę gruczołów łojowych;
Argania Spinosa Kernel Oil*(organiczny olej arganowy) - wzmacnia, regeneruje włosy. Ułatwia rozczesywanie włosów, nadaje im naturalny blask.
Niacinamide (witamina B3) - hamuje wypadanie włosów, poprawia ukrwienie skóry oraz kondycję włosów;
Taurine (aminokwas) - wzmacnia włosy, powstrzymuje wypadanie
Ubiquinone (koenzym Q10) - zapobiega łamliwości włosów, wzmacnia je.
Juniperus Communis Wood Oil (olejek jałowcowy) - wzmacnia strukturę, eliminuje łupież
Citrus Medica Limonum Peel Oil (olejek cytrynowy) - może się sprawdzić w pielęgnacji włosów przetłuszczających się;
Benzyl Alcohol - konserwant, może uczulić
Sodium Benzoate - delikatny konserwant
Potassium Sorbate - konserwant
Dehydroacetic Acid - konserwant
Citric Acid - kwas cytrynowy, naturalny konserwant
Limonene** - komponent zapachowy






Moja opinia:


Szampon wizualnie nie różni się od poprzednika - jedynie etykietą w innym kolorze. Ma bardzo wygodne, higieniczne zamknięcie. Wystarczy jedno wciśniecie palcem i szampon nie rozlewa się po całej łazience. Zapach również nie odbiega od wersji stymulującej wzrost ( przypomina dziecięcą Shaumę o zapachu Coli). 

Konsystencja szamponu jest rzadka, pomimo 400 ml butelki, zużyłam go równie szybko jak wersję stymulującą wzrost (oba szampony zdenkowałam w 2 miesiące). 

Jeśli zwrócicie uwagę na skład - mamy w nim kilka delikatnych substancji myjących, mnóstwo składników aktywnych a na końcu garstka konserwantów. Po samej etykiecie INCI można spodziewać się naprawdę dobrego sojusznika w codziennej pielęgnacji. 

Nasuwa się pytanie, czy tak jak wersja stymulująca ekstremalnie obciążał włosy? Otóż nie! Oba szampony solidnie pielęgnowały, substancje aktywne wykonywały swoje zadanie na 5. Fioletowa propozycja okazała się niemalże idealna - dbała o zdrowy wygląd (jak tylko możliwie można to osiągnąć przy zniszczonych włosów), nie podrażniała skóry głowy, pozytywnie wpłynęła na ogólną kondycję. Sprawdzi się idealnie u osób, które codziennie myją włosy. Jednak jak bywa przy szamponach bez mocniejszego składnika myjącego - co kilka myć sięgałam po kosmetyki z SLS'em, aby mocniej oczyścić skórę.


Cena: ok 14-16 zł/ 400 ml




Natura Estonica Bio - maska do włosów wzmacniająca

Opis producenta: 

Do włosów wszystkich typów. Maska wzbogacona w olejek arganowy, jałowca oraz wyciąg z gorczycy. Wzmacnia i uelastycznia włosy, dodaje blasku, chroni przed łamliwością.Nie zawiera olejów mineralnych, SLS / SLES i parabenów.

Skład:




Aqua - woda
Cetearyl Alcohol - emolient, działa nawilżająco i ochronnie. Zapobiega wyparowywaniu wody.
Cetrimonium Chloride - konserwant, ułatwia spłukiwanie kosmetyku, chroni przed bakteriami;
Bis-Cetearyl Amodimethicone - lekki silikon
Cyclopentasiloxane - silikon lotny (po kilku godzinach odparowywuje)
Lauryl Glucoside - łagodny detergent
Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - odżywia i wygładza włosy, tworzy powłokę ochronną
Cetrimonium Bromide - emulgator, wygładza włosy, zapobiega elektryzowaniu
Dimethiconol - lekki silikon
Juniperus Communis Fruit Extract (organiczny ekstrakt z jałowca) -
stymuluje wzrost, wygładza, ułatwia rozczesywanie, kontroluje pracę gruczołów łojowych;
Argania Spinosa Kernel Oil (organiczny olej arganowy) - wzmacnia, regeneruje włosy. Ułatwia rozczesywanie włosów, nadaje im naturalny blask;
Crambe Abyssinica Seed Oil (olej abisiński) - zmiękcza, wygładza, nadaje blask;
Niacinamide - hamuje wypadanie włosów, poprawia ukrwienie skóry oraz kondycję włosów;
Taurine - wzmacnia włosy, powstrzymuje wypadanie
Ubiquinone - zapobiega łamliwości włosów, wzmacnia je.
Glycerin - nawilża
Juniperus Communis Wood Oil - wzmacnia strukturę, eliminuje łupież
Citrus MedicaLimonum Peel Oil - może się sprawdzić w pielęgnacji włosów przetłuszczających się;
Benzyl Alcohol - konserwant, może uczulić;
Benzoic Acid - łagodny konserwant;
Sorbic Acid - konserwant;
Citric Acid - kwas cytrynowy;



Moja opinia:

Maska zamknięta w klasycznej tubie, co niekoniecznie było dobrym rozwiązaniem przy tak gęstym kosmetyku. Wydobycie ostatnich porcji zmusza do przecięcia opakowania. Mimo wszystko wydajność była zadowalająca, wystarczyła niewielka ilość, aby pokryć końce włosów. Zapachem nie upodabnia się do szamponów czy też odżywek - jest bardziej chemiczny

Okazała się mocnym punktem w pielęgnacji - wystarczy 10 min (na mocno zniszczonych, wysuszonych włosach), aby mocno je nawilżyć oraz wygładzić. Nadaje im delikatnego blasku, chociaż przy przesuszonych kosmykach blask to naprawdę pojęcie prawie nie do osiągnięcia. Znacznie łatwiej się rozczesywały i lepiej układały. Nie zauważyłam, aby maska działała na dłuższą skalę - wpływała jedynie na stan wizualny, chwilowo. 

Seria ta miała za zadanie chronić końce przed rozdwajaniem. W zależności od kondycji włosów, w moim przypadku duet poradził sobie ze swoim zadaniem. Pomimo, że łuski były zamknięte jedynie przez kilka godzin po umyciu i nawilżeniu włosów maską - bądźmy realistami, to duży wyczyn.

Kosmetyki Natura Estonica Bio poprawiły stan włosów, wzmocniły je, jednak były to efekty podczas stosowania szamponów, maski i odżywki. Mają zadowalający skład - przede wszystkim szampony i myślę, że można zwrócić na nie uwagę jeśli cenicie delikatne preparaty w pielęgnacji włosów. 


Cena: ok 11-13 zł/ 200 ml 


Miałyście inne wersje kosmetyków do włosów Natura Estonica Bio?