czwartek, 28 lipca 2016

3 x MINI RECENZJA [L'oreal Elseve, Balea, Babuszka Agafia]






Hej! 

Dziś przygotowałam dla was kosmetyki, które używam, ale nie okazały się produktami godnymi uwagi i raczej do nich nie wrócę. Jestem również ciekawa czy same miałyście z nimi styczność i co o nich sądzicie:)


L'Oreal Elseve, Arganine Resist, dwufazowy eliksir (ekspresowa odżywka pielęgnacyjna)



Opis producenta:

Ekspresowa odzywka pielęgnacyjna, wzbogacona argininą i serum pielęgnująco-nabłyszczającym. Natychmiastowa odbudowa włosów. Łatwe rozczesywanie, intensywny połysk, ochrona przed suszeniem i puszeniem. Włosy wyglądają na zadbane, są odżywione, maja piękny połysk.

Skład: 

 AQUA / WATER, ISODODECANE, PHENYL TRIMETHICONE, CYCLOPENTASILOXANE, CI 17200 / RED 33, HYDROXYPROPYLTRIMONIUM HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, HYDROXYISOHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, PHENOXYETHANOL, ARGININE, CHLORPHENESIN, DIMETHICONOL, LIMONENE, LINALOOL, BENZYL ALCOHOL, BENZYL SALICYLATE, CITRIC ACID, HEXYL CINNAMAL, PARFUM / FRAGRANCE

poniedziałek, 25 lipca 2016

Natura Estonica Bio, balsam + szampon, symulacja wzrostu I WYNIKI I





Hej!

Kilka tygodni temu, pokazywałam wam zakupy kosmetyków ze sklepu Skarby Syberii. Zamówiłam zapas wspomagaczy do włosów, które w szybkim tempie zużyłam. Musiałam zaspokoić swoją ciekawość i wypróbować kosmetyki pochodzenia estońskiego - marki Natura Estonica Bio. Dzisiaj zobaczycie z bliższa zielony duet, czyli wersję stymulującą wzrost włosów. 

piątek, 22 lipca 2016

DREAMBOX & PRETTYBOX - lipiec 2016


Jak wiecie, nie kupuję boxów bez opamiętania i w swoim życiu miałam ich zaledwie 3! W domowym zaciszu oglądam wasze openboxy i często zachwycam się zawartością. Oczywiście nie mam na myśli Shiny czy też Beglossy - uważam, że szkoda pieniędzy na pudełka, które nie potrafią zaskoczyć. Na szczęście możemy przebierać pomiędzy Dreambox'em, Prettybox'em, Chillbox'em, Naturalnie z pudełka czy Joy'em, który ostatnio zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. 

W czerwcu wiedziałam jaki prezent sprawię sobie na urodziny - pudełeczka, na które ślinię się od miesięcy i wciąż zwlekam. Pretty przyciągnął mnie podpowiedzią o azjatyckim  kremie pod oczy marki Mizon. Dreambox napomknął o kryminale, więc na co miałam czekać!






W tym miesiącu oba pudełeczka były wysłane później niż zwykle. Moja przesyłka czekała na mnie w domu rodzinnym i zawartość zobaczyłam chyba ostatnia!:)
Najpierw otworzyłam Dreambox - wielkie pudełko dopieszczone różową kokardą. Byłam bardzo ciekawa kryminału - w końcu mam więcej czasu dla siebie i brakuje mi spokoju z książką w ręku. 






W tym miesiącu Dreambox obdarował nas kryminałem prosto ze Skandynawii - Chris Tvedt Uzasadniona wątpliwość.

"Jak daleko może posunąć się prawnik, aby odzyskać wolność? Dalej, niż ktokolwiek potrafiłby sobie wyobrazić... Konsekwencje będą nie do przewidzenia."

Cena. 36.90 zł 



Kolejnym kosmetykiem, którym Dream zachęcał do kupna jest fluid do ciała od Douces Angevines (15 ml). Losowo pakowane były 4 rodzaje (harmonie) fluidów.
Nigdy nie miałam do czynienia z fluidem pielęgnacyjnym, także jestem ciekawa jak te magiczne kropelki wpłynął na stan skóry. Jak już raz wspominałam, od pewnego czasu mam problem ze skórą na dłoniach a w szczególności między palcami. Zużywam ogromne ilości kremów do rąk, więc flakonik fluidu wykorzystam jako lepszą alternatywę.

Cena: 35zł/15 ml



Tuba z rudowłosą wczasowiczką to nic innego, jak emulsja do opalania marki Nacomi. Oczywiście, latem emulsja z filtrem przyda się bez dwóch zdań! Żeby nie było tak kolorowo - SPF 15 to zbyt niska ochrona dla jasnej karnacji. Emulsja zawiera filtry ochronne pochodzenia naturalnego.

Cena: 24,50 zł/150 ml





Lód do twarzy (lub do ciała - wysyłany losowo) z Fitokosmetik. Przy lodowej podpowiedzi czułam, że może to być nasz bohater i miałam nadzieję, że moja świńska kobieca  intuicja się nie myli. Ot zwykły lód, który zaintrygował mnie kilka miesięcy temu - dostępny w jednym ze sklepów online, niestety rzadko dostępny. Nie mogę się doczekać masażu:)

Cena: 10 zł




Pudełeczko zamyka smakołyk od Moje Conieco. Smaczna i zdrowa przekąska, czyli bakaliowy zawrót głowy w plastikowym pudełeczku. Szkoda, że nie spotykam takich w zwykłych sklepach:)

Cena: 5,90 zł








W mniejszym, ale równie uroczym pudełeczku zapakowano po brzegi lipcowe produkty!











Najmocniej wyczekiwaną perełką był krem pod oczy z śluzem ślimaka od Mizon. Jego pojemność to aż 25 ml, a jego cena przewyższa kwotę, jaką musimy zapłacić za pudełko.

- regenerujący i przeciwzmarszczkowy krem z śluzem ślimaka pod oczy
- zawiera aż 80% filtratu
- dzięki peptydom i adenozynie działa przeciwzmarszczkowo
- rozjaśnia przebarwienia
- przeciwdziała starzeniu się skóry, zawiera E.G.F
- działa ujędrniająco
- rewelacyjnie nawilża i napina skórę wokół oczy

 D-panthenol działa nawilżająco
Witamina E - chroni naskórek i regeneruje włókna kolagenowe, zmiękcza i wygładza powierzchnię skóry

Cena: 67,99 zł





Glinki uwielbiam, a raczej uwielbia je moje skóra (pewnie nie tylko moja). Różowa glinka kosmetyczna chińska - himalajska od Fitokosmetik to mały psikus - zużyłam już identyczną, wolałabym przetestować coś nowego. Nie mniej jednak, działa fenomenalnie i na pewno się nie zmarnuje. Pamiętajcie, aby glinka zachowała swoje właściwości, podczas rozrabiania nie używajcie metalowych przedmiotów.

Produkt regeneruje i odżywia skórę. Glinka ma działanie przeciwzmarszczkowe i nawilżające.


Cena: 6,90 zł 





Zaskoczeniem jest dla mnie linia kosmetyków, której skład opiera się na oleju konopnym. W pudełku znalazło się serum do bardzo suchej skóry twarzy i dłoni marki INDIA. Przeznaczę je do pielęgnacji twarzy, jestem ciekawa czy faktycznie pozytywnie wpływa na skórę. Dziś nałożyłam je pod makijaż i poradził sobie z moją niesforną buźką. Kosmetyki INDIA są w przystępnych cenach i pewnie zamówię jeszcze maskę do włosów - marihuana na włosach? Czemu nie!

Serum z olejem konopnym INDIA powstało z myślą o szybkiej regeneracji suchej skóry twarzy i dłoni. Właściwości głównego składnika gwarantują  intensywne nawilżenie i dostarczenie składników odżywczych w idealnych proporcjach. Substancje dodatkowe wzmacniają działanie serum, pobudzając odbudowę naskórka i korygując niedoskonałości

olej z konopi - działa łagodząco a podrażnioną skórę i przyśpiesza jej regenerację;
aloe vera - łagodzi podrażnienia oraz regeneruje;
D - panthenol - działa nawilżająco;
Witamina E - chroni naskórek i regeneruje włókna kolagenowe, zmiękcza i wygładza powierzchnię skóry.

Cena: 19,99 zł/ 50 ml



Oleje to cuda natury, które cudownie wpływają na skórę i włosy - jak ich nie uwielbiać? O zawartości w pudełku 100% oleju Avocado marki BioOleo nie miałam pojęcia, dopóki go nie otworzyłam. Była to miła niespodzianka, nie pamiętam kiedy ostatni raz używałam olejku do twarzy. Nakładam go na noc od 3 dni, skóra jest mocno nawilżona.

Olej avocado to jeden z najcenniejszych olejów. Zawiera prawdziwe bogactwo składników odżywczych (dlatego nazywany jest olejem 7 witamin). Intensywnie nawilża i odżywia. Jest idealnym kosmetykiem dla cery dojrzałej, przemęczonej nieregularnym trybem życia, stresem.

Cena: 39,00 zł 




Niekosmetyczne produkty, jakie znalazłyśmy w tym miesiącu to m.in wosk zapachowy MALINA. Latem kominek poszedł w odstawkę, nie oznacza to, że wosk się zmarnuje:) 

Cena: 1,30 zł

Smakołyk w pomarańczowym okryciu to baton owocowy kako&orzech - Dobra kaloria. Zawiera(Ł) daktyle, chrupki zbożowe, orzechy nerkowca, kakao. Na tyle sycący, że nie dałam rade sprostać wyzwaniu i wcisnąć całego:)

Chrupiący, w 100% naturalny baton o delikatnie czekoladowym smaku. Prosty, sycący, zmyły pieszczący. Może zawierać kawałki pestek owoców. Wysoka zawartość błonnika.

Cena: 2,70 zł




Tak zamyka się karta informacyjna, jednak w pudełku mamy coś jeszcze! Wysyłka w tym miesiącu była opóźniona. Jako rekompensatę (a raczej nagrodę za cierpliwość) do niektórych pudełeczek dołożono herbatę, w innych znalazła się maseczka czekoladowa. Jak na herbaciarę przystało, liczyłam, że posmakuję nowego smaku. Przyciągając dobrą energię, właśnie piję zieloną herbatę z dodatkiem jabłka i kiwi od Dzban herbaty:) W saszetce bez większych informacji znajduje się lekka herbata relaksująca.



"Jak czyścić, impregnować i dbać o odzień, obuwie i sprzęt turystyczny"

Spora saszetka odświeżającego środka pielęgnującego do bielizny technicznej NIKWAX - pewnie nigdy nie będę miała okazji go użyć.




Kolejna saszetka dla aktywnych od NIKWAX, tym razem wosk impregnujący do skóry licowej. Nie mam pojęcia co z nim zrobić, pewnie NIC:)

Zielonym akcentem zamyka się lipcowy Prettybox - próbka kremu do twarzy INDIA.




PODSUMOWUJĄC 

Zawartość pudełeczek wykorzystam w 95% - dodatki od NIKWAX są dla mnie zbędne. Chociaż Dreambox zawierał jedynie 3 kosmetyki, książkę i smakołyk (na początku czułam, że jednak czegoś w nim brakuje) "zużyję" wszystko w przyjemnością. Mam nadzieję, że fluid i jego doskonały skład poradzą sobie z moimi dłońmi.

Prettybox sprawił, że mój prezent urodzinowy to strzał w 10! 



Jak wy oceniacie lipcowy Dreambox i Prettybox? Który przypadł wam bardziej do gustu?:)

czwartek, 7 lipca 2016

Makijaż na ślub/przyjęcie




W przyszły weekend wybieram się na wesele koleżanki. Zawsze na takie wydarzenia robię wszystko na ostatnią chwilę, dobieram biżuterię i makijaż tuż przed wyjściem zwykle bez ładu i składu. Jaki paradoks, bo w środku tygodnia potrafię malować się godzinę ot tak, aby chwilę później go zmyć:)

Tym razem nawet sukienkę kupiłam 3 tygodnie wcześniej! Sukienkę, do której nie potrafiłam dobrać nic a przede wszystkim butów. Moje stopy to totalny fenomen, dlatego nienawidzę kupować butów a przede wszystkim szpilek. Są po prostu bardzo szczupłe i znalezienie odpowiednich graniczy z cudem (mam 1 parę, która w 100% pasuje). Spójrzcie tylko, do mojej bajecznej sukienki założenie czarnych szpilek to grzech ciężki:





W końcu zrozpaczona znalazłam takie oto sandałki. Czytając komentarze wiedziałam, że pomimo zamówienia w ciemno mogą okazać się moim wybawieniem. Kobiety żaliły się, że muszę je niestety odesłać - przeznaczone dla bardzo szczupłej stopy, niskiej na podbiciu. Wiecie co? W 95% są idealne, jestem raczej skazana na nie chodzenie w szpilkach. Kupione w sklepie czasnabuty. A propos butów - deezee -40%!




Sukienkę mam, buty mam, czas na makijaż - myślę o czerwonej szmince bo w takiej się najlepiej czuję, ale może zaproponujecie inny kolor? Chcę postawić na mocny makijaż, abym po prostu "była".

Zdj 1. Najpierw nałożyłam bazę matująco wygładzającą od Kobo. Kolejna "warstwa" to podkład Revlon Colorstay 150. Pod oczy użyłam korektor od Astor - Skin match protect. Jest zbyt lekki i nadaje się najlepiej na dzień. Kilka godzin temu dotarła do mnie paczka z moim ukochanym płynnym kamuflażem Catrice! Na powiekach ląduje od razu perłowa baza pod cienie z Zoevy. Bardzo delikatnie wykonturowałam twarz kremową kredką do konturowania Kobo (najciemniejszy odcień). Dobrze roztarta nie daje nachalnego efektu a przy użyciu dodatkowego bronzera w kamieniu otrzymamy na zdjęciach intensywniejszy kontur:) Puder, którego obecnie używam to słynny "All about matte" Essence.

konturowanie na mokro/puder/bronzer w kamieniu/róż/rozświetlacz

Zdj 2. Musnęłam policzki różem Wibo Blush creme nr 1 i przeszłam to oczu. Zewnętrzne kąciki zaznaczam czarną kredką, którą z kolei rozcieram. Jak widać - niezbyt symetrycznie:)
Brwi zaznaczyłam pomadą Ardell w kolorze medium brown - tak, wiem muszę rozejrzeć się za nowym odcieniem:)





Zdj. 3 Delikatnym, ciepłym brązem z palety Zoeva Smoky zaznaczam dosyć wysoko załamanie. Mocno rozcieram pędzlem do blendowania. Ponownie dokładam kolor i znów wysoko rozcieram, aby powstała chmurka.

Zdj. 4 Ciemnym brązem zaznaczam zewnętrzny kącik i moje prawdziwe załamanie powieki. Delikatnie rozcieram po zewnętrznej stronie i zacieram granice.



Zdj 5 Wewnętrzną część powieki rozjaśniam białym cieniem z palety Zoeva Retro Future. Środek powieki przeznaczyłam na kolorowy akcent w odcieniu sukienki - delikatna morela, która na zdj wpada w czerwień. Cień wybrałam z palety Makeup Revolution New trals vs neutrals. Rozcieram granice pomiędzy kolorami. 

Zdj 6 Na dolnej powiece, w jej wewnętrznej części (a także odrobinę w kąciku) nałożyłam piękny połyskujący cień z paletki "bronzerów" Wibo - Baked mix bronzer.




Eyeliner to oczywiście mój ulubieniec - Golden Rose Perfect Lashes. Rzęsy podkręciłam zalotką i wytuszowałam mascarą Rimmel Wonder'full volume colourist. Kości policzkowe zaznaczam rozświetlaczem Wibo Diamond Illuminator.
Usta to efekt konturówki Essence lipliner 14 femme fatale + płynna pomadka Bourjois Rouge Edition Velvet nr 01. ( Na ślub planuję nałożyć Golden Rose Longstay liquid matte lipstick w odcieniu nr 09 - czyli podobna, klasyczna czerwień).
Przygotowałam jeszcze sztuczne rzęsy, ale nie wiem czy je przykleję - nie czuję się komfortowo.



Myślicie, że to wszystko razem będzie się odpowiednio komponować?:)

niedziela, 3 lipca 2016

DENKO - 3 miesiące


Dzisiaj przychodzę do was z zużyciami, które zalegały u mnie od miesięcy i w końcu muszę się ich pozbyć. Jak to u mnie bywa, kilka opakowań znalazło się w koszu i przypominałam sobie, że te "śmieci" są mi jeszcze potrzebne po fakcie:)

  • kupię ponownie
  • może kupię ponownie
  • nie kupię ponownie

Zaczynamy!


Kallos maska bananowa - ma przepiękny, intensywny i realistyczny zapach! Utrzymuje się on na włosach, co dla mnie było ogromnym plusem. Nabierając ją na dłoń miałam wrażenie, że dotykam musu. Włosy po jej użyciu są lśniące, lejące i prezentują się zdrowo! Jeden z lepszych kosmetyków do włosów, jaki miałam przyjemność stosować.

Kallos maska kawiorowa - miała specyficzny, również intensywny zapach, jednak nie mam pojęcia z czym mogę go porównać. Działaniem nie zachwyciła. Delikatnie wygładzała włosy, jednak przy masce bananowej zostaje daleko w tyle. Najczęściej nakładałam ją 15 min przed zmyciem oleju z włosów. Obie maski zużyłam w ok 2 miesiące.




Apteka Agafii dermatologiczny szampon do włosów tłustych - jego zadaniem było przyhamowanie nadmiernego przetłuszczania się włosów. W moim przypadku jedynie koił podrażnioną w tamtym okresie skórę głowy. Była naprawdę w dobrej kondycji. Nie wpłynął na regulację gruczołów. Zaznaczę jeszcze, że jak to zwykle bywa na drugim miejscu w składzie ma SLS. Jestem zniesmaczona, że dermatologiczne szampony nie grzeszą składem. Ostatnio wymacałam szampony mojej mamy, która od kilku miesięcy ma problem z łupieżem grubszego kalibru i tłumaczę jej, że musi iść do dermatologa. Wciąż zwleka z wizytą i kupuje coraz to droższe, specjalistyczne szampony. Składy mają takie, że ręce opadają a co lepsze - mają leczyć:) [RECENZJA]




Yves Rocher szampon stymulujący przeciw wypadaniu włosów - jego intensywny, ziołowy zapach powoduje u mnie odruch wymiotny. Jego działanie nie jest tragiczne, jednak u mnie zapisał się jako zwykły przeciętniak. [RECENZJA]

Yves Rocher szampon nadający objętość - w porównaniu do poprzednika to niebo a ziemia! Przyjemny zapach, dobrze się pieni, doskonale myje, nie podrażnił mojej skóry. Nadawał włosom odpowiedni kształt - unosił je od nasady, przez co wydawały się grubsze i gęstsze.



Yves Rocher maska odbudowująca - tak naprawdę jedyna maska, która naprawdę dorzuciła swoje pięć groszy, aby odżywić włosy i odbudować ich strukturę po zabiegach fryzjerskich. Polecam ją z czystym sercem! [RECENZJA]

Nieva szampon regenerujący intense repair - nie przepadam za kosmetykami do włosów od Nivea, jednak ten szampon okazał się całkiem dobry. SLS'ami myję włosy raz na jakiś czas, aby lepiej wszystko oczyścić. Nie podrażnia, włosy ładnie się układają.




Farmona herbal care szampon lniany - muszę przyznać, że byłam bardzo ciekawa szamponów z tej serii i przy okazji wybrałam wersje z lnem. Nie spisał się u mnie zbyt dobrze. Za każdym razem podrażniał skórę głowy, włosy były matowe nawet po użyciu maski. Nie wiem, czy wypróbuję pozostałe propozycje szamponów - raczej podziękuję.

Balea feuchtigkeits shampoo pfirsich & cocos - czyli szampon nawilżający. Używałam go do zmywania olei, bo z tym radził sobie dobrze. Obciążał włosy, przez co okazał się niewypałem. Nie zauważyłam nawilżenia. Oczywiście zapach był bardzo przyjemny:)



Olej z orzechów włoskich - kupiony w Biedronce. Jeden z moim olejowych ulubieńców (obecnie kończę kolejną buteleczkę). Włosy albo dany olej lubią, albo nie znoszą - moje w tym przypadku są zakochane!


La petite marseillaise żel pod prysznic werbena i cytryna - specyficzny zapach, który uwielbiam, jednak nie każdemu może przypaść do gustu. Dosyć rzadki, przez co jest mało wydajny. Żeli w ostatnim czasie używam mniej, ponieważ zakochałam się w pachnących mydełkach glicerynowych!

Balea duschgel frozen breeze - nie wiem jakim cudem ta pusta butelka nie została wyrzucona po moim ostatnim denku, ponieważ już w nim się znalazł. Jak to u mnie bywa - są rzeczy, które się fizjologom nie śniły:) A żel był fantastyczny, niestety z zimowej edycji limitowanej.



Balea frozen breeze balsam do ciała - zapach tej serii był niesamowity! Jego wsmarowywanie stał się już przyjemnym rytuałem, niestety to co dobre szybko się kończy. Edycja limitowana jest już niedostępna. [RECENZJA]

Oeparol nawilżająco - wygładzający jedwab do ciała - przeznaczony do mocno przesuszonej skóry, niekoniecznie dobrze się sprawdza w przeznaczonej dla niego roli. Zużyłam go jako krem do rąk. Okazał się wybawieniem dla moich mocno przesuszonych dłoni (m.in leczył ranki). [RECENZJA] 


 Avon Sun+ samoopalacz - kosmetyki do opalania z Avonu sprawdzają się u mnie bardzo dobrze. Ten samoopalacz to ostatnie pozostałości z zeszłego roku, które jestem zmuszona wyrzucić. Nie tworzył smug, nadawał (na mojej jasnej karnacji) naturalną, brązową opaleniznę.

Bebeauty żel pod prysznic Japonia (algi morskie) - gęsty, o przyjemnym zapachu. Kupiony za grosze. Pewnie wypróbuję pozostałe zapachy.


Bourjois płyn micelarny - czytałam o nim tyle samo pozytywnych co i negatywnych opinii. Z ciekawości chciałam wypróbować jak sprawdzi się u mnie. Doskonale radził sobie z makijażem oczu, tuszem wodoodpornym. W kwestii zmywania radził sobie lepiej niż płyny biedronkowe.

2x Bebeauty płyn micelarny - nie wyobrażam sobie nie mieć go na półce. Chociaż poznałam kilka lepszych propozycji - do biedronkowego mam po prostu słabość i kupuję go z przyzwyczajenia.



Oeparol krem nawilżający - moja skóra jest bardzo wymagająca, szczególnie pod względem odpowiedniego nawilżenia. Co za tym idzie - ciężko jest znaleźć dobry krem. Propozycja  od Oeparol idealnie spisywała się pod makijaż. Planuję go kupić na jesień, kiedy odstawię w kont filtry. [RECENZJA]


Yves Rocher krem odżywczy - byłam nim oczarowana! Sprawiał, że skóra w  dotyku była jak aksamit, przez co  nie miałam problemu ze suchymi skórkami. Przy kolejnym zamówieniu w sklepie YR na pewno trafi do koszyka. [RECENZJA]


 SKIN79 maska wybielająca - zużyłam 2 sztuki, ponoć to za mało, aby zobaczyć rezultaty. Płat jest tak mocno nasączony, że maska nie należy do najlżejszych:) Po ściągnięciu płata z twarzy zauważyłam .. nawilżenie. Skóra jest odżywiona i przyjemna w dotyku. Widać, że coś się działo!

Estetica czyste piękno maska jogurtowa głębokie nawilżenie - zapach czekolady nie był taki, jaki oczekiwałam, jednak po zmyciu skóra była przyjemna w dotyku i delikatnie nawilżona.


Eludril płyn do płukania jamy ustnej - nie jest to zwykły płyn, jest to mój wybawiciel. Od 2 trymestru ciąży miałam problemy z dziąsłami, co zwykle się zdarza. Od porodu minęło 1,5 roku a nadwrażliwość pozostała do dzisiaj. Muszę uważać na zbyt ciepłe/zbyt zimne posiłki ,co dawniej nie miało żadnego znaczenia. W pewnym momencie moje zęby były tak wrażliwe, że nie mogłam wytrzymać. Pani w Aptece poleciła mi płyn o czerwonym zabarwieniu, czego już nie zobaczycie:) Płyn należało rozcieńczyć w lekko ciepłej wodzie i płukać jamę ustną kilka razy dziennie. Chociaż "kurację" należało stosować 2 tygodnie (na tyle tez wystarczyła buteleczka) poczułam ulgę już po 1 płukaniu.Do dzisiaj mam spokój z dziąsłami a "kurację" robiłam w marcu. Zapłaciłam ok. 20 zł, więc stosunek ceny do działania niewielki. Jeśli macie problemy z nadwrażliwością zębów np. po wybielaniu paskami, możecie o niego pytać w aptekach:)


 Colgate total płyn do płukania "zdrowe dziąsła" - zwykły płyn, który nie przynosił żadnych rezultatów.


Alterra krem pod oczy winogrona i biała herbata - lekki krem, który mimo wszystko nawilża. Wklepywany na podrażnioną skórę powoduje pieczenie. Będzie odpowiedni dla osób, które nie mają zbyt wielkich problemów z delikatną okolica oczu.

SKIN79 BB GOLD - mój faworyt pośród wszystkich kremów BB SKIN79. Dokładną recenzję z porównaniami kolorów robiłam [TUTAJ]

Catrice Liquid  Camouflage  - najlepszy korektor, jaki używałam dotychczas. Idealnie kryje, nie przesusza skóry pod oczami, trwałość bez zarzutu. [RECENZJA]



To już koniec. Chociaż niektóre z was potrafią osiągnąć taką ilość pustaczków w 1-2 miesiące, tak ja cieszę się z każdego wyrzuconego opakowania. Staram się nie otwierać nowych kosmetyków, zanim nie skończę starych i myśl o "denku" pozwala żyć w harmonii! :)