wtorek, 24 maja 2016

Poznaj kosmetyki Oeparol [ KREM NAWILŻAJĄCY/ NAWILŻAJĄCO - WYGŁADZAJĄCY JEDWAB DO CIAŁA/ PŁYN MICELARNY]

Cześć kochani! Tak mi wstyd, że jestem nieobecna, ale mam solidne usprawiedliwienie - brak internetu. Na twarzy mam wypisane człowiek pech i moje obecne miejsce zamieszkania ogranicza połączenie ze światem do minimium - mam tu tak kiepski zasięg, że nawet pakiet internetowy totalnie się na mnie wypiął. W końcu pojechałam na parking pod Lidla i piszę dla was post:)

A dzisiejszymi bohaterami są dermokosmetyki Oeparol od grupy Adamed, które w ostatnim czasie miałam przyjemność  testować. W asortymencie znajdziemy kosmetyki do pielęgnacji ciała a także twarzy. Ich głównym składnikiem aktywnym jest olej z nasion wiesiołka. Dzięki technice tłoczenia na zimno, jego wyjątkowe właściwości zamykane są w produktach Oeparol.

Właściwości oleju z wiesiołka: 
  • Dzięki zawartości kwasów omega 6 spełnia rolę budulcowa komórek skóry i zapobiega utracie wody;
  • Poprawia mikrokrążenie, dotlenia skórę.
Dermosmetyki Oeparol wytwarzane są z w 6 liniach. Do wyboru mamy:

  • Oeparol balance - skóra wrażliwa, skłonna do podrażnień, alergiczna.
  • Oeparol hydrosense - skóra odwodniona, wrażliwa.
  • Oeparol stimulance - 40+, skóra dojrzała, skłonna do powstawania zmarszczek. 
  • Oeparol essence - głęboka regeneracja i odżywienie skóry suchej i zmęczonej.
  • Oeparol eliftance - 50+, skóra dojrzała, skłonna do wiotczenia oraz utraty jędrności.
  •  + POMADKI OCHRONNE








Opis producenta:

" Krem intensywnie nawilża i wzmacnia skórę dzięki zawartości kompleksu HialuRose™, unikalnemu połączeniu kwasu hialuronowego i oleju z wiesiołka (ang. evening primrose oil), bogatego w kwasy omega-6. Kwas hialuronowy w połączeniu z kwasami omega-6 tworzy nawilżający film ochronny na skórze, ogranicza transepidermalną utratę wody i zatrzymuje ją w naskórku. Doskonale nawilżona skóra staje się mniej podatna na podrażnienia i odzyskuje sprężystość i jędrność. Zawarte w kremie składniki regulują proces złuszczania naskórka, pozostawiając skórę gładką i elastyczną.
Sposób użycia: Stosować rano i/lub wieczorem na oczyszczoną i osuszoną skórę twarzy i szyi."


Skład:  Aqua, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Isohexadecane, Caprylic/Capric Trigliceride, Dicaprylyl Carbonate, Isostearyl Isostearate, Cetyl Alcohol, Biosaccharide Gum-1, Propylene Glycol, Hydrolyzed Caesalpina Spinosa Gum, Caesalpina Spinosa Gum, Oenothera Paradoxa Oil, Phenoxyethanol/Ethylhexylglycerin, Tocopherol Acetate, Parfum, Allantoin, Sodium Polyacrylate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Sodium Hydroxide, BHA.




Moja opinia: 

Krem zaskoczył mnie swoim oryginalnym opakowaniem w kształcie zgrabnej kulki. Połowę pojemniczka zalano po brzegi naszą nawilżającą substancją i zabezpieczono sreberkiem. Standardowo pojemność to 50 ml, jednak krem jest wyjątkowo wydajny. Przyjemnie się rozprowadza i szybko wchłania. Jeśli odstrasza was w kremach intensywny zapach - bez obaw, jest bardzo subtelny. Z początku nie byłam zachwycona jego działaniem. Tak jak wspominałam już mnóstwo razy, moja skóra jest ekstremalnie wybredna i wymaga odpowiedniego nawilżenia. Dotychczas znalazłam jedynie 2 kosmetyki, które ją zaspokajały( jednocześnie nie wyrządzając krzywdy).

Krem Oeparol przez pierwsze dni nie wykazał się intensywnym nawilżeniem, ale w minimalnym stopniu koił moją skórę. Nie spowodował żadnych uczuleń. Z biegiem czasu bardzo się polubiliśmy. Skóra była wystarczająco nawilżona i nie domagała się więcej. Dzięki swojej lekkiej formule idealnie sprawdza się pod makijaż (chociaż obecnie lepiej sięgnąć po krem z wyższym filtrem). Krem dobrze sprawdza się również na noc. Rano skóra jest miękka, świeża i nawilżona. Niedawno dobiłam dna mojego ostatniego ulubieńca od YR i nasza niepozorna kuleczka Oeparol godnie go zastępuje.

Cena ok 16-20 zł





 

Nawilżająco - wygładzający jedwab do ciała



 Opis producenta:

" Balsam intensywnie nawilża skórę dzięki zawartości kompleksu HialuRose™, unikalnemu połączeniu kwasu hialuronowegooleju z wiesiołka (ang. evening primrose oil), bogatego w kwasy omega-6. Kwas hialuronowy w połączeniu z kwasami omega-6 odbudowuje barierę hydrolipidowa skóry i zatrzymuje wodę w głębszych warstwach naskórka. Masło Shea regeneruje przesuszona skórę, przywracając jej gładkość i elastyczność. Dodatkowo, zawarte w balsamie proteiny z jedwabiu nadają skórze niezwykła miękkość i aksamitność."

Skład:  Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Oenthera Biennis Oil, Dimethicone, Olea Europaea Fruit Oil, Biosaccharide Gum-1, Propylene Glycol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Hydrolyzed Silk, Phenoxyethanol/Ethylhexylglycerin, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Acrylates Copolymer, Xanthan Gum, Parfum, Disodium EDTA, Hialuronian Sodu, BHA.


Moja opinia: 


Jedwab okazał się najsłabszym ogniwem pośród całej trójki, jednak ma swoje zalety. Zamknięty w wygodnej tubie przypomina olbrzymi krem do rąk i tak też u mnie się sprawdził. Patrząc w skład, na wysokiej pozycji zauważymy parafinę, którą nie każda skóra toleruje. Pomimo kwasu hialuronowego i oleju z wiesiołka jego nawilżenie było w moim przypadku niewystarczalne. Szczególnie skóra na moich udach jest wyjątkowo kapryśna i regularnie, co kilka miesięcy borykam się z mocno przesuszonymi nogami. Regularne peelingi i dobre nawilżacze stały się rutyną. 
Na tak przykry moment trafił właśnie nasz bohater i miał nie lada wyzwanie, z którym sobie nie poradził. Nawilżenie okazało się zbyt słabe a skóra chwilę później potrzebowała kolejnej porcji kosmetyku. Jego konsystencja nie różni się od większości balsamów, ma przyjemny zapach i szybko się wchłania. Po regularnym używaniu jedwabiu faktycznie zauważyłam wygładzenie, więc jeśli nie potrzebujecie mocnego nawilżenia - jego działanie może waz zadowolić.

Jedwab dobijam do dna dzięki znalezieniu nowego zastosowania!
Od kilku miesięcy mam przykry problem ze skórą na palcach a konkretniej z okolicą wokół pierścionków. W kwestii biżuterii, muszę ograniczać się do srebra i złota, nic innego moja skóra nie toleruje. Od 8 lat noszę złoto na palcach i nigdy wcześniej nie miałam podobnych problemów. Z dnia na dzień skóra zaczęła się mocno wysuszać, piec, puchnąć i czerwienić. Wygląda to koszmarnie a nałożenie jakiekolwiek kremu powoduje dolanie oliwy do ognia. Ku mojemu zdziwieniu, nieprzyjemnego pieczenia nie spowodował jedwab Oeparol - w końcu to dermokosmetyk! Ranki powoli się goją, ale wizyta u specjalisty jest nieunikniona. Chociaż nie wykazał się szczególnym nawilżeniem, okazał się wybawieniem dla moich ran na palcach:)

Dlaczego więc uważam go za słabe ogniwo?

Jest przeznaczony dla wyjątkowo suchej skóry, która potrzebuje ponadprzeciętnego nawilżenia - tej cechy nie mogę mu przypisać. 
 
Cena ok 14-19 zł








Opis producenta:

"Formuła micelarna szybko i dokładnie usuwa makijaż twarzy i oczu. Idealnie oczyszcza skórę i zapobiega podrażnieniu i przesuszeniu naskórka. Po zastosowaniu skóra jest miękka, nawilżona i ukojona. Dzięki łagodnym substancjom oczyszczającym, preparat nie powoduje zaczerwienień i zapewnia skórze uczucie komfortu."

Skład:  Aqua, Capryl Betaine, PEG-8, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Phenoxyethanol/Ethylhexylglycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Biosaccharide Gum-1. Propylene Glycol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Oenthera Paradoxa Oil, Parfum, Sodium Benzoate, Disodium EDTA, PEG-30 Hydrogenated Castor Oil, Hialuronian Sodu.

Moja opinia: 

Płyn jest naprawdę godny uwagi. Jego pojemność to 200 ml, wysoka buteleczka z bezproblemowym dozownikiem. Zapach jest bardzo delikatny, z pewnością nie będzie drażnił wybrednych nosów. Szybko rozpuszcza mascary, eyelinery i pozostały makijaż oczu. Bez problemu zmywa wodoodporne pomady z brwi a także matowe szminki. Po demakijażu skóra jest dobrze oczyszczona i delikatnie nawilżona . Nie wywołał u mnie reakcji alergicznej. 

Cena waha się pomiędzy 12-16 zł


Miałyście styczność z kosmetykami z Oeparol?

Testy z marką La Luxe Paris cz.1

Cześć kochani!

Zbliża się koniec moich testów z marką La Luxe Paris, więc pokażę wam pierwszą część kosmetyków, które w ostatnim czasie używałam. 

Pokrótce kilka słów o samej marce. W asortymencie możemy znaleźć kosmetyki do makijażu a także produkty pielęgnacyjne. Nie są one testowane na zwierzętach,  nie zawierają silikonów i sztucznych barwników. Jeśli spotkałyście się z kosmetykami stacjonarnie (np. w Biedronce), mogłyście zauważyć ich niską cenę. 








 


Opis producenta: 
 
"Długotrwały podkład zapewniający intensywne pokrycie niedoskonałości bez efektu maski.
Nawet 24 godziny perfekcyjnej trwałości.:

Moja opinia: 

Podkład zamknięty w szklanej wygodnej buteleczce z pompką. Z początku przeraziłam się kolorem, który trafił do mojej paczki. Pomimo obaw, odcień świetnie wpasował się w moją jasną karnację. Planowałam testować go w zaciszu domowym, okazało się, że śmiało mogę wyjść na miasto bez obaw, że twarz odetnie się od szyi.:)

Magical Cover ma przyjemną, kremową konsystencję, jest dosyć gęsty. Od dawna nie trafiłam na podkład, który będzie wyglądał naturalnie na twarzy bez podkreślania suchych skórek. Ku mojemu zdziwieniu, spisuje się idealnie. Daje półmatowe wykończenie, ze zdrowym, delikatnym błyskiem. Jeśli chodzi o obietnicę producenta - uważam ją za spełnioną. Przypudrowany pudrem ryżowym pozostaje na swoim miejscu przez wiele godzin, pomimo obecnej, wysokiej temperatury. Jego krycie określiłabym, jako średnie. Wyrównuje koloryt, jednak nie sprawdzi się przy skórze, która ma sporo do zakrycia. Jeśli szukacie taniego a jednocześnie dobrego podkładu na lato, możecie śmiało go wypróbować:)







Opis producenta:


"Korektor do brwi gwarantuje przyciemnienie, nabłyszczenie i optyczną regulację brwi."

Moja opinia:

Korektor posiada szczoteczkę, przypominająca mascarę do rzęs. Szczoteczka nie nabiera zbyt wiele produktu, co jest wielkim plusem. Wiele razy narobiłam sobie nieprzyjemności żelem do brwi Wibo przez nadmierną ilość produktu na szczoteczce:) Korektor 3w1 pozwala budować efekt a brwi są widocznym okiem przyciemnione. Przez swój kolor, nie sprawdzi się raczej u blondynek. Nie zauważyłam nabłyszczenia. W dalszym ciągu jestem fanką pomad, korektor używam jedynie, aby poprawić kształt i rozczesać wewnętrzną część włosków. Jeśli lubicie bardzo subtelny efekt, bądź zaczynacie przygodę z makijażem brwi, może to być produkt dla was:)










Opis producenta:

"Specjalnie dobrany aplikator ułatwia narysowanie perfekcyjnego konturu, bez rozmazywania się. Utrzymuje się na powiekach przez cały dzień"

Moja opinia:

Eyeliner posiada specyficzny, gumowy "pędzelek". Jest on dosyć gruby, zwężający się na końcu. Przy moich opadających powiekach, zrobienie naprawdę cienkiej kreski tym eyelinerem to nie lada wyzwanie. Jego konsystencja nie jest zbyt gęsta, przez co daje prześwity a efekt nie powala na kolana. Przy obecnych temperaturach zupełnie się nie spisał, pomimo zapewnienia, że utrzyma się cały dzień. Odbija się na powiekach, po ok. 2 godzinach. 



Miałyście styczność z kosmetykami La Luxe Paris? Co o nich sądzicie?
 

wtorek, 17 maja 2016

Pielęgnacja twarzy z Yves Rocher - moje małe odkrycie i jego gorszy kolega.

Hej dziewczyny!

Ponad 2 miesiące temu robiłam swoje pierwsze zamówienie kosmetyków Yves Rocher w sklepie online. Nigdy wcześniej nie miałam z nimi styczności i moja garstka nowości spowodowała zapas na dłuższy czas. Większość przypadła mi do gustu w takim stopniu, że na stałe zadomowią się w mojej pielęgnacji. Pisałyście, że dopadła mnie sekta YR, nie wiedziałam w czym rzecz!:)
Jeśli skusimy się na jedną z zachęcających promocji, kilka razy w tygodniu będziemy zalewane emailami, aż w końcu ulegniemy i zrobimy kolejne zamówienie:) 






Zamiary miałam naprawdę nieśmiałe, chciałam wypróbować przede wszystkim krem i szampony. Skończyło się na dwóch sporych paczkach  w tym 3 kremów: intensywnie nawilżającego, redukującego zaczerwienia oraz wersja odżywiająca przeznaczona do cery suchej (wybrałam go, jako prezent do zamówienia). W blogosferze przewija się mnóstwo żeli pod prysznic, szamponów, rozsławiony ocet malinowy, ale nigdzie nie natknęłam się na kremy YR! Gdyby nie zbieg okoliczności, nigdy nie trafiłabym na "mój" krem!



Yves Rocher, Krem odżywiający 24h

 



 Opis producenta:

"Krem odżywiający na dzień 24h jest wzbogacony o koncentrat z Jesionu, który pobudza produkcję lipidów, aby skóra była intensywnie i trwale odżywiona. Produkt zmniejsza uczucie dyskomfortu i ściągania, natychmiast odżywia skórę na 24h i sprawia, że jest miękka, delikatna, aksamitna i odzyskuje uczucie komfortu."

Skład: Aqua, glycerin, methylpropanediol, coco-carrylate, stearic acid, ethylhexyl sterate, cetyl alcohol, benehyl alcohol, macadamia ternifolia seed oil, hydrogenated coconut oil, sorbitan stearate,  hamamelis virginiana flower water, shea butter, hydrogenated coco-glycerides, polysorbate 60, aphiloia theiformis leaf extract, phenoxyethanol, dimethicone, bis - diglyceryl, polyacyladipate - 2, fraxinus ornus sap extract, parfum, tocopheryl acetate, sorbic acid, allantoin, acrylates, sodium hydroxid, tetrasodium edta, sodium benzoate, potassium sorbate, citric acid, tocopherol.






Moja opinia:

Ekscytacja krótkimi, doskonałymi składami przeminęła z wiatrem - cudotwórcze naturalne składniki nie działają w żaden pozytywny sposób na moją skórę twarzy. Nie zmienia to faktu, że inne kobiety chcą wiedzieć za co płacą. To co mnie bardzo zdziwiło, to brak dokładnego składu na stronie sklepu. Podają jedynie składniki aktywne, które mają zachęcić do zakupu. Jest to w pewnym sensie zniewaga klienta.

Dosyć narzekania, czas na fajerwerki, które doznałam używając kremu odżywiającego. 

Sam słoiczek, nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot zwykły krem z średniej półki. Jak wspominałam wyżej, wybrałam go jako prezent i nie spodziewałam się, że okaże się doskonały!
Moja skóra jest ekstremalnie wymagająca pod względem nawilżenia, ukojenia i odżywienia. Od 8 lat sprawdził się u mnie tylko 1 krem! 
Produkt w swojej konsystencji jest lekki i aksamitny, wydawał się dobrą opcją jako krem dzienny. Kiedy użyłam go po raz pierwszy, byłam w szoku. Szybko się wchłania. Skóra w kilka minut staje się jedwabista, przyjemna w dotyku, nawilżona i przede wszystkim ukojona! Tworzy na twarzy gładki film, który jest idealną bazą pod makijaż. Niweluje suche skórki, nawet jeśli takowe się pojawią trzyma je w ryzach. 
Polubiłam się z nim do tego stopnia, że nakładałam go również na noc. Idealnie regeneruje skórę, rano jest nawilżona, odżywiona i promienna. Krem nie spowodował uczulenia. Używam go od połowy marca i lada dzień zaskoczy mnie ostatnią porcją. Przy codziennym stosowaniu powinien wystarczyć na przynajmniej 2 miesiące. 

Pojemność: 50 ml
Cena: 39 zł (polujcie na promocje)


Czy kupię go ponownie?
Oczywiście, że tak! Od niedawna używam go na zmianę z kremem Oeparol, który jest równie dobry i niebawem napiszę o nim kilka słów. Póki co - odżywiająca wersja YR została moim pielęgnacyjnym ulubieńcem.




 Yves Rocher, Aksamitny krem intensywnie nawilżający 24h



 Opis producenta:

"Aksamitny krem intensywnie nawilżający 24h z gamy Hydra Végétal sprawia, że skóra natychmiastowo odzyskuje odpowiedni poziom nawilżenia. Soki roślinne z klonu i niebieskiej agawy w połączeniu z roślinną betainą posiadają niezwykłą moc zatrzymywania wody w skórze."

Skład: Aqua, glycerin, ethylhexyl methoxyxinnmate, methylpropanediol, ethyl-hexyl salicate, dimethicone, zinc oxide, phenylbenzimidazole sulfonic acid, potassium cetyl phosphate, coco-carrylate, cetyl alcohol, benehyl alcohol, betaine, peg - 100 stearate, sesamum indicum seed oil,  hamamelis virginiana flower water, aphiloia theiformis leaf extract, glyceryl sterate, sodium hydroxide, phenoxyethanol, acrylates, acer saccharum extract, parfum, agave tequilana leaf extraxt, aminomethyl propanol, xanthan gum, polysorbate 60, hydroxyethylcellulose, triethoxycaprylylsilane, tocopheryl acetate, tetrasodium edta, sodium benzoate, potassium sorbate, citric acid, bht, tocopherol.






Moja opinia:

Po przeczytaniu pozytywnych opinii, miałam cichą nadzieję, że to właśnie ten nawilżacz okaże się moim okryciem. Od swojego poprzednika różni się przede wszystkim konsystencją. Krem jest treściwy, gęsty i sprawdza się jedynie na noc. 

Mam z nim dosyć specyficzny problem. Nie wiem, czy któraś z was miewa takie sytuacje z kosmetykami, ale na mojej twarzy kremy potrafią mieć odrzut! Nie pierwszy raz, moja skóra nie chce do końca przyjąć kosmetyku. Zawsze kończyło się dodatkowym podrażnieniem oraz zapychaniem. Problem nie leży w ilości nakładanego produktu, jeśli moja zawzięta skóra upatrzy sobie jakiś kosmetyk - czy nałożę go dużo, czy mało zwyczajnie krem nie wchłania się w 100% pozostawiając "osad".

Sytuacja z nawilżającym kremem YR jest jeszcze o tyle dziwniejsza, że pomimo odrzutów nie spowodował podrażnień, wysypu a co lepsze nawet działa
Nakładam go zazwyczaj na noc, kiedy moja skóra jest w dobrej kondycji i nie potrzebuje mocnego nawilżenia, spełnia wtedy swoje zadanie. Podczas gorszych dni, sięgam po wersję odżywiającą.

Pojemność: 50 ml
Cena: 39 zł

Czy kupię go ponownie?
Wykończę go do końca, ale nie jest na tyle dobry, aby kupić go ponownie.




Miałyście styczność z kosmetykami pielęgnacyjnymi YR? Jestem ciekawa, czy któraś z was używa tych kremów i jak się sprawdzają pozostałe wersje:)

poniedziałek, 9 maja 2016

Bania Agafii, Żeńszeniowy peeling do twarzy - recenzja





Hej dziewczyny!

W końcu znalazłam chwilę, aby przysiąść do napisania nowego postu! Powoli widać w blogosferze nadchodzącą sesję i obecne matury:) W zeszłym roku egzaminy i obronę przechodziłam znacznie spokojniej, moja pociecha miała pół roku i więcej spała. Teraz na mojej szyi wisi mała torpeda z burzą loczków na głowie. Zaczynamy okres "nie widzę świata poza mamą". Tak więc czasu na naukę i bloga praktycznie nie mam, za to mogę się bawić całymi dniami:) Majówkę spędziliśmy w domu, ale planujemy niedługo wybrać się do zoo. Zastanawiam się jedynie, czy to nie aby za wcześnie zabierać 15 miesięczną wyścigówkę do krainy zwierząt? 

Wracając do naszego dzisiejszego bohatera, czyli peelingu Babci Agafii - jest to dosyć pominięta postać babuszki na blogosferze. Wpadłam na niego przypadkiem i byłam zaskoczona tą propozycją Agafii.  Do wyboru mamy 3 rodzaje peelingów do twarzy: rumiankową (łagodzi podrażnienia),  ryżową (oprócz działania oczyszczającego dodatkowo nawilża) oraz żeńszeniową (dedykowana cerze tłustej oraz problematycznej). 



Opis producenta:

"Scrub do twarzy ze sproszkowanym korzeniem żeń-szenia to opracowany według receptur Babuszki Agafii peeling specjalnie dla skóry tłustej i problematycznej. 
Scrub głęboko oczyszcza, złuszcza, odświeża, uspokaja i zmiękcza skórę pozostawiając długotrwałe uczucie świeżości.

Skład:

Salt, Glycerin, Butyrospermum Parkii , Cocamidopropyl Betain, Panax Ginseng Powder, Macadamia Ternifolia Seed Oil , Vaccinium Vitis-ldaea Leaf Extract, Rosa Canina Fruit Oil, Organic Cera Alba , Tocopherol, Parfum."

Salt - sól
Glycerin - nawilża, wygładza
Butyrospermum Parkii (masło shea)- regeneruje, odżywia, działa przeciwzapalnie oraz antybakteryjnie.
Cocamidopropyl Betain - substancja pianotwórcza, może być szkodliwa dla osób z podatnością na reakcje alergiczne.
Panax Ginsen Powder - czyli puder żeń-szeń. Działanie regenerujące i odmładzające, antyoksydacyjne a nawet ANTYCELLULITOWE - chociaż na twarzy to dobroczynne działanie jest nam zbędne:)
Macadamia Ternifolia Seed Oil - olejek z nasion makadamii. Właściwości odmładzające, wygładzające, zmiękczające. Co ciekawe, ma najsilniejsze pośród innych olei działanie antycellulitowe. 
Vaccinium Vitis-Ideaea Leaf Extract - ekstrakt z liści borówki brusznicy. Działanie kojące oraz przeciwzapalne.
Rosa Canina Fruit Oil - olejek z dzikiej róży. Regeneruje i zapobiega powstawaniu blizn. Spowalnia proces starzenia się skóry. Wzmacnia naczynia włosowate co jest dobroczynną właściwością przy cerze naczynkowej.
Organic Cera Alba - organiczny pszczeli wosk. Ma właściwości przeciwzapalne, wygładzające, nawilżające.
Tocopherol -  Witamina E, hamuje proces starzenia skóry.
Parfum.
 


Moja opinia:

Chociaż w opisie dowiadujemy się, że w naszym słoiczku znajduje się scrub, na opakowaniu  widnieje napis "peeling" i raczej taki produkt przypomina. Słoiczek jest niewielki i zawiera 100 ml peelingu. Mimo to, jest on bardzo wydajny i posłuży mi jeszcze przez dłuższy czas. Po samym składzie, możemy się już domyśleć, że mamy do czynienia z peelingiem solnym. Konsystencja jest bardzo gęsta i pomimo sporej gromadki drobinek trzeba się napocić, żeby usunąć martwy naskórek. Nie należy on do typowych zdzieraków, jeśli jesteście  przyzwyczajone do tego typu produktów, możecie być zawiedzione. Nie jest to jednak zły peeling, wręcz przeciwnie - bardzo dobrze spełnia swoje zadanie bez podrażnienia skóry. Powoli oduczam się sięgania po typowe zdzieraki, jest to w pewnym stopniu zaspokojenie psychiczne - jeśli mocno zdzieramy skórę, wykonamy lepszy peeling. Niekoniecznie tak to działa i w zmianie nastawienia pomógł mi krystaliczny peeling Skin79. Efekt usunięcia naskórka jest zazwyczaj widoczny kolejnego dnia, kiedy budzimy się z wygładzoną i świeżą skórą - w przypadku żeńszeniowego peelingu zadanie uważam za spełnione. Nie spowodował na mojej skórze nieprzyjemności, mogę wręcz powiedzieć, że delikatnie koi dzięki swoim substancjom przeciwzapalnym.

Peeling zakupiłam w Drogerii Alledrogeria
Cena 16.90 zł.

Znacie peelingi Babuszki Agafii?

środa, 4 maja 2016

Nowości kosmetyczne ostatnich tygodni




Witam was:)

Koniec miesiąca przemknął mi za plecami. Totalnie straciłam poczucie czasu, w piątek dowiedziałam się o weekendzie majowym:) Zebrałam się w garść i zrobiłam podsumowanie zakupowe (i nie tylko) ubiegłych tygodni. Staram się nie kupować więcej niż zużywam, chociaż przyznajcie - czy tak naprawdę może się to udać kosmetykoholiczce? 

Większość rzeczy przybyło do mnie w ramach testowania. Iskierka szczęścia jakimś cudem upatrzyła sobie moją osobę i udało mi się wygrać cudowny zestaw. Pozostałe, kupione kosmetyki były przemyślane i jak najbardziej potrzebne:)

Najpierw trafił do mnie zakup miniaturek koreańskich kremów BB, które pomogły mi zdecydować się na produkt pełnowartościowy. Jeśli zastanawiacie, w który zainwestować, nie wahajcie się przed zakupem tego trio:) Na blogu pojawił się post i porównanie kolorów  TUTAJ




Polski Dystrybutor Skin79 rozpieszcza promocjami i chwile później kupiłam pełnowymiarowy BB -  w wersji pomarańczowej. Razem z kremem w "pakiecie" znalazł się peeling krystaliczny, o którym pisałam tutaj.
Im dłużej go używam, tym bardziej się lubimy. Jest na tyle wydajny, że posłuży mi jeszcze dłuższą chwile a cudak ze zdjęcia trafi do jednej z was w urodzinowym rozdaniu:) Od dawana chciałam przetestować żel aloesowy, w końcu go mam!:)



Na początku miesiąca dostałam do testów dermokosmetyki Oeparol. W mojej paczuszce znalazł się krem nawilżający, płyn micelarny oraz serum do ciała. Rzadko używam dermokosmetyków, więc byłam ciekawa jak zareaguje moja skóra - na dzień dzisiejszy jestem pozytywnie zaskoczona! 




Razem z kosmetykami Oeparol trafiło do mnie również kilka rzeczy od LA LUXE PARIS. Tym razem jest to kolorówka i o dziwo podkład trafiony "prawie" w mój koloryt cery:)





Jaka była moja radość, kiedy okazało się, że wygrałam kosmetyki Victoria's Secret u Angel - Kosmetyki bez tajemnic. Scrub i olejek są niesamowite! 




W Rossmannie poszłam zupełnie inną ścieżką niż zakładały moje plany. Większość rzeczy, które chciałam wrzucić do koszyka były wykupione albo wymacane. 

W pierwszym tygodniu ograniczyłam się do szafy Wibo. Tak jak planowałam - złapałam Baked Mix Bronzer. Jestem w szoku, jak pięknie poszczególne kolory wyglądają na powiece. Nie wyobrażam sobie nałożyć go na policzki. Wrzuciłam jeszcze róż Blush creme. Z początku wydawał się słabo napigmentowany i niewidoczny na skórze, jednak daje niesamowicie naturalny efekt! Kuleczki rozświetlające najbardziej mnie zawiodły. Zrobię jeszcze kilka podejść, może zmienię zdanie. Po powrocie z Rossmanna do domu okazało się, że .. zapomniałam korektora pod oczy a mój płynny kamuflaż dobił dna! Moja lepsza połówka pojechała do Rossmanna, dopchała się do szafy i wybrała  jasny odcień:)






W drugim tygodniu udało mi się złapać niewymacany tusz, na którym najbardziej mi zależało, czyli Rimmel Wonder'Full Volume Colourist. Za grosze wrzuciłam jeszcze mascarę z Wibo, której dotychczas nie znałam. Nie jestem wielką fanką eyelinerów w żelu i wybrałam tym razem wersję w pisaku od Maybelline - master precise liquide eyeliner




W tym tygodniu raczej się nie zajrzę do Rossmanna. Jestem ciekawa płynnych, matowych szminek od Golden Rose i przy okazji wybiorę się na stoisko. A wam co udało się kupić w ostatnich tygodniach i promocji -49%?:)