czwartek, 21 kwietnia 2016

Skin79 BB Cream I ZESTAW MINI I KTÓRY KREM WYBRAĆ I PORÓWANIE Z PODKŁADAMI I MOJE WRAŻENIA NA MIESZANEJ CERZE





Witam was!

Nie spodziewałam się, że kiedyś to napiszę, ale stało się - moje serce sprzedałam koreańskim kremom BB! Dotychczas nie miałam dużego parcia na kosmetyki azjatyckie. Obserwowałam je w domowym zaciszu i miałam świadomość, że tyle kobiet nie może się mylić - w końcu większość z nas zakochuje się w nich po kilku użyciach

W zeszłym roku, po raz pierwszy  poczułam co oznacza skóra w kolorze delmateńczyka - nabawiłam się przebarwień. Delikatne plamki zostały mi po ciąży, na domiar złego zlekceważyłam problem i całe lato przebrnęłam bez ochronnych filtrów. Ocknęłam się jesienią kiedy moje policzki były dosłownie pokryte plamami. Przez kilka miesięcy używałam kwasów i pozbyłam się 80% brązowych plamek. Tym razem postanowiłam zapobiegać niż leczyć i chociaż moja wiedza na temat oryginalnych azjatyckich kremów BB była niewielka, rzuciła mi się w oczy jedna z ich właściwości - wysoki filtr UV. Idealnie! Najwięcej, bo aż SPF 50 posiada wersja pomarańczowa i wiedziałam, że najprawdopodobniej byłaby najlepszą opcją w moim przypadku. Kremy nie należą do najtańszych, więc warto najpierw wypróbować próbki, bądź wersje mini. Po całych testach zdecydowałam się na produkt pełnowymiarowy  (pomarańczowy) i cierpliwie czeka aż zużyję miniaturki. Polski dystrybutor SKIN79 pozwala zapoznać się z asortymentem - korzystając z promocji, za 3 mini kremy BB zapłacimy 35 zł, dodatkowo dostaniemy 3 próbki pozostałych kolorów. ZESTAW MINI KLIK

Kontynuując temat mojej dotychczasowej niewiedzy o kremach BB, uradowana posiadaniem dużej wersji BB przyszedł czas na złą wiadomość. Wielkie dzięki dla Natalii, która uratowała mnie przed kolejnym latem bez dobrego zabezpieczenia. Otóż - pomimo tak wysokiego SPF, krem BB nie jest wystarczającą ochroną przed niekorzystnym promieniowaniem. Mimo wszystko trzeba nałożyć zwykły krem z wysokim filtrem.



Nie uważajcie mnie za rasistkę, jednak w moich oczach Azjaci to dość specyficzni ludzie ze specyficznym podejściem do życia i specyficznymi wynalazkami. Dobitniej mówiąc są dziwakami. Jak mówi stare chińskie przysłowie "nie daleko pada jabłko od jabłoni". Tak więc kosmetyków nie produkują mniej dziwnych od nich samych. W tej kwestii na próżno szukać czegoś lepszego, wychodzi im to doskonale. Doszukujemy się podobieństw między naszymi podkładami a ich kremami BB, jednak w ich przypadku pielęgnacja postawiona jest na pierwszym miejscu

AZJATYCKIE KREMY BB, CZYLI DOSKONAŁE WŁAŚCIWOŚCI Z DOBRYM KRYCIEM

Do kremów BB byłam zawsze negatywnie nastawiona - nic dziwnego, w końcu mam mieszaną cerę a drogeryjne kremy BB mają się nijak do oryginału. To co oferują nam polskie sklepy to przede wszystkim słabe/średnie krycie + kiepskie właściwości (jeśli o jakichkolwiek możemy dyskutować). 

To co narzuca mi się najpierw na język w przypadku koreańskich kremów, to bomba wspaniałości z naprawdę dobrym kryciem w pakiecie. O próbkach napiszę wam niewiele, jedynie napomknę na temat koloru (saszetka jest zbyt mała, by poznać jej dobroczynną stronę). W tym poście zabłyszczy wersja pomarańczowa, złota oraz najpopularniejsza (według Skin79) różowa.



Zanim przejdę do sedna, wspomnę jeszcze, że moja cera jest mieszana, skłonna do przesuszania. Od lat nie potrafiłam dobrać odpowiednio koloru - w żółtych tonach wyglądałam źle, w różowych  jeszcze gorzej. Nauczyłam się mieszać podkłady, dopasowując kolor do cery. Zazwyczaj 70% mojej mieszaniny to Revlon Colorstay 150 buff, który najbardziej przypomina mój naturalny odcień. Kremy BB powinny dopasowywać się do naszej karnacji, tak jest w większości przypadków.

Na pierwszy ogień poszedł różowy krem, to był mój pierwszy raz z oryginalnym BB. Rozkochał mnie w sobie i sądziłam, że zostanie moim ideałem. Przeznaczony do cery tłustej, z przebarwieniami - czyli takiej jak moja! Filtr jest tutaj niższy niż w przypadku wersji pomarańczowej - SPF30. Ma działanie wybielające oraz przeciwzmarszczkowe

Na innych blogach zazwyczaj czytałam, że to pomarańczowa wersja ma najlepsze krycie. Osobiście mam inne zdanie na ten temat. W moim odczuciu to właśnie różowa wersja najlepiej zakrywa niedoskonałości. Ma różowe tony, lekko szarawe. Jeśli macie jasną karnację, ale typowo białe podkłady są dla was za jasne ta wersja może okazać się waszym ideałem pod względem koloru. Oczywiście w jakimś stopniu dopasowuje się do cery, jednak nie oszukujmy się, że nałożymy biały bądź brązowy krem BB i wyjdziemy z idealną cerą na miasto. Konsystencja jest dosyć gęsta, co jest wybawieniem dla osób z rozszerzonymi porami. Tworzy film, który wygładza powierzchnie skóry, nawilża cerę. Często miałam problem ze suchymi skórkami, krem radzi sobie z nimi doskonale (tyczy się to również pozostałej gromadki). Skóra ma jednolity koloryt; promienny, zdrowy wygląd. Krycie nie jest nachalne, raczej wygląda na naszą ulepszoną wersję skóry. To czego obawia się większość z was - świecenie. Bez przypudrowania nasz "zdrowy" blask może faktycznie przytłaczać, z pomocą przychodzi np. puder ryżowy i po problemie. Jeśli naprawdę odstrasza was nadmierne błyszczenie, możecie sugerować się wielkością SPF - im większa, tym blask będzie mocniejszy.




Kolejnym cudakiem jest wersja pomarańczowa. Podobnie jak w przypadku różowego kremu jest przeznaczona dla cery tłustej, poszarzałej, z przebarwieniami. Jego zadaniem jest kontrola nad wydzielaniem sebum oraz nadanie matowego wykończenia. Nawilża naszą skórę i zapobiega powstawaniu wyprysków. Tak jak już wspominałam na najwyższy filtr (50). 

Tym razem kolor jest przeciwnością - typowo żółte tony, nadal doskonale dopasowujące się do karnacji. Oba kremy z pewnością przypadną większości Polek do gustu. Według mnie krycie jest minimalnie mniejsze. Faktycznie przez kilka godzin walczy z wydzielaniem sebum, jednak po dłuższym czasie ten blask jest już mocno widoczny i wymaga ponownego przypudrowania. W porównaniu do różowego jest bardziej widoczny na mojej mieszanej cerze - oczywiście radzi sobie ze skórkami, jednak jego właściwości sprawiają, że skóra faktycznie próbuje być matowa.






Złota wersja, jest wychwalana przez wiele blogerek. Wcale się nie dziwię!
Niedawno została zmieniona formuła kremu i nie mam pojęcia czy trafiła do mnie stara czy nowa wersja.  Krem jest przeznaczony przede wszystkim dla skóry, która posiada już pierwsze zmarszczki. Zawiera koenzym Q10 oraz adenozynę, dzięki czemu walczy z poprawą elastyczności. Dodatkowo mocno nawilża skórę. Jego filtr jest taki sam jak w przypadku różowej wersji - czyli SPP30.

Po zapoznaniu się  z 3 kremami powiem wam szczerze, że gdybym nie brała pod uwagę wysokiego filtru, złota wersja wpadłaby w moje ręce w wersji pełnowymiarowej. Skóra prezentuje się z nim perfekcyjnie. Nawilżenie jest bardzo mocne, co przy moich skórkach jest wybawieniem. Krycie jest delikatniejsze niż w przypadku różowej i pomarańczowej wersji, ale wystarczające, aby ujednolicić koloryt i zakryć drobne niedoskonałości. Według mnie jest jeszcze mniej widoczny na skórze niż różowy poprzednik. Jeśli lubicie subtelny efekt, brak maski na twarzy i macie problem ze skórkami, ten krem będzie dla was idealny.





O pozostałych 3 kremach napiszę pokrótce. Po zapoznaniu się z tak małymi próbkami nie ma możliwości napisania czegokolwiek na temat ich właściwości. Poza tym kolory są totalnie odrębne od mojego koloru cery i nie ma szans na dopasowanie się. Wersja brązowa jest przeznaczona dla wyjątkowo ciemnych karnacji. Krem ma właściwości przeciwzmarszczkowe, rozjaśniające oraz ochronne. Podobnie jak pomarańczowa wersja posiada wysoki filtr SPF50. Chociaż krem jest dla mnie abstrakcyjny, wcale nie spisałam go na straty. Używam go do mokrego konturowania:)
Fioletowa wersja jest już odrobinę jaśniejsza, jednak wciąż zbyt ciemna abym mogła nałożyć ją na twarz i wyjść z domu. Myślę, że może być odpowiedni pod względem kolorystki dla osób używających Revlon nr 180. Jest on przeznaczony dla wyjątkowo suchej skóry, zawiera kwas hialuronowy oraz ceramidy. Ma za zadanie zmniejszyć widoczność niedoskonałości oraz rozświetlić naszą cerę. Najjaśniejsza wersja, czyli zielona zadowoli prawdziwych bladziochów. Chociaż przeglądając blogi i swatche nie spodziewałam się tak wybielonego efektu na twarzy. Pod względem formuły wydawał mi się znacznie lżejszy i mniej kryjący niż pozostałe kremy, jednak było to pierwsze wrażenie - ponownie nie próbowałam nakładać go twarz. Przeznaczony do cery tłustej oraz mieszanej. Pomaga ukryć zmarszczki oraz niedoskonałości. Ma działanie rozjaśniające. 


JAKIE SĄ  MOJE WRAŻENIA STOSOWANIA KREMÓW BB PRZY MIESZANEJ CERZE?

Przede wszystkim  efekt nie jest nachalny, co bardzo cenię i w zupełności mnie to zadowala. Wychodzę z założenia, że mniej znaczy więcej a kremy BB dają taki komfort przy stosowaniu dziennym. Wychodząc na cały dzień z domu, po kilku godzinach skóra zaczyna się błyszczeć. Co dziwne, nie jest to typowy błysk widocznego wydzielania sebum jak w przypadku podkładów a naturalne "przebłyszczenie" skóry. Jeśli zależy wam na perfekcyjnym wyglądzie - wyjście na wesele, impreza itd krem BB pewnie was zawiedzie. Po odstawieniu podkładów i używania wyłącznie koreańskich kremów, zauważyłam polepszenie się stanu cery a przede wszystkich ograniczenie powstawania nowych zaskórników. To o czym należy pamiętać, to dokładny demakijaż - kremy BB zmywają się znacznie trudniej niż zwykłe podkłady, dlatego nieświadomie mogą was zapchać.

Poniżej garstka swatchy i porównanie z kilkoma podkładami. Pamiętajcie, że kremy BB w pewnym stopniu dopasują się do naszej karnacji - podkłady już nie:)

To już koniec moich odczuć po kilkutygodniowej przygodzie z oryginalnymi kremami BB. Jeśli chcecie dowiedzieć się na ich temat więcej odsyłam was do Oli, która jest fanką azjatyckich kosmetyków i wiele ciekawostek napisała w swoim poście KLIK.


http://www.skin79-sklep.pl/






Lubicie azjatyckie kosmetyki? Używacie kremów BB?

30 komentarzy:

  1. Ja uwielbiam różowy, a najmniej mi przypadł do gustu zielony. Natomiast złoty właśnie za mną chodzi, ale najpierw chcę trochę uszczuplić zapasy :) Fajny post ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając Twój post z różowym BB nabrałam większej ochoty na "skiny79" i zamówiłam wtedy miniaturki:) Długo się do tego zabierałam:)

      Usuń
  2. do mnie chyba by pasował zielony, ale szczerze powiedziawszy to nigdy nie miałam takich oryginalnych kremów BB :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielony jest naprawdę bardzo jasny:) Myślałam, że może być zbliżony do mojej karnacji, ale wybielił mi twarz doszczętnie:) Niejedna dziewczyna uzna to za plus, bo bladziochów wokół nas nie brakuje:)

      Usuń
    2. Potwierdzam. Jestem bardzo blada (najlepszy odcień dla mnie to Ivory z True Match), a jakiś czas temu kupiłam zielony i niestety jest za jasny. Wygląda się w nim jakby się było martwym i ma ziemiste tony. Raczej ta bladość polek nie jest aż taka jak zielony BB, ponieważ mamy jednak trochę słońca i mimo wszystko choć trochę ta twarz się opala. Jeśli ktoś decyduje się na zielony krem BB niech lepiej najpierw weźmie próbkę i sprawdzi czy jest naprawdę tak jasny jak sądził i wtedy niech zastanowi się czy nie lepiej różowy albo pomarańcz.

      Usuń
  3. Ja jestem zakochana we fioletowym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sisi to jesteś prawie "czekoladową" Malkontentką :)

      Usuń
  4. mi ten pomarańczowy krem bb pasował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z najbardziej "polkowych" odcieni:)

      Usuń
    2. U mnie pomarańcz jak maska. Używałam różowego ale dawał odcięcie twarzy od reszty i myślę nad zielonym

      Usuń
  5. czytałam dużo dobrego o wersjach różowej i pomarańczowej, ale sama nie miałam do czynienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że wreszcie miałaś okazję przetestować i że polubiłaś :) Widzisz, ja jestem żółciutka, dla mnie Orange jest idealny, a pink zbyt różowy :) A gold lubiłam bardzo, aż mi przykro, że niedawno go zdenkowałam :( Nowa miłośniczka bbków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla "żółciaków" orange jest wymarzonym kremem BB:)Długo używałaś wersji pełnowymiarowej? Niejedna dziewczyna wspominała, że nie widać końca:)

      Usuń
  7. Miałam okazję testować wszystkie BB ze SKIN79 i oprócz tego najciemniejszego wszystkie były ok. A krycie dużo lepsze niż w przypadku niejednego podkładu, który można dostać w drogeriii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym kryciem całkowicie się zgadzam:)

      Usuń
  8. Kiedyś miałam próbkę tych kremów ( różowy i złoty ) dostałam chyba w ShinyBox, ale się z nimi nie polubiłam. Jednam mam ochotę przetestować je jeszcze raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odpowiadały Ci kolory czy właściwości?:) Próbki są naprawdę małe i ciężko cokolwiek stwierdzić po 2 dniach używania:)

      Usuń
  9. Miałam próbkę pomarańczowej wersji i bardzo mi się spodobało działanie ale i kolor, który zimą może być odrobinę za ciemny, dlatego zastanowię się nad nim lub nad zielonym, ale któryś na pewno kupię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między pomarańczowym a zielonym na twarzy jest naprawdę spora różnica:)

      Usuń
  10. Miałam próbkę pomarańczowego i na prawdę chciałam się z nim zaprzyjaźnić, ale zapychał mi cerę :( Pryszcze wystakiwały wielkie i czerwoniaste :( A krycie miał rewelacyjne, pięknie stapiał się z cerą i dawał efekt promiennej cery. Dałabym się pokroić za tak dobry produkt, tylko bez silikonów w składzie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, że Twoja skóra tak negatywnie na niego zareagowała. Czytałam kilka razy, że potrafił nieźle zapchać;/

      Usuń
  11. Moim numerem 1 w kremach BB jest Orange ! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja czekam na moje mini pomaranczowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo fajne porównanie kolorów :) Jestem bardzo blada, nie wiem czy nie byłyby za ciemne dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Chyba skuszę się na złoty jak tylko skończy mi się pomarańczowy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam cere mieszana i skusilam sie na zloty. To co zrobil mi z twarza tego nie uczynil do tej pory żadnen podklad. Liszaje i rozszerzone pory to efekt zlotego BB. Bardzo dbam o cere takze przyczyna nie byly nieprawidłowy demakijaz a sklad tego BB. Moge oddać go w dobre ręce

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakiekolwiek przyrównywanie kremów BB do podkładów jest kardynalnym błędem; kremy BB są przeznaczone do skóry bardzo zadbanej bez większych problemów, niezależnie od jej typu (bo tak naprawdę to kwestia odpowiedniej pielęgnacji), ich zadaniem jest dać skórze jak najnaturalniejszy wygląd, PODKREŚLIĆ jej naturalne piękno (tylko najpierw trzeba o nie zawalczyć) i wyrównać koloryt. Podkłady z kolei mają zakrywać wszystko co nam się nie podoba, nie zawsze dając naturalny efekt i uczucie lekkości. Kremy BB to kosmetyki na poły pielęgnacyjne, NIE PODKŁADY, to całkiem osobna kategoria. Nakładanie pudru na krem BB to zbrodnia. Efekt "błyszczenia się" czy "święcenia się" jak to ujęłaś, to porządny w Korei efekt, bo taki jest tam kanon piękna - aby skóra wyglądała na nawilżoną, niemalże mokrą. W Europie i ogólnie na Zachodzie taki widok kojarzy się niestety tylko z przetłuszczoną cerą, więc wszyscy walą na twarze puder kilogramami, aby ją jak najbardziej zmatowić (i jednocześnie ekstremalnie przesuszyć, ale kogo to obchodzi, kiedy NOS I CZOŁO SIĘ ŚWIECĄ JAK ŻARÓWKI). Jeżeli nie przypada komukolwiek efekt blasku, niech lepiej nie inwestuje w azjatyckie bebiki. Niezależnie też od tego, czy na opakowaniu kremu BB jest obiecywany matowy efekt, to NIE BĘDZIE do końca mat, którego oczekują Europejki. Zawsze będzie tam obecny blask, tylko bardziej subtelny. Ogólnie cały czas mam na myśli tylko koreańskie kremy BB; te drogeryjne - zachodnie to jakiś ponury żart i chwyt marketingowy. Żeby nie było wątpliwości, to próbowałam większość bebików ze Skin79 i moim zdaniem są dobre dla początkujących w próbowaniu koreańskich kosmetyków. Najlepszy koreański krem BB jaki do tej pory używałam to Illuminating Supple Blemish Cream z Klairs. To absolutny ideał, nikt nigdy nie napisał lub powiedział o nim żadnego złego słowa, jak najbardziej polecam, można śmiało kupić go w ciemno, bo na pewno was nie zawiedzie. Oczywiście osobie, która oczekuje pełnego krycia i matowego efektu, nie polecam, bo jest to TYPOWY z definicji koreański krem BB. Trzeba zrozumieć tamtejszy kanon piękna, aby subiektywnie ocenić takie produkty. Nazywanie ich "dziwnymi" to dla mnie połączenie ignorancji z niewiedzą i delikatną zaściankowością. Nie w każdym miejscu na świecie obowiązuje jeden schemat, w który wszyscy mają za zadanie idealnie się wpasować za wszelką cenę. Pomyślcie, że zdaniem części Koreańczyków (którzy przez przeciętnego Europejczyka zostali by uznani za pedantycznych fanatyków dbania o siebie) ludzie tutaj w ogóle nie potrafią o siebie dbać. Tutaj problemy skórne nie zamazuje podkładem, korektorem i przysypuje workiem pudru, a jak pojawiają się zmarszczki, przebarwienia itd., to wszyscy budzą się z ręką w nocniku i dopiero myślą o zakupie jakiegokolwiek kosmetyku pielęgnacyjnego. W Korei problemy skórne leczy się i, co najważniejsze, ZAPOBIEGA.

    OdpowiedzUsuń
  17. cudne są te BB ze skin79. u mnie króluje teraz ten złoty, bo najlepiej dopasowuje się do koloru mojej cery, no i ładnie ją nawilża :)

    OdpowiedzUsuń