wtorek, 29 marca 2016

Bania Agafii, mydło cedrowe do ciała i włosów [RECENZJA]





Opis producenta:

" Mydło cedrowe, zawiera ekstrakty roślinne i oleje o właściwościach  pozwalających  zachować młodość ciała oraz siłę i blask włosów.
Olej syberyjskiego cedru - jest źródłem witamin i mikroelementów, aktywnie regeneruje  uszkodzoną strukturę włosów, chroni przed szkodliwym wpływem promieniowania UV. 
Bażyna  bajkalska - zawiera flawonoidy, które sprzyjają odżywieniu skóry głowy i wzmocnieniu  cebulek włosowych.
Żywica sosnowa  -  dzięki wysokiej zawartości olejków eterycznych, wzmacnia ochronne właściwości skóry.
Jagody czerwonego jałowca  - bogate w kwasy organiczne, odżywiają i nawilżają.
Organiczny olej arniki - zawiera garbnik i witaminę C, zapobiega pojawieniu się łupieżu i wypadaniu włosów.
Mydlnica lekarska - jest naturalnym środkiem  myjącym.

PRODUKT ZAWIERA  100% NATURALNYCH SKŁADNIKÓW"


 
Skład:

" Aqua, Pinus Sibirica Oil (olej syberyjskiego cedru), Sorbitol, Sodium Cocoyl Isethionate, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Stearic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Empetrum Sibiricum Extract (bażyna bajkalska), Juniperus Oxycedrus Extract (jałowiec), Organic Arnica Montana Oil (arnika), Saponaria Officinalis Extract (mydlnica lekarska), Pinus Sylvestris Tar (Empetrum), Cedrus Deodara Oil (cedrowy olejek eteryczny), Guaiacum Officinale Balm (gwajakowiec), Caramel, Chlorophylin Copper Complex, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid"




syberyjski olej cedrowy - łatwo przyswajalny przez organizm. Swoimi właściwościami przewyższa inne oleje roślinne (np kokosowy, rokitnikowy, migdałowy). Może być stosowany na przyśpieszenie gojenia raz, przy poparzeniach skóry czy odmrożeniach. Jako składnik kosmetyczny sprawia, że skóra utrzymuje równowagę kwasowo zasadową, dodatkowo nasyca ją w potrzebne witaminy i mikroelementy.
bażyna bajkalska - wzmacnia cebulki włosów.
jałowiec - przyspiesza wzrost włosów. Ma silne działanie bakteriobójcze, dzięki czemu zwalcza łupież.
arnika - a działanie łagodzące i regenerujące. 
mydlnica lekarska - szczególne działanie może wykazać przy włosach przetłuszczających się a także cienkich i zbyt oklapniętych.
 gwajakowiec -  hamuje rozwój bakterii, grzybów. Działa przeciwświądowo.



pojemność 300 ml




Moja opinia:

Mydło cedrowe babuszki miesiącami "kurzyło" się w mojej łazience. Kupiłam go z myślą o włosach, jednak do dziś nie jestem przekonana do takiej formy ich mycia. Poznajemy się od stycznia a większych zachwytów jak nie było tak nie ma.
Mydło zamknięte w wygodnym plastikowym słoiczku, dodatkowo zabezpieczone plastikowym pancerzem, a żeby to nasz bursztynowy cudak nie wydostał się na zewnątrz. Z początku przeraził mnie swoją gęstą konsystencją. Nie wyobrażałam sobie umyć nim długich włosów. 
Po raz pierwszy wykorzystałam go pod prysznicem. Jego gęsta, wręcz mazista konsystencja nie ułatwiała rytuału mycia. Szczególnie drażnił mnie jego ziołowy zapach a pod prysznicem lubię odrobinę słodkości. Skórę umył, fajerwerków nie zauważyłam.

Kolejne podejście to włosy - ku mojemu zdziwieniu mydło cedrowe na włosach wytwarza istny szał piany. Włosy, jak i skalp są bardzo dobrze umyte, jednak ma to drugą stronę medalu - nie sprawdza się na dłuższą metę. Próbowałam sięgać po niego co 4 mycie - niestety, wysuszał włosy. Kosmyki po myciu robiły się matowe i skłonne do puszenia. 

Podsumowując, mydło u mnie zupełnie się nie sprawdziło, chociaż po pierwszym umyciu włosów sądziłam, że może być dobrym zamiennikiem szamponu. Ma zbyt ziołowy zapach, za którym mój nos nie przepada - gdyby jeszcze dawał spektakularne efekty, mogłabym przymknąć oko:)


Cena: ok 15-20 zł




Co sądzicie o myciu włosów mydłami? Macie swojego ulubieńca?

wtorek, 22 marca 2016

3 x NIE - czyli kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły




Temat, który nie należy do przyjemnych, chociaż lubię o nich czytać ku przestrodze - buble.
Na buble można patrzeć w dwojaki sposób - kosmetyki, które się nie sprawdziły oraz z jeszcze gorszej perspektywy - kosmetyki, które wręcz zrobiły nam krzywdę!
Osobiście staram się być świadomym konsumentem. Kosmetyki, które są niezbędne kupuję sugerując się pozytywnymi opiniami, ale wiadomo - jestem tylko (ciekawską) kobietą i trafia w moje ręce mnóstwo przypadkowych produktów.

Zaznaczę jeszcze mój stosunek do kosmetyków i recenzji - ile włosów, ile cer, ile skór, ile kobiet TYLE OPINII :)

niedziela, 20 marca 2016

Niedziela dla włosów #1



Tak jak zapowiadałam w Yves Rocherowym poście - rozpoczynam serię "niedziela dla włosów". Jest do dobry moment, ponieważ z tygodnia na tydzień będziemy wspólnie śledzić jak zachowują się olejowane włosy, które właśnie zostały zniszczone zabiegami fryzjerskimi - w tym przypadku rozjaśnianiem.
Stało się, 2 tygodnie temu po raz pierwszy rozjaśniłam włosy. Stopniowo, do lata moja czerwona czupryna zamieni się w blond. Kusiło mnie od dawna, ale .. właśnie! Zawsze miałam to ALE. 

Nie chciałam ryzykować i bawić się w chemika, tym bardziej, że zależy mi na długich włosach i oczywiście zdrowych. Całą zimę starałam się je regularnie olejować i były w świetnej kondycji - błyszczące, bez rozdwojonych końcówek. Wykluczyłam dekoloryzację, więc fryzjerka miała pole do popisu.

Problem polegał na tym, że czerwony pigment jest bardzo trudny do usunięcia, tym bardziej jeśli chce się przejść do blondu. Zupełnie się na tym nie znam i jeśli jest wśród was fryzjerka może mnie poprawić, ale z tego co zrozumiałam rozjaśnione czerwone włosy przechodzą w rudy, następnie w kaczy blond a dopiero kolejna próba może dać pożądany chłodniejszy odcień. 

Wyobraźcie sobie - włosy farbuję od 16 roku życia, czerwony pigment mógł śmiało żądać obywatelstwa, bo zadomowił się na dobre. Gdyby nie odrosty, nie musiałabym odświeżać czerwonych włosów.

Fryzjerka głowiła się jak nie zniszczyć mojej czupryny i osiągnąć efekt, z którym bez wstydu wyjdę przez miesiąc z domu. Obie wiedziałyśmy, że chcąc nie chcąc bez dekoloryzacji wyjdzie kaczka. Zaproponowała mnóstwo drobnych pasemek, które zleją się z moją czerwienią - w końcu kaczy blond i czerwień to nadal ciepłe tony. Z tyłu głowy pasemek nałożyła znacznie więcej, z przodu pozostało sporo czerwonych pasm. 


W jakim stanie są teraz włosy?

Są wysuszone, ale każde kolejne olejowanie przynosi im ukojenie i jest lepiej ( obecnie zabieg ten robię co 2 dni). Przyznam szczerze, że był okres, kiedy moje włosy wyglądały znacznie gorzej. Po świętach czeka mnie kolejne rozjaśnianie i muszę wziąć się w garść, pielęgnacja pełną parą! 


Przejdźmy do dnia dzisiejszego i porannego zabiegu:

  1. Na 2,5 h nałożyłam obwicie olej z orzechów włoskich (moje włosy akurat lubią przepych);
  2. Na włosy nałożyłam maskę Kallos Caviar, aby zemulgowała z olejem;
  3. Czas na szampon i mój pierwszy raz z Yves Rocher - stymulujący przeciw wypadaniu włosów ( tak jak zaleca producent, zmyłam go dopiero po 2 minutach);
  4. Ponownie nałożyłam maskę Kallos Caviar na około 15-20 minut;
  5. Podczas spłukiwania użyłam płukanki octowej z malin ( obłędny zapach);
  6. Na koniec  zabezpieczyłam końce olejkiem arganowym od Balea.
Muszę jeszcze wtrącić, że włosy są naprawdę mocno przesuszone i nie oczekuję w tym momencie cudów. Serię NDW robię, aby porównać olejowane włosy z tygodnia na tydzień:)
Jak widzicie przesuszone kosmyki są niezdyscyplinowane i odstają na wszystkie strony. Straciły blask.





czwartek, 17 marca 2016

Sylveco, rumiankowy żel do twarzy - recenzja







Pielęgnacja twarzy z marką Sylveco w moim przypadku nie zaowocowała przyjaźnią. Kremy, o których mogłyście przeczytać tutaj utwierdzają mnie jedynie w przekonaniu, że nie wszystko co ma naturalny skład okazuje się kosmetykiem idealnym.

Żel Sylveco kupiłam razem z nieszczęsnymi kremami, ale zaczęłam go używać dopiero w styczniu. Czy i tym razem marka Sylveco odrzuciła mnie od siebie?


wtorek, 15 marca 2016

Yves Rocher - mam i ja! Moje zamówienie + WYNIKI ROZDANIA


 Jako nieliczna z was dotychczas nie miałam styczności z kosmetykami Yves Rocher. Od dawna byłam ciekawa szamponów a przede wszystkim sławnej płukanki, która przewija się w wielu "niedzielach dla włosów". W końcu skorzystałam z promocji, jaką oferował sklep online i dosłownie się obkupiłam!
Aby wytłumaczyć się wam i samej sobie - to nie jest tak, że zrobiłam paczkę niepotrzebnych kosmetyków, by po prostu je mieć. Właśnie skończyłam ostatnie w zapasie kremy, szampony, żele do twarzy i pod prysznic. 3 pełnowymiarowe produkty dostałam gratis. Zobaczcie bliżej, co wpadło do mojego koszyka.

czwartek, 10 marca 2016

Pierwsze urodziny bloga!




Równy rok temu po miesiącach wahań postanowiłam założyć bloga i być częścią tej wspaniałej, kosmetycznej społeczności. Chwilę później powstał pierwszy post a czas zweryfikował małą porażkę i niestety przez długi czas byłam praktycznie nieobecna. Końcem wakacji postanowiłam nie marnować tego co już zaczęłam i pisać, dlatego wiele z was trafiło tu nie tak dawno. Dziś muszę się wam do czegoś przyznać - blogosfera mnie pochłonęła i cieszę się, że jestem tu z wami:)

Jak to się zaczęło?

Muszę się wam do czegoś przyznać -  nie jestem wieloletnią fanką kosmetyków. Jak to kobieta, kupowałam je, ale tylko te naprawdę potrzebne. Co więcej, nigdy o nich nie czytałam. Skończyła się maska do włosów lub tusz zrobił się zbyt suchy - "eh znów muszę wstąpić do drogerii". Makijaż nie sprawiał mi takiej przyjemności, chociaż od czasu do czasu lubiłam podkreślić oczy cieniami, tylko dlatego, że to mój jedyny fizyczny atut.

Jak już wspominałam wiele razy jestem 23 letnią mamą i ciąża w moim życiu zmieniła wszystko. Chociaż dla niektórych może to być zupełnie nieważne - dzięki ciąży odkryłam swoją pasję - makijaż. Powiem wam szczerze, że to był okropny okres, czułam się naprawdę źle, bardzo źle. Wymiotowałam do takiego stopnia, że ponad tydzień spędziłam w tygodniu po mocnym odwodnieniu. W końcu nieprzyjemne dolegliwości minęły a ja nagle musiałam większość czasu spędzać w domu. Siedź w domu i dbaj o siebie, dobry boże co można tyle robić? 
Akurat skończył mi się podkład, z dotychczasowego nie byłam zadowolona, pierwszy raz trafiłam na blogi. "Te dziewczyny naprawdę to kochają, wyglądają pięknie i sporo wiedzą o kosmetykach".
W końcu zaczęłam godzinami czytać blogi, oglądać tutoriale makijaży na youtubie i zafascynowałam się. Chwilę później moja kosmetyczka w szybkim tempie zaczęła się powiększać. Na mikołaja chłopak podarował mi paletę i zaczęłam malować. Poczułam to, z czego większość ludzi może się śmiać - przyjemność:)

Syna urodziłam na początku lutego, nie przebywaliśmy wtedy w Polsce. W marcu wróciliśmy do domu i przez tą wielką zmianę dostałam dodatkowego kopniaka, żeby nie być tylko mamą i studentką walcząca o przyszłość, ale mieć swój własny kącik kobiecości - blog.

Horsi to nie jest moje prawdziwe nazwisko, to już dłuższa historia a wzięła się od nazwy pokemona - po prostu przezywaliśmy się z chłopakiem :)

"Poznałam" tu wiele wspaniałych kobiet, takich jak ja i cieszę się, że zostałam tak miło przyjęta. Nie każda z nas ma obok siebie przyjaciółkę, koleżankę, która uwielbia to co my. Blogosfera łączy osoby, które mogłyby wyjść z Tobą na kawę i z pewnością nie brakłoby wam tematów do rozmów.  Nie spotkałam się z anonimowym hejtem a pewnie większość osób tego się obawia zanim odważy się pisać.

Blogosfera ma jedną wadę : pochłania!

Dzisiaj chciałabym coś ulepszyć, planuję zmiany w wyglądzie bloga. Znajdziecie w moim kąciku recenzje a od czasu do czasu  pojawiają się moje makijaże. Wiem, że nie każdy lubi oglądać zmalowanych postów, ale jeśli zrobisz coś co sprawia Ci radość, to chcesz to pokazać światu - więc w dalszym ciągu będą się one przeplatać na blogu.
Mam pytanie do was - co chciałybyście zobaczyć? 

Na końcu małe podsumowanie:

Od marca do sierpnia było niecałe 1000 wyświetleń, jest to zrozumiałe bo mnie tu praktycznie nie było.
Od jesieni do dziś uzbierało się 29 095 odwiedzin.
Napisałam 106 postów.
A na dłużej zostało ze mną 172 osób, za bardzo dziękuję:) 

Rozdanie urodzinowe będzie, ale na moje prawdzie urodziny. Planuję obdarować kogoś większą paczką a zawartość już zaczynam kompletować.
Jednak do jutra trwa małe rozdanie z paletką MUR, więc jeśli jeszcze nie wzięłyście udziału, to ostatni dzwonek. Może ta paleta wcale nie jest Ci potrzebna, ale sprawi, że pokochasz makijaż jak ja? Kto wie:)
 


piątek, 4 marca 2016

Denko luty 2016




Cześć dziewczyny!

Nadal walczę z kupowaniem na zapas i otwieraniu w tym samym czasie więcej kosmetyków niż 2. Był miesiąc, w którym używałam na zmianę 5 szamponów - tak, moja łazienka pęka w zbędnych kosmetykach. Obecnie do mycia włosów używam jedynie jednego szamponu i mydła cedrowego co jest dla mnie wielkim sukcesem:) Do lata planuję zmniejszyć artylerię kosmetyków pielęgnacyjnych do minimum i nie kupować niepotrzebnych produktów, z ciekawości. Wszystko ma swoje plusy, dzięki moim zimowym testom i wielkich problemów z cerą po "cudownych" kosmetykach wiem,  że mniej znaczy więcej i moja dotychczasowa pielęgnacja cery była idealna. Jednak to nie czas i miejsce na takie rozmyślenia - wracałam do pustych opakowań pozostawionych w ostatnim czasie:)





Legenda:
Kupię ponownie
Być może kupię ponownie
Nie kupię ponownie









1. Balea, żel pod prysznic mrożone jagody i fiołki - żel miał niesamowicie przyjemny zapach, każdy prysznic z tym produktem to była czysta przyjemność. Nie wysuszał mojej skóry, pozostawiał malinową powłokę na skórze. Niestety nie kupię go ponownie, ponieważ to była edycja limitowana a dostęp do DM mam raz na kilka miesięcy. recenzja TU
2. Balea, szampon dodający objętość Patchouli & jasmin - włosy po umyciu nabierały ładnego kształt, nie przesuszał włosów i skóry głowy. Jeśli będę miała okazję, ponownie trafi w moje ręce. recenzja TU
3. Planeta Organica, szampon z organicznym olejem cedrowym - sprawował się dobrze jedynie po nałożeniu maski tajskiej, solo nie robi piorunującego wrażenia. recenzja TU 
4. Joanna Sensual, plastry do depilacji twarzy - moje ulubione plastry z woskiem do regulacji brwi i usuwania wąsika. Kupuję je od lat i żadne inne nie sprawdzają się tak dobrze - chodzi mi głównie o brak podrażnienia co dla mnie jest wielkim plusem.
5. Sylveco, krem brzozowo - nagietkowy z betuliną. Produkt, który swoim naturalnym składem miał odżywić moją skórę a nie robił nic. recenzja TU
6. VEDARA golden sweet peeling - wspaniałość z jesiennego shiny. Wiele z was narzekała na zapach, który był zbyt intensywny, ja natomiast jestem w nim zakochana. Peeling miał jedną wadę - był mało wydajny, dlatego szybko się skończył. Nie kupię go ponownie tylko ze względu na cenę i kiepską wydajność.  




7. Łaźnia Agafii, maska do twarzy, ekspresowa odświeżająca - zupełnie się u mnie nie sprawdziła, dlatego, że nie działała.recenzja TU
8. Łaźnia Agafii maska do twarzy, głęboko oczyszczająca na wodzie bławatkowej - znacznie lepsza niż poprzedniczka. Dobrze oczyszczała, nie przesuszała skóry.  recenzja TU


9. Planeta Organica, maska tajska - moje włosy bardzo się z nią polubiły - łuski zamknięte na cały dzień, lśniące, lejące się, pozornie zdrowe. recenzja TU
10. Avon, Big & False Lashes - wygrałam w konkursie trzy odcienie tej mascary. Swój żywot skończyła brązowa wersja a czarną niebawem też będę zmuszona wyrzucić. Bardzo dobry tusz, dawał naturalny efekt, nie osypywał się. Na pewno kiedyś do niego wrócę, żałuję, że jest już suchy. recenza TU
11. Ziaja dwufazowy płyn do demakijażu - nie radzi sobie ze zmyciem tuszu pomimo, że jest to dwufazówka. Jeden z gorszych płynów, jakie miałam.


12. Isana men, żel do golenia, ultrasensitiv - jeśli macie problem z podrażnieniami po goleniu, wypróbujcie ten żel. Idealnie zmiękcza włoski i pozostawia przyjemny film na skórze. Żaden inny żel nie daje mi takiego komfortu w trakcie i po goleniu.
13. Planeta Organica żel - mus oczyszczający do wszystkich typów skóry - spełniam wszystkie moje oczekiwania. Pomimo, że był delikatny bardzo dobrze zmywa resztki makijażu i sebum. Dobrze oczyszczał skórę, jednak jej nie wysuszał. Bardzo wydajny, co jego jego duża zaletą. recenzja TU
14, 15. Esent professional olej avocado, olej ze słodkich migdałów - oba oleje sprawdziły się bardzo dobrze przy moich średnioporowatych włosach. Przy regularnym olejowaniu efekty były dosyć szybko widoczne. Znacznie zmieniły stan moich końcówek.



Na koniec maseczki a także zużyte w końcu próbki! 

16. Eveline SOS maseczka oczyszczająca - dobrze oczyszcza, chętnie do niej wracam.
17. Le Petit Marsellais mleczko nawilżające, bardzo sucha skóra - nawilżenie średnio, bardzo przyjemny zapach.
18. Ziaja, maska nawilżająca - maski ziaji kupuję od lat, sprawdzają się w 100%.
19. Bielenda peeling enzymatyczny - nie zauważyłam żadnych efektów, skóra była jedynie podrażniona
20. Bielenda maseczka oczyszczająca - słabo oczyszcza, mocno wysusza moją skórę.
21. Sylveco 2x łagodzący krem pod oczy - bardzo wydajny, dwie saszetki pozwoliły mi się z w nim zakochać i poluję na produkt pełnowartościowy.
22. Biolaven krem na dzień - przyjemny zapach, delikatnie nawilża - dla mnie do za mało.
23. Sylveco lekki krem rokitnikowy - daje pomarańczowy kolor na skórze , po nałożeniu wyglądałam jak pomarańcza!
24. Sylveco, lekki krem brzozowy - nawilżał słabo, ale najlepiej z lekkich kremów Sylveco

wtorek, 1 marca 2016

Sleek, Matte me Birthday suit nr 436 [recenzja + makijaż]




Od miesięcy, do znudzenia na instagramie a także youtubie królują usta w odcieniu Dusty Rose Anastasii Beverly Hills. Dzisiaj mamy mnóstwo zamienników kultowego już odcienia i bez problemu znajdziemy szminkę bądź konturówkę w tym specyficznym kolorze. Oczywiście nie każda z nas ma usta jak Kylie Jenner i efekt zupełnie nie będzie przypominał zdjęć, przy których można powzdychać, jednak odcieniem tym można się na tyle zabawić, że nasze usta optycznie wydadzą się większe (wyjątkiem są moje wąskie usta, którym żadne tricki nie pomogą). 

Szczególnie spodobała mi się wersja marki Sleek, która wygląda niemalże identycznie jak Dusty Rose - przynajmniej na moje oko. Dodatkowo daje nam perfekcyjnie matowe wykończenie - czego chcieć więcej?


Opis producenta:

"Sleek Makeup Matte Me to wyjątkowa płynna szminka dająca matowe wykończenie za jednym pociągnięciem bez konieczności powtórnej aplikacji. Dzięki płynnej konsystencji jest bardzo łatwa w aplikacji a zarazem niezwykle trwała.
Birthday Suit - klasyczny odcień nude.
Pojemność: 6 ml "





Moja opinia:

Wizualnie szminka jest bardzo klasyczna a zarazem praktyczna - przez przeźroczysty plastik widać odcień danej szminki, co będzie wygodne przy większej kolekcji.
Zapach jest delikatny, lekko wyczuwalny - ale to chyba normalne przy matowych szminkach.
Wewnątrz mamy wygodny aplikator z gąbeczki jak w przypadku płynnych szminek Bourjois czy Wibo. Przed pierwszą aplikacją byłam naprawdę zachęcona kolorem i sądziłam, że będę ją męczyć póki mililitry nas nie rozdzielą. Nie mam tendencji do wysuszania się ust przez szminki, szybko się regenerują.

Więc jakie było nasze pierwsze spotkanie?
 Bardzo nieudane. Pomalowałam usta i pojechałam na uczelnie, już w drodze czułam nieprzyjemne ściągnięcie. Po godzinie bez jedzenia i picia szminka zdążyła się zjeść od środka - co lepsze, pozostałe miejsca były nią nadal mocno pokryte co wyglądało komicznie. Usta wyschły na wiór
Po obiedzie moje usta nadawały się jako efekty specjalne do cyrku -  kontur ust podkreślony na lata 90te, dalej to już tylko plamki dalmatyńczyka. Musiałam to szybko zmyć, jednak koszmar się nie kończył - ten pasożyt wszedł w niektóre miejsca tak mocno, że ścierałam usta do czerwoności. 
Do pomadki podchodziłam jeszcze kilka razy, niestety na próżno. Kolor osobiście uważam za godny uwagi, ale formuła naszego Sleekowego bohatera to żart. Nie wiem, czy trafiłam na fatalny egzemplarz czy są one naprawdę beznadziejne?

Poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się na ustach. Zapytacie, po co się męczę i wciąż nakładam? Chciałam pokazać wam, jak się prezentuje - zanim zdążyła wysuszyć moje usta, zmyłam ją płynem micelarnym i obeszło się bez krzyku:)

Razem z innymi (pięknymi) kolorami dostępna m.in w Mintishop'ie, gdzie kupiłam ją za 26,99 zł.

Jeżeli przeglądałyście inne kolory, podpowiedzcie mi, czy znacie jakikolwiek zamiennik tego odcienia?