niedziela, 31 stycznia 2016

Czy szminka za 5 zł może być dobra? Freedom 115 Pro Bare



Z marką Freedom nie mam zbyt dużej styczności, dotychczas miałam (nie)przyjemność wypróbowania korektoru recenzja tutaj oraz różu, którego bardzo polubiłam i mogliście go zobaczyć tutaj .  Firma ma w swojej ofercie ciekawe kosmetyki, ale i również totalne buble. Po obserwacji blogosfery można zauważyć, że największą popularnością cieszą się jednak cienie:)
W moje ciekawskie łapska wpadła jedna ze szminek w nudziakowo - brązowym odcieniu.

 Opis producenta:

"Wyjątkowa szminka do ust.
Niezwykle trwała, odporna na rozmazywanie.
Intensywne, mocno napigmentowane kolory."


 Moja opinia:

 Szminka zamknięta w czarnym plastikowym opakowaniu, które stwarza pozory dobrego produktu. Sam odcień brązu wpadający w ceglaste tony przypadł mi do gustu - dopóki nie pomalowałam ust. Podczas aplikacji przeżyłam największe szminkowe rozczarowanie. Szminka jest bardzo słabo napigmentowana, do tego stopnia, że na ustach w jednym miejscu jest pomarańczowa a gdzie indziej przeźroczysta. Podkreśla suche skórki, zbiera się w załamaniach. Trwałości po prostu nie posiada - na ustach totalna samowololka. Wygląda niesamowicie tandetnie. U mnie się zupełnie nie sprawdziła.





piątek, 29 stycznia 2016

Nowości styczniowe





W tym miesiącu zakupy kosmetyczne ograniczyłam do minimum, kupiłam jedynie naprawdę potrzebne produkty. Jeśli czytałyście recenzję serum z Bielendy, pewnie wiecie, że na mojej twarzy jest teraz mnóstwo nieprzyjaciół po spotkaniu z kwasem migdałowym i próbuję z nimi walczyć. Żałuję, że zaczęłam bawić się w oczyszczanie bo moja cera była w dobrej kondycji.

Zdecydowałam się na kurację Effaclar Duo +.  Pewnie większość z was doskonale zna ten krem, ja od lat miałam swój złoty środek i nie musiałam sięgać po retinoidy. W ostateczności pójdę po receptę mojego wybawiciela i powrócę do starej pielęgnacji.

Trio zakupiłam w aptece internetowej za około 50 zł z przesyłką.






Na bananową maskę Kallosa miałam już ochotę od dawna, ale zawsze miałam pecha i nie mogłam jej dostać. W końcu trafiła w moje ręce i jestem nią oczarowana:)

Serum DermoFuture podbiło sera wielu z was i od dawna miałam go na swojej liście - głównie liczę na rozjaśnienie przebarwień.

L'Oreal Volume Million Lashes So Couture - wierzcie, albo nie - jest w mojej kosmetyczce pierwszy raz.





I ostatnia już rzecz - skarpetki złuszczające. Szukałam ich stacjonarnie od dawna, niestety na próżno. W końcu zamówiłam je na allegro i zabieg mam już za sobą. Moimi odczuciami podzielę się niedługo:)




I to już koniec mojej krótkiej listy nowości Jestem z siebie dumna!



środa, 27 stycznia 2016

Balea, Volumen Shampoo Patchouli & Jasmin - jaśminowa moc objętośći na mojej głowie! Recenzja

W grudniu miałam okazję zrobić listę zakupową w DM'ie i takim oto sposobem ponownie testuję kosmetyki Balea. W zeszłym roku używałam dwóch szamponów tej marki. Żółta wersja, czyli regeneracyjny szampon z wanilią i olejem migdałowym nie wykazał się niczym szczególnym - pamiętam, że niesamowicie pachniał, właściwości kiepskie. Drugi był z edycji limitowanej i poza mocnym zapachem ananasa również nie zachwycił.

Tym razem wybrałam fioletową i niebieską wersję szamponów. Paczula i jaśmin już dobija dna, więc podzielę się z wami moimi odczuciami:)






Co mówi producent:

Szampon Balea Volumen oczyszcza delikatnie i dokładnie dzięki zawartości wyciągu z patchouli i jaśminu włosy odzyskują zdrowy wygląd oraz zwiększa się ich objętość. Odbudowuje konstrukcję włosa, wzmacnia oraz przywraca naturalną sprężystość włosa. Odżywia długotrwale, dostarczając witaminę B3 oraz prowitaminy B5. Dzięki niemu, każdego dnia włosy stają się błyszczące i wyraziste. Szczególnie łagodna formuła bez silikonów.


Skład:


Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Panthenol, Citric Acid, Alcohol, Niacinamide, Pogostemon Cablin Leaf Extract, Jasminum Sambac Flower Extract, Parfum, Glycol Distearate, Glycerin, Laureth-4, Polyquaternium-44, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Linalool, Limonene







Moja opinia: 

Nie jest to szampon z naturalnym składem, producent jednak na opakowaniu zaznacza, że nie znajdziemy w nim SLS. Poręczne opakowanie z prostym zamknięciem, akurat opakowania kosmetyków Balea są proste jak budowa cepa i nie ma sensu się na ten temat rozpisywać:)
Konsystencja szamponu jest "w sam raz" - nie jest on wodnisty, jednak do gęstych też nie należy. Zapach nie jest tak intensywny jak w przypadku innych kosmetyków tej marki, ale szampon ma za to inne plusy. Bardzo dobrze się pieni. Wystarczy niewielka ilość, aby umyć długie włosy. 
Włosy dobrze się rozczesują, są puszyste (ale się nie puszą), ładnie się układają i długo są świeże. Dla mnie to maksimum dobrych właściwości szamponu i bardzo się z nim polubiłam. 

Cena 0,55 Euro.



niedziela, 24 stycznia 2016

Róż na ustach i odgrzebana paleta Retro Future!

Tak dawno bawiłam się pędzlami, że niedługo zapomniałabym jak się je trzyma:)
Robiłam dziś małe porządki w kosmetykach i odkopałam kilka kosmetyków, których od dawna nie używałam. Wyjęłam też sztuczne rzęsy, ale po raz kolejny się przekonałam, że to nie jest dla mnie - wolę krótkie, ale swoje:)









1.

 Standardowo, beżowy cień ląduje na całej powiece i pod łukiem brwiowym

2. 

Tym razem załamanie zaznaczam szarym cieniem z palety Smoky, blenduję go dosyć wysoko. Na powiecie wygląda znacznie ciemniej niż w paletce.

3.

 Płaskim pędzelkiem zaznaczam sobie granicę, pod którą nie będę wyjeżdżać cieniami. Dokładam brązowego cienia w zewnętrzny kącik i blenduję - na górze wyostrzam załamanie powieki.

 









5. 

 Mokrym pędzelkiem nakładam na środek ruchomej powieki zielony cień z palety Retro Future. 

6. 

Wewnętrzny kącik maluję pastelowym różem z Kobo.






7,8 .

 zewnętrzną część dolnej powieki maluję ciemną zielenią z palety Sleek Del Mar Vol 2.  Wewnętrzną część zaznaczam metalicznym cieniem z palety Retro Future.





Robię kreskę - w końcu miałam okazję wypróbować brokatowe eyelinery z Golden Rose. Więc błysk na czarnej kresce to właśnie jego zasługa. Tuszuję rzęsy, przyklejam sztuczne paski. Dolną linię wodną maluję czarną, wodoodporną kredką. Na kościach możecie też zauważyć moją nowość - rozświetlacz P2. Jednak pozostanę wierna błyskotkom prasowanym, w dodatku daje efekt tandetnego brokatu. Wygrzebałam też mojego starego ulubieńca - różową szminkę nr 13 od Golden Rose.










Kosmetyki, których użyłam:

Twarz: podkład Revlon Colorstay nr  150 + Pierre Rene Skin Balance nr 20; puder ryżowy Paese, puder do konturowania twarzy Kobo, korektor Catrice Liquid Camouflage 010, rozświetlacz P2 perfect face, róż Freedom Lethal Weapon;

Brwi: Pomada Ardell Medium Brown;

Usta: Golden Rose Velvet matte nr 13 ;

Oczy: baza pod cienie Zoeva Fix pearling, cienie z palety: Zoeva Smoky, Zoeva Retro Future, Sleek Del Mar Vol 2; Cień Kobo nr 107, czarna kredka Sumita, Tusz Avon Big&False Lash, Golden Rose Perfect Lashes + Golden Rose Exstreme sparkle czerń.


piątek, 22 stycznia 2016

BIELENDA, Aktywne serum korygujące Anti-age do cery mieszanej i tłustej z kwasem migdałowym [RECENZJA]




O kwasie migdałowym oczytałam się tyle postów, że serum to znalazło się jesienią na 1 miejscu kosmetyków must have! Jego zakup był cięższy niż myślałam, w całym miasteczku żadna drogeria nie była w stanie się w niego zaopatrzyć. W końcu miałam okazję znaleźć się w innym Rossmannie niż zwykle, gdzie serum czekało na mnie na półce- od razu trafił do koszyka, z wielkimi oczekiwaniami i nadzieją wróciłam do domu.
Między wierszami - a raczej między postami, które przewinęły się na jego temat wyczytałam, że nie jest to tak idealny produkt i może potrafi narobić niezłego bałaganu. Byłam przekonana, że upora się z moją ciężką w ostatnim czasie cerą, jak się skończyła ta historia? Szybciej niż mogło się wydawać.




Opis producenta:

" Profesjonalny kosmetyk korygujący skutecznie podnosi jakość skóry z niedoskonałościami - mieszanej, tłustej, błyszczącej, szarej, z rozszerzonymi porami, z przebarwieniami, z widocznymi zmianami trądzikowymi. Delikatnie eksfoliuje, skutecznie redukuje błyszczenie skóry oraz zwęża pory, rozjaśnia przebarwienia, dodaje skórze blasku. Redukuje zmarszczki i niedoskonałości, doskonale wygładza, poprawia nawilżenie i jędrność skóry. Skóra wygląda na młodszą, jest gładka, jędrna, matowa, aksamitna w dotyku.
Zawiera wysoką dawkę silnie działających składników aktywnych:
- KWAS MIGDAŁOWY - delikatnie złuszcza naskórek, działa antybakteryjnie, zwęża pory, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega zatykaniu porów, rozjaśnia przebarwienia.
- KWAS LAKTOBIONOWY - złuszcza naskórek stymulując mechanizmy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery, intensywnie nawilża.
- WITAMINA B3 - wzmacnia, odnawia i matuje skórę, podnosi jej odporność na uszkodzenia. Zwalcza problemy skórne - trądzik, zaczerwienienia i szorstkość. Rozjaśnia naskórek, redukuje plamy pigmentacyjne posłoneczne i starcze.
W zależności od stopnia wrażliwości cery serum można stosować codziennie lub 2-3 razy w tygodniu samodzielnie lub jako bazę pod Aktywny krem korygujący. Preparat można pozostawić na skórze do wchłonięcia lub zmyć go po 10 minutach letnią wodą. Omijać okolice oczu i ust.
Testy in vivo przeprowadzone na grupie 25 kobiet przez okres 6 tygodni wykazały, że stosowanie serum w połączeniu z kremem z tej samej linii powoduje cofnięcie biologicznego wieku skóry o 10 lat! Niedoskonałości znacznie zredukowane w 91%, wyraźnie młodszy wygląd skóry w 85%."




Skład :


"Aqua (Water), Mandelic Acid, Lactobionic Acid, Niacinamide, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Hydroxyethylocellulose, Polysorbate 20, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool"




Moja opinia:

Czytając uważnie sposób użycia i dobrze znając swoją skórę stwierdziłam, że  2-3 razy na tydzień to zdecydowanie za mało. Serum nakładam codziennie, czekając na łuszczenie naskórka. Po kilku dniach skóra faktycznie mocno zaczęła schodzić, ale pojawił się również wysyp drobnych krostek w strefie T. Myślałam, że tak ma być i kontynuowałam kuracje, jednak ograniczając aplikację do 3 razy w tygodniu. Minął miesiąc a moja skóra wyglądała fatalnie, zapytałam więc jednej z blogerek, która zna się na rzeczy co robię nie tak. Były dwa wyjaśnienia zaistniałego problemu - albo robię za słabe peelingi i jedynie mocniej zapycham skórę, albo nie toleruję kwasu migdałowego. Z racji, że jestem fanką zdzieraków sprawa z peelingami niezbyt mi pasowała, ale postanowiłam robić go po prostu częściej. Nic nie wskórałam.

Odstawiłam całkowicie serum i skupiłam się na likwidacji niechcianych gości. Cera wróciła do normy, była gładsza niż przed ponad miesięczną kuracją - pozbyłam się sporo naskórka fakt faktem.
Niedawno głupia ja postanowiła zrobić drugie podejście do kwasu i na jedną noc wysmarowałam się serum - co się stało? Wysyp, przez jedną  noc przybyło całe stado shaolinów i nie wiedziałam, czy jestem bardziej biedna czy głupia.

Próbowałam też kremu Norel z kwasem migdałowym - identyczna sytuacja jak przy serum.
Podsumowując, serum samo w sobie nie jest złe, bo faktycznie skóra po nim schodzi jak szalona, ale jestem pechowcem i jak na pechowca przystało ten produkt (a raczej najważniejszy składnik) nie jest dla mnie.


Cena ok 30 zł.





środa, 20 stycznia 2016

ASTOR, Perfect Stay 24H + Perfect Skin Primer - Recenzja

 Od dawna w mojej kosmetyczce nie było pudru prasowanego, zawsze robiły na mojej trudnej cerze placek. Odkąd używam pudrów sypkich, tym bardziej nie interesowałam się kompaktami. Niestety, mój ryżowy ulubieniec ma beznadziejne opakowanie i nie nadaje się na podróże w torebce, byłam zmuszona rozejrzeć się za czymś bezpieczno - podróżowym. Na promocji Rossmannowskiej -49% złapałam ostatni jasny odcień Astor Perfect Stay 24h. Był już porządnie wymacany i porysowany - na szczęście tylko z zewnątrz - sam puder był nietknięty, więc ostatecznie znalazł się w koszyku.




Opis producenta:

" Puder w kompakcie Astor Perfect Stay 24H Powder + Perfect Skin Primer to puder 2 w 1. Łączy w sobie efekt idealnego krycia fluidu i satynowo-matowe wykończenie pudru. Nowoczesna formuła pudru pozwala na stosowanie dwóch możliwości aplikacji: na mokro i na sucho. Stosując puder na sucho matujemy skórę twarzy, a kiedy używamy go na mokro, staje się on lekkim podkładem, który perfekcyjnie kryje nasze niedoskonałości skóry.
Puder Perfect Stay 24H ma w sobie bazę, dzięki której `wtapia się` w skórę, jednocześnie pozwalając jej oddychać. Nieskazitelna cera jest dobrze chroniona i pozostaje w idealnym stanie przez cały dzień.
Do wyboru są 3 odcienie pudru Astor: 102, 200 i 302 "



Moja opinia:

Wizualnie prezentuje się bardzo zachęcająco, jest sporych rozmiarów i na pierwszy rzut oka wydaje się, że opakowanie zawiera kilo pudru - nic bardziej mylnego. Wewnątrz ukryte jest wygodne  lusterko, nie mogło też zabraknąć gąbeczki.
Sam puder już mnie tak nie zachwycił. Wklepana niewielka ilość jest widoczna na twarzy, czego nienawidzę w prasowanych. Nie sprawdził się u mnie przy "gruntowaniu" korektora pod oczami - przesuszył okolicę oczu. Matowi bez poprawek ok. 2 godziny, potem robi  na mojej twarzy placek. Niestety, nie podbił mojego serca i chociaż wiele osób go chwali muszę rozejrzeć się za innym pudrem prasowanym.

Cena ok 37 zł.










Jakie są wasze ulubione pudry prasowane? Szczególnie interesują mnie gwiazdeczki, które robią cuda na mieszanych/tłustych cerach.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Ulubieńcy kosmetyczni 2015

Cześć dziewczyny!

Już połowa stycznia za nami a ja dopiero podsumowuję swoje kosmetyczne hity kosmetyczne, jak zwykle ostatnia:) Podobnie jak miało to miejsce w pielęgnacji, w 2015 przez moje ręce przeszło wiele nowych dla mnie kosmetyków kolorowych i męczę je obecnie na co dzień. To czego w dalszym ciągu nie znalazłam to podkładu idealnego i szykuje się kolejny rok testów - oby bez zapychania :)







1. AVON, BIG & FALSE LASH - Na pierwszy ogień idzie tusz do rzęs, który wygrałam w 3 dostępnych wersjach - czarnym, brązowym i niebieskim. Niebieski oddałam przyjaciółce i z tego co wiem, jego granatowy pigment widać jedynie w świetle dziennym, nie rzuca się on w oczy i nie wyróżnia - bardzo go chwali za to, że nie odbija się na mocno opadającej powiece. U mnie też sprawdził się doskonale. Pomimo faktu, że jest wodoodporny zmywa się całkiem nieźle w porównaniu do innych mascar tego typu. Dobrze wydłuża i rozdziela, nie osypuje się przez cały dzień. Brązową wersję już "wymalowałam", od Świąt używam czerni i pewnie przy okazji złożę zamówienie w Avonie:) Recenzja

2. GOLDEN ROSE, MATTE LIPSTICK CRAYON 08 - W kategorii "szminki" wybór nie był taki prosty, bo polubiłam wiele nowości, ale kumulując trwałość + wykończenie + kolor  numerkowi 08 nie można dorównać. Posiadam 4 odcienie tej szminki i według mnie  wybijają się mocno w nowościach kosmetycznych 2015. Swatche moich 4 odcieni



3.  EVELINE, ART SCENIC KOREKTOR 2W1 KRYJĄCO - ROZŚWIETLAJĄCY. W kategorii korektory nie mogłam się zdecydować na 1 wersje. Przez większość roku używałam Art Scenic od Eveline i byłam bardzo zadowolona. Cenię go za delikatną, jedwabistą formułę, która nie wysusza okolicy wokół oczu.  Recenzja

4 CATRICE, LIQUID CAMUFLAGE 010 . Płynna wersja popularnego kamuflażu trafiła do mnie dopiero pod koniec roku i komentarze są po prostu zbędne - jest ideałem. Recenzja

5. ZOEVA, BAZA POD CIENIE FIX PEARL. W przypadku moich tłustych, opadających powiek bez porządnej bazy się nie obejdzie. Przerobiłam ich przez lata mnóstwo, w końcu przy zakupie palety Smoky dostałam gratis próbkę matowej bazy. Byłam pod ogromnym wrażeniem i musiałam od razu kupić wersję pełnowartościową. 27 zł za tubkę tak dobrej bazy to naprawdę niewiele, jest niesamowicie wydajna a cienie utrzymuje na swoim miejscu przez cały dzień.  Recenzja




5 DIADEM, ROZŚWIETLAJĄCY RÓŻ 09 - Róż ten trafił do moich ulubieńców z dwóch prostych powodów - ma idealny kolor ( w opakowaniu jest zwyczajnie brzydki, ale na twarzy wygląda naturalnie). Drugim dość prostym powodem jest fakt, że dzięki niemu polubiłam róże :)

6 ARDELL, PRO BROW POMADE MEDIUM BROWN - Pomada zdecydowanie jest moim hitem w makijażu - ani cienie, anie żele, ani kredki nie dają takiego efektu. Utrzymuje włoski w ryzach przez wiele godzin i jest naprawdę mocno wodoodporna. Recenzja



7. KOBO, MATT BRONZING & CONTOURING POWDER - Bez pudru do konturowania nie wyobrażam sobie obecnie makijażu, jest wisienką na torcie.

8 PAESE, PUDER RYŻOWY - Używam go około roku i w końcu przestałam się świecić. Już wątpiłam, że kiedykolwiek znajdę cokolwiek co poradzi sobie z moim sebum - teraz już o tym nie myślę, puder robi całą robotę. Jak widzicie, posiadam wersję w starym opakowaniu, który jest plastikowy i nieodporny na uderzenia. Recenzja




9. CALVIN KLEIN, IN2U - Nie wiem czy perfumy mogę zaliczyć do kolorówki - gdzieś musiałam, szczególnie te:) Nie jest to moja nowość 2015, bo używam ich ponad 2 lata, ale jestem na stałe zakochana w tym zapachu.




10. ZOEVA, SMOKY - Na koniec zostawiłam to co lubię najbardziej, czyli cienie. Paletę Smoky mam od czerwca. Wybór na pierwszą sztukę był ciężki, ale dziś wiem, że jest ona uniwersalna i niebanalna - poza brązami mamy również inne kolory. Uwielbiam ją za trwałość, wygląd, odcienie - to kosmetyczny must have:) Recenzja, swatche

11 MAKUP REVOLUTION, NEW - TRALS VS NEUTRALS - Paletka ta to moje obecne uzupełnienie do Smoky (chociaż jest samowystarczalna i można bez problemu zrobić nią makijaż dzienny). Ma bardzo ciepłą tonacje a jej odcienie dobrze się prezentują przy moich czerwonych włosach. Męczę ją od kilku miesięcy i dziś powtórzę ponownie - jak za taką cenę (ok 35 zł) jest bardzo dobra jakościowo. Cienie niewiele obiegają od Zoevy, nawet beż :) Recenzja





A co jest waszym hitem  kosmetycznym 2015? :)

sobota, 9 stycznia 2016

Ulubieńcy pielęgnacyjni 2015

Witam was!

Już od ponad 2 tygodni podglądam mnóstwo postów podsumowujących rok 2015 od strony kosmetycznej i nie tylko. Zestawienia postanowień noworocznych spisywać nie będę bo każdy moment jest dobry do zmian a ostatnio dyscyplina i regularność to obce mi słowa. I tak wkroczyłam w nowy rok z totalnym dołem, ale powoli wygrzebuję się ze śniegu :)





 O ile przed blogowaniem testowałam znacznie mniej kosmetyków, tak w zeszłym roku przewinęło się przez moje ręce o wiele więcej kosmetyków niż bywało to wcześniej. Muszę przyznać, że przez kombinowanie cera wcale nie odpłaca mi dobrym wyglądem a wręcz przeciwnie. Czasem lepiej nie szukać nic nowego, skoro jest dobrze!



1. Isana men Ultrasensitiv rasier gel - żel do golenia, który po wyciśnięciu przybiera konsystencję zbitej pianki i depilacja nie jest tak uciążliwa. Nogi są gładkie i można pożegnać się z podrażnieniami.

2. Planeta Organica  żel - mus oczyszczający do wszystkich typów cery - delikatny, dobrze oczyszczający, naturalny. Sięgam powoli dna i na pewno do niego wrócę. Recenzja tutaj

3.Planeta Organica szampon z organicznym olejem cedrowym  - Jeśli jakikolwiek szampon szczególnie zwrócił uwagę w 2015 z pewnością jest to ten. Zrezygnowałam z silikonów w pielęgnacji włosów i już zauważyłam, że od czasu do czasu muszę zafundować włosom mocniejsze mycie i absolutne wyeliminowanie SLS im nie służy. Nie mniej jednak naturalne kosmetyki zmieniły w jakimś stopniu jakość moich zniszczonych, farbowanych włosów i dzięki szamponie z olejkiem cedrowym odzyskały miękkość.  Recenzja tutaj.



4. Elfa pharm, Serum łopianowe przeciw wypadaniu włosów. W kategorii włosowej największą pomocą okazało się serum łopianowe. W 2015 miałam wielki problem z wypadaniem włosów i co chwilę problem powraca. Na szczęście mam sposób, aby temu zaradzić :) Recenzja tutaj.

5. Vedara Golden Sweet Peeling - cukrowy peeling do ciała z wrześniowego pudełka Shiny. Jego zapach totalnie mnie w sobie rozkochał. Po "zabiegu" skóra jest przyjemna w dotyku i pachnie, pachnie, pachnie!

6. Galderma, Cetaphil, Balsam do twarzy i ciała. Jest do mój ulubieniec ostatnich lat, dla mojej skóry ideał pielęgnacyjny. Recenzja tutaj.

 


7. Orientana, olejek do twarzy, Drzewo sandałowe i kurkuma. Używam go kilka razy w tygodniu od 4 miesięcy i widzę w nim same plusy. Lubię poranną skórę po przespanej nocy z zaaplikowanym olejkiem, jest miękka a podrażnienia stają się mniej widoczne. Delikatnie nadaje życia mojej wiecznie zmęczonej skórze.

8. Evree Max Repair regenerujące serum do paznokci. Odkąd zaczęłam go używać, zrezygnowałam z wszelkich innych paznokciowych wspomagaczy. Obecnie są w bardzo dobrej kondycji. Recenzja tutaj.

8.  Sylveco odżywcza pomadka z peelingiem. Pomadka ta zasługuje na wszelkie laury w kategorii pielęgnacyjnej - czy jest jakaś osoba, która ją używała i nie pokochała? :) Recenzja tutaj

9. Alterra, hydro krem pod oczy, winogrona Bio i biała herbata - Używałam go na wiosnę i jakiś czas temu znów do niego wróciłam. Dobrze nawilża i moja okolica oczu bardzo go lubi.



                            A  wam co szczególnie przypadło do gustu w 2015?:)
Dziewczyny, jak po świętach? Ja czuję się 10 kg większa, skąd wziąć  teraz motywację - nie wiem!