poniedziałek, 28 grudnia 2015

Golden Rose Perfect Lashes Eyeliner - Recenzja



Już kilka razy zwracałyście uwagę, że mam zrobioną bardzo cienką kreskę:) Jeśli myślicie, że to moja sprawna, ręka to jesteście w wielkim błędzie. Tajemnica tkwi w tym małym cudeńku, który bez problemu pozwala wykonać cienką i czarną kreskę.

Opis producenta:


"Tusz przeznaczony jest do wykonywania kresek na powiece. Posiada płynną konsystencję, która dobrze się rozprowadza. Produkt został wyposażony w cienki pędzelek ułatwiający precyzyjną aplikację. Eyeliner umożliwia narysowanie intensywnej kreski o różnej grubości i długości. Szybko zasycha, nie brudzi powiek i długo utrzymuje się na skórze. Dostępny w odcieniu czerni."


Moja opinia:

Eyeliner kupiłam już pond rok temu, więc sporo razem przeszliśmy i nie jedna kreska się przewinęła na moich powiekach. Jego konsystencja jest płynna, o idealnej gęstości i nie zmieniła się od dnia, kiedy pierwszy raz go otworzyłam. Odcień czerni jest piękny - głęboki i taki pozostaje na powiekach przez cały dzień. Szybko zasycha, nie odbija się, nie marze. Za sprawą jego największego atutu - cienkiego pędzelka, namalowanie kreski to bezstresowa przyjemność :) Pędzelek nie jest zbyt sztywny i zbyt rozleniwiony, to co ważne - jego forma zupełnie się nie zmieniła. Wiele pędzelków po jakimś czasie się niszczy. Kwestię znalezienia eyelinera idealnego mam już z głowy!:)

Cena: ok 10 zł 



środa, 23 grudnia 2015

"Dostawa" kosmetyków z DM'u i kilka innych nowości!

Od miesięcy nie miałam tak długiej przerwy w blogowaniu bo ponad tygodniowej!
Byłam odcięta od internetu nie tylko przez brak czasu, ale i dosłownie. Ostatnio zmienialiśmy operatora internetu i kilka dni nie miałam dostępu do świata a teraz jestem po prostu zawiedziona. Jest jeszcze gorzej niż wcześniej, w dodatku na każdym  urządzeniu internet działał oprócz mojego laptopa! Przeglądarka w telefonie doprowadza mnie do szału, więc byłam na waszych blogach sporadycznie - mam sporo do nadrobienia! :)

Moje przygotowania przedświąteczne są w czarnej .....
Wszystko stoi w miejscu, tydzień temu zaczeliśmy przeprowadzkę, ale jest tyle zamętu z meblami, że chyba za szybko cieszyłam się Świętami w nowym gniazdku. Co gorsze, nie mamy nawet choinki bo nie wiem gdzie ją rozstawiać. Chociaż czytając wasze posty muszę przyznać, że jedynie u mnie nie ma tej przedświątecznej atmosfery. Nie mamy zwyczaju obdarowywania się prezentami a placki kupię jutro w cukierni. Nawet nie upiekłam w tym roku pierniczków, oby ten czas szybko się skończył. Kilka dni, kiedy każdy udaje anielskie stworzenia a potem znów powrót  pod swoje szatańskie skóry.


Pomimo wszystko, w grudniu wpadło do mnie kilka rzeczy i to praktycznie bez mojego wychodzenia z domu:) Jakiś czas temu zrobiłam tacie listę zakupów w DM'ie i prawie udało mu się poszukiwania. Zamiast bazy z P2 moim oczom ukazał się podkład w prawie czekoladowym odcieniu :)

Dostałam też " drobiazg" od Sisi, która zaskoczyła mnie listonoszem z paczką, bo nie tak wyobrażam sobie drobiazgi:) A sama dokupiłam 2 woski u przemiłej Pani i czarny Eyeliner z brokatem od Golden Rose.









Żel i balsam z limitowanej edycji. Zaczęłam testowanie od tego zapachu i jestem oczarowana:)



Balsam z masłem shea i podkład dla "bladziochów" :)




Szampony: nadający objętość i odżywczy.



Kolejny limitowany duet. Ten zapach nie przypadł mi szczególnie do gustu:)



Tonik oczyszczający - zawsze zapominam używać toniku i nie wiem jak długo zajmie mi zdenkowanie go:)
Trzeci i ostatni żel.




Kremowy rozświetlacz, który ma spore drobinki ;/



                                                             Paletka od Sisi :)



Seria brokatowych eyelinerów GR jest piękna ! Musiałam mieć przynajmniej jeden z nich.
Rozświetlający korektor nie zrobił dobrego, pierwszego wrażenia - praktycznie nie kryje, jedynie rozświetla.






Kringle Candle przyszło do mnie razem z paletką od Sisi, zapach bardzo przypadł mi do gustu. Angel's Wings i Pink Sands to delikatne zapachy, które męczę od kilku dni.




Kot oczywiście też od Sisi - zajęły się nim moje małe łapki :)



Na koniec moja wyczekiwana od miesięcy toelatka !



czwartek, 17 grudnia 2015

Korektor Catrice, Liquid Camouflage 010 - Recenzja, przed i po.


Płynny kamuflaż firmy Catrice jest uwielbiany od miesięcy, do mnie jak zwykle perełki docierają na końcu:)


Opis producenta:

"Catrice korektor w płynie oferuje optymalne krycie i pielęgnację. Płynny korektor jest mocno napigmentowany, wodoodporny i trwały. Zaopatrzony w praktyczny aplikator, jest łatwy w użyciu."

Skład: 

Aqua (Water), Isododecane, Cyclopentasiloxane, Polymethyl Methacrylate, Butylene Glycol, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, VP/Eicosene Copolymer, Potassium Cetyl Phosphate, Sodium Chloride, PEG/PPG-19/19 Dimethicone, Disteardimonium Hectorite, Cera Alba (Beeswax), Xanthan Gum, Disodium EDTA, Tocopherol Acetate, Triethoxycaprylylsilane, Propylene Carbonate, Ethylhexylglycerin, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides), CI 77891 (Titanium Dioxide).


Moja opinia

Nie mam szaleńczo wielkich cieni pod oczami, ale szczególnie wybijające się u mnie obszar do przykrycia to wewnętrzne kąciki oczu przy nosie.  Korektor Catrice zamknięty jest w prostym opakowaniu z aplikatorem. Przez jego gęstą konsystencję, niestety zbyt mocno osiada na "patyczku" aplikatora i przy jego zamknięciu korektor wychodzi na zewnątrz. Przy jego pierwszym użyciu, nie zauważyłam tego, szybko włożyłam do kosmetyczki i jakie było moje zdziwienie, kiedy wszystko było zamazane:) To moje jedyne "ale" do tego produktu.

Właściwie to dzięki jego gęstości jest solidnie napigmentowanym korektorem, który doskonale kryje. Pomimo świetnego krycia, nie wysusza skóry pod oczami i o dziwo praktycznie nie zbiera się w załamaniach. Wygląda naturalnie nie tworząc maski. Jest lekko lepki, przez co trzyma się skóry cały dzień. Z najjaśniejszego odcienia 010 będą zadowolone wszystkie bladziochy (chyba, że wolicie efekt totalnego wybielenia jak np. NYX ).

Cena: 15,90zł / 5ml.







Znacie, lubicie?:)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Brąz na ustach ! Maybelline, SuperStay 14h - Recenzja






O ile dla większości dziewczyn dziennie kolory to zazwyczaj zgaszone róże, ja w takim wydaniu wyglądam jeszcze bardziej jak klaun. Przy intensywnym kolorze włosów i niebieskich oczach najbardziej lubię się "przygasić" brązowymi szminkami, które  uważam najciekawiej wyglądają właśnie u rudzielców - jeśli chcecie wpis porównalny mojej brązowej "kolekcji" dajcie znać :)



O istnieniu SuperStay 14h nie miałam zielonego pojęcia, na żadnym z blogów nigdy się z nim nie spotkałam, na youtubie też nie zdarzyło mi się go widzieć. Zaintrygował mnie odcień i chociaż kolory w drogerii były już poprzebierane, dla mnie została ta brązowa perełka. I tak zaczęła się nasza przyjaźń:)





Opis producenta:

"Dla kobiet, które pragną szminki gwarantującej długotrwały kolor, lekki jak piórko.
Dzięki unikalnej, ultra lekkiej formule pomadka nie wysusza delikatnej skóry ust, pozostawiając uczucie świeżości i komfortu. Bogata gama 10 wibrujących odcieni, świeży, lekki i komfortowy kolor.
Szminka o trwałości do 14 - bez wysuszania i rozmazywania"




Moja opinia:


Opakowanie nie należy do eleganckich, ale jest solidne i można bez obaw rzucić ją na dno torebki. Konsystencja jest bardzo przyjemna, łatwo sunie po ustach. Pigmentacja to jeden z jej większych plusów, pod tym względem nie można jej nic zarzucić. Chociaż większość osób preferuje matowe szminki, u mnie równie często na ustach króluje kremowe wykończenie. SuperStay nie jest takiego błysku jak m.in Rimmel Lasting Finish, ale daleko jej do matu. Z pewnością nie utrzymuje się 14h, ale bez jedzenia i picia jest to kilka godzin. Szminka nie wysusza ust i schodzi bardzo równomiernie co daje poczucie komfortu. W ostatnim czasie jest moim ulubionym odcieniem na ustach i dziwię się, że tak późno ją poznałam:)








A wam jak się podoba ten odcień, lubicie brązy na ustach?:)

sobota, 12 grudnia 2015

Makijaż świąteczny - klasyka w złocie i czerwieni [krok po kroku]





W nadchodzące Święta każda z nas chce wyglądać pięknie, więc bez eleganckiego makijażu się nie obejdzie :) Dla mnie elegancja to przede wszystkim czerwień na ustach i czarna kreska. W zimowe Święta chętnie poszaleje ze złotem. Jakiś czas temu kupiłam w końcu sztuczne rzęsy, ale czuję się w nich po prostu źle, więc efektu WOW z rzęsami, które robią 70% makijażu dalej nie będzie:) Zapraszam do tutorialu, może któraś z was się zainspiruje moją propozycją:)



-> 1

Na pierwszy plan wychodzi dziś metaliczny brązowy cień wpadający w złoto. Chociaż paletę Eyes like angels męczę od dawna, dopiero teraz zauważyłam tą małą perełkę:) Cień nakładam na środek powieki.



-> 2 

W ruch idzie mój nowy cień, który pokazywałam wam w ostatnich postach, świetnie się spisze przy świątecznych makijażach. Nakładam go po wewnętrznej stronie powieki. Małym syntetycznym pędzlem rozcieram delikatnie granice z brązem.




step by step



-> 3

Kuleczkowym pędzelkiem nakładam cień tworząc kształt ">". Następnie rozcieram go, kierując górną granicę do wewnętrznego kącika.






-> 4

Tym samym brązem maluję 2/3 dolnej powieki. Rozcieram cień i łączę z górną powieką. Na pozostałą część dolnej powieki ląduje złoto z palety MUR.






Robię kreskę eyelinere, tuszuję rzęsy a linie wodną zaznaczam cielistą kredką. Maluję usta i mój świąteczny makijaż gotowy:)



Twarz: podkład Pierre Rene Skin Balance nr 20; puder ryżowy Paese, puder do konturowania twarzy Kobo, korektor pod oczy Catrice Camouflage w płynie 010, rozświetlacz Wibo Illuminator;
Oczy:  baza pod cienie Zoeva Fix pearling, cienie ( paleta Zoeva Smoky, MUR eyes like angels, MUR new - trials vs neutrals, cień L'Oreal Color Infaillible 02),eyeliner Golden Rose Perfect Lashes,  Max Factor cielista kredka 090, Tusz Avon Big&False Lash.
Brwi: Pomada Ardell Medium Brown.
Usta: Rimmel Moisture Renew 500 Diva Red


piątek, 11 grudnia 2015

WYNIKI ŚWIĄTECZNEGO ROZDANIA

Świąteczne rozdanie dobiegło końca i czas na wylosowanie szczęśliwego (mam nadzieję) zwycięzcy :)


A szczęśliwy numer to:






Gratulacje!


Mam nadzieję, że chociaż trochę paczka umili Ci ten przedświąteczny czas i będziesz piekła pierniczki z glinkową maseczką na twarzy!:)

Swoje dane prześlij na email: dzygli.paw@gmail.com


środa, 9 grudnia 2015

SKIN79 Crystal Peeling Gel - Recenzja



Peeling SKIN79 mam przyjemność testować, dzięki wygranej u (wszystkim znanej) Hello Kitt'owej Patrycji Interendo !:)

Jest to mój pierwszy azjatycki kosmetyk i to co pomyślałam najpierw, kiedy wzięłam go w ręce - jest piękny! Zapakowany w srebrne opakowanie prezentuje się pięknie. Wewnątrz skrywa się tuba, ze 100 ml zawartością cudownej substancji.
Jak można pozbyć się martwego naskórka żelem?! A można!






Skład:


"Water, PEG-8, Alcohol Denat., Cellulose, Butylene Glycol, Arginine,
Trehalose, Sodium Hyaluronate,
Glycereth-26, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Panax Ginseng Root Exreact,
Carica Papaya (papaya) Fruit Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sutilains,
Carbomer, Phenoxyethanol, Methylparaben, Fragrance"


Cała procedura pozbycia się martwego naskórka jest prostsza niż może się wydawać. Nie mamy tu żadnych drobinek, które będą ścierać naszą skórę - mamy "zwykły" żel. Nakładamy go na twarz i masujemy, masujemy aż w końcu żel zaczyna się robić grudkowaty -  to znak, że nasz zbędny naskórek już zszedł razem z "twardniejącym" żelem.

A jak ta metoda się sprawdza? Muszę na początku przyznać, że moja skóra od czasu do czasu musi być potraktowana zdzierakiem. Kiedy potrzebowałam peelingu na łuszczącą się skórę po kwasach, sięgałam po KAWĘ. Jednak kiedy chciałam odrobinę przyjemności robiłam żelowy peeling SKIN79 i nakładałam maseczki. Złuszcza on delikatnie, ale cera jest po nim bardzo promienna a wszelakie maski, glinki walą do skóry wszystkimi możliwymi otworami z podwojoną siłą.

Podsumowując - jeśli potrzebuję mocnego złuszczenia - sięgam po coś mocniejszego, w każdym innym przypadku peeling krystaliczny spisuję się doskonale:)








wtorek, 8 grudnia 2015

Dzień darmowej dostawy - co kupiłam? (m.in Sylveco, Sleek, L'Oreal)




Ostatnio staram się kupować zbędnych dla mnie kosmetyków, ale podczas darmowej dostawy zrobiłam przemyślane i niewielkie zakupy :)

Powoli zużywam drogeryjne produkty do pielęgnacji włosów i ciała/twarzy, a między czasie zaczynam swoją przygodę z naturalnymi kosmetykami. 

W Mintishopie dostępne są zestawy Sylveco, które kosztują niecałe 50 zł.  Od dawna chciałam wypróbować którąś serię, ale nie wiedziałam, która może się u mnie sprawdzić. Na pomóc przyszła Azime, ze swoim postem "Kremy Sylveco - jak dobrać odpowiedni do swojego typu cery" i wybór był znacznie prostszy :) 

W moim zestawie znajduje się krem brzozo - nagietkowy z betuliną, lekki krem nagietkowy oraz rumiankowy żel do twarzy. W zestawie dołączono również 2 próbki i katalog z opisem każdego produktu:)





Na cienie L'OREAL Color Infaillible też od dawana miałam ochotę, ale jak to zwykle u mnie bywa, zakup przedłuża się, bo nie mogę się zdecydować na konkretny kolor. Wybór padł na przepiękny jasny odcień - 02 Hourglass Beige. Cień będzie idealny przy świątecznych makijażach:)

Podczas Rosmmanowskiej promocji nie udało mi się złapać jasnego korektora, więc po prostu zamówiłam oblegany przez wszystkich Catrice Liquid Camuflage 010. Niedługo zrobię nim test:)

O matowym pomadkach Sleek naczytałam i naoglądałam się tyle dobrego, że ten zakup był planowany od dawna. Najpierw w koszyku miałam fioletowo - śliwkowy Fandango Purple, potem zmieniłam go na Birthday Suit. Jest on znacznie ciemniejszy niż wygląda w opakowaniu i na stronie Minti:)

Odżywcza pomadka Sylveco z peelingiem to mój ulubieniec ostatnich miesięcy i nie wyobrażam sobie teraz bez niej codziennej pielęgnacji. Obecna właśnie dobija dna, więc mam już zapas:)




Maść Bepanthen jest akurat dla mojego syna ( za 100 g. zapłaciłam ok 32 zł - w aptece 50 g kosztuje 25 zł).   Sama podkradam ją na podrażnioną skórę pod pachami. Maść pewnie znają osoby, posiadające tatuaże:)

Malować paznokci nie znoszę a o ozdobach nie ma mowy, brakuje mi anielskiej cierpliwości. Oglądając wasze zdjęcia ze starannie zrobionymi paznokciami jedynie wam zazdroszczę. Wypróbuję użyć tasiemek przed Świętami, może coś wyjdzie :)






I to już koniec moich zakupów z 1 grudnia, a co wy wrzuciliście do koszyka?

piątek, 4 grudnia 2015

Listopadowe denko

Legenda:
Kupię ponownie
Być może kupię ponownie
Nie kupię ponownie






1. BeBeauty, Kremowy żel pod prysznic - przyjemny, karmelowy zapach. Po wyjściu z łazienki karmel wciąż się unosił w powietrzu. Nie przywiązuję dużej uwagi do żeli i za każdym razem kupuję coś nowego.
2. Isana, Żel pod prysznic - bardzo przyjemny, intensywny słodki zapach. Była to seria limitowana, więc mogę próbować jedynie pozostałe żele Isany dostępnie obecnie w drogerii.
3. Colgate, Plax Whitening - Nie zrobił na mnie większego wrażenia, zwykły, miętowy płyn. Zęby mam wybielone paskami, także nie jestem w stanie powiedzieć czy działa cokolwiek w tej kwestii. Kolejnym płynem będzie sprawdzony już u mnie Elmex, ponieważ mam bardzo wrażliwe dziąsła i tylko on uśmierzał "ból".


4. Schwarzkopf Gliss kur szampon do włosów farbowanych - obciążał i przesuszał moje włosy, nie przedłużał trwałości koloru.

5.Schwarzkops Gliss kur ultimate repair, maska intensywnie regenerująca - ma niezwykle przyjemny zapach, który pozostawał na włosach cały dzień. Niestety, u mnie się specjalnie nie sprawdziła.

6. Garnier Fructis Oil repair 3 odżywka wzmacniająca - kolejne opakowanie kupiła mi mama i po dłuższym stosowaniu mam do niej odrobinę więcej sympatii. 


7. Elfa pharm serum łopianowe - to już moja bodajże 4-5 buteleczka, w nowościach pokazałam już nowe opakowanie:) Ulubieniec ostatnich miesięcy.

8. Bebeauty nawilżający płyn micelarny 2w1 - dobry, tani płyn micelarny. Wciąż szukam swojego ideału, póki co wciąż ląduje w koszyku podczas biedronkowych zakupów.

9. Bielenda bioaktywny koncentrat antycellulitowy wyszczuplająco - ujędrniający; nie czarujmy się, leżąc na kanapie dupa sama się nie wygładzi. Tego typu kremów używam, aby przyśpieszyć efekt ćwiczeń. Najbardziej lubię te rozgrzewające, więc nie wiem, czy sięgnę jeszcze po Bielendę.


10. Syis, krem pod oczy - nie sprawdził się u mnie, skończył się zaskakująco szybko. Pełna recenzja  tutaj

11. Celia krem do stóp, łokci i kolan - dobrze nawilżał i zmiękczał moje stopy, skóra po wsiąknięciu była przyjemna w dotyku.

12. L'oreal True Match - stara wersja, która zupełnie się u mnie nie sprawdziła. Bardzo podkreślał suche skórki o których nie miałam pojęcia. Zbierał się w załamaniach i tworzył placek.



13. Bieledna maseczka nawilżająca efekt mezoterapii - wciąż zapominam, nie wyrzucać od razu zużytych maseczek i zachowała się jedynie ta :) Maseczka była w postaci żelu, co było dosyć przyjemne, dobrze nawilżała. Pewnie jeszcze po nią sięgnę.

14. Próbka szamponu L'OCCITANE cytrusowa werbena - miał niesamowicie przyjemny zapach, jednak włosy po umyciu były szorstkie. Cena jest zupełnie nie adekwatna do jakości.

15. Próbka Clarena kawiorowy krem do biustu - jedyny produkt w tej kategorii, który dał jakiekolwiek efekty. Praktycznie każda matka ma co podnosić i jestem pod wrażeniem tego kremu, chociaż była to jedynie próbka. Mam ochotę kupić go w opakowaniu pełnowymiarowym.



Jak widać, mało rzeczy z zdenkowanych kosmetyków się u mnie sprawdziło. Chociaż z początku miesiąca starałam się zużywać otworzone już kosmetyki, szybko zaczęłam testować nowości i w ten sposób łazienkowa szafka znów obfituje w kilka szamponów i masek.