środa, 4 listopada 2015

Pierre Rene Skin Balance Cover nr 20 champagne [Recenzja]

Zakup tego słynnego już podkładu był na mojej liście dosyć długo. Zawsze, kiedy musiałam kupić nowe opakowanie wpadało do koszyka coś zupełnie innego. W końcu trafiłam Skin Balance przypadkiem bez zamiaru kupna jakiegokolwiek podkładu i tak wpadł w moje ręce po raz pierwszy:)

Po przeczytaniu masy pozytywnych postów, które wciąż są na jego temat wałkowane w blogosferze miałam odrobinę wygórowane oczekiwania - to muszę przyznać:) Cera cerze nie równa i jestem zdania, że jeśli kosmetyk sprawdził się nawet u  90%  użytkowniczek to mogę należeć do pozostałych 10% i to nie oznacza, że produkt jest zły:) Z tym podkładem historia jest podobna do Revlon Colorstay - można go uwielbiać albo dorzucić do listy bubli. Pierre Rene kosztuje "jedynie" ok. 20 zł, więc warto przetestować do której z grup można nas zaliczyć:)



Co obiecuje producent:

"Wodoodporny podkład kryjący. Maskuje wszelkie niedoskonałości cery.
Perfekcyjnie dopasowuje się do struktury skóry przywracając jej blask i elastyczność.
Unikalna formuła kosmetyku dobrze się wchłania i utrzymuje do 12h.
Po aplikacji skóra staje się promienna i wygląda na młodszą.
Luksusowa formuła zawiera kompleks napinający skórę, ekstrakty roślinne i witaminę E.
Dostępny w 7 odcieniach.

Skład: Cyclopentasiloxane, Aqua, Dimethicone, Propylene Glycol, Trimethylsiloxysilicate, Sodium Chloride, Peg/Ppg-18/18 Dimethicone, Trihydroxystearin, Magnesium Stearate, Laureth-9, Methylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Diazolidinyl Urea, Camellia Sinensis Leaf Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Parafum, [May Contain/Może Zawierać (+/-): Ci 77891, Mica, Ci 77499, Ci 77491, Ci 77492] (8.05.2015.)"

Moja cera:

Mieszana, skłonna do przesuszeń. 

Moja opinia:

Na temat opakowania nie będę się rozpisywać - szklane, z wygodną pompką, dosyć ciężkie, ładnie się prezentuje. Czytając opinie, wiele osób pisało, że podkład robi okropną maskę. Na mojej cerze podkład wygląda lekko, nie ma efektu typowej szpachli - skóra delikatnie prześwituje.  Jest to chyba ten pożądany efekt, dzięki któremu cienka warstwa tworzy makijaż "no makeup". Musze jednak przyznać, że za pierwszym razem nie byłam zadowolona - z własnej winy. Zaczynając przygodę ze Skin Balance miałam bardzo przesuszoną skórę i podkład nie tyle podkreślał suche skórki, co raczej tworzył smugi. Produkt nie chciał się stopić z cerą, dlatego priorytetem jest nawilżanie. 
Najjaśniejszy odcień jest dosyć specyficzny. Nie wygląda na typowego bladziocha, ale ma tak naturalny, charakterystyczny odcień, że idealnie dopasuje się do wielu "twarzy" :). Daje mu wielki plus, chociażby za sam kolor (20). 
Co do maskowania niedoskonałości mam mieszane uczucia. Kiedy nie miałam problemów z cerą, faktycznie potrafił świetnie wyrównać koloryt i cera wyglądała świeżo, perfekcyjnie. Niedawno skończyłam leczenie hormonalne i teraz wszystko wraca do normy, moja cera szaleje a Skin Balance nie radzi sobie do końca. Mieszam go z innymi, lepiej kryjącymi podkładami.
Nigdy nie zważył się na mojej mieszanej cerze, a wiele podkładów lubi to robić. Nie zauważyłam, by ciemniał. Przypudrowany puderem ryżowym utrzymuje się praktycznie cały dzień.


Podsumowując - polubiłam się z tym podkładem, w makijażu dziennym jest moim must have. A wy co o nim sądzicie? Macie już swój pierwszy raz ze Skin Balance za sobą?



11 komentarzy:

  1. Ja nadal utrzymuję, że jest dziwny i w dodatku pachnie ciastem :D Gdy mam większe problemy z cerą to po niego nie sięgam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam. Generalnie mam kłopot z dobraniem właściwego podkładu. Szczegolnie kolory- albo ja jestem ślepa albo mam jakiś dziwny odcień skory ale cieżko mi cokolwiek przypasować. Dlatego pokochałam bezwzglednie BB Face2Change Holika Holika. A podkładów boje się jak ognia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam i niedawno zakupiłam drugą flaszeczkę ;) Generalnie mam odczucia takie same jak Ty i też go mieszam z innymi bardziej kryjącymi podkładami np. właśnie z Colorstayem. Sto procent racji z tym, że skóra musi być nawilżona - ja mam raczej suchą cerę i jeśli nie użyję jakiegoś wyjątkowo mocno nawilżającego kremu pod ten podkład sam, to strasznie źle się rozprowadza i prześwituje. Trochę drażni mnie też ten ciasteczkowo-waniliowo-cholerawiejaki zapach - dobrze, że szybko się ulatnia. Niemniej jak na takie tanie drogeryjne podkłady spisuje się całkiem dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiele dziewczyn go pokazywało, u mnie bardzo ciężko go dostać. Znalazłam w końcu maleńką drogerię, która ma go w asortymencie i muszę spróbować. Tak z ciekawości

    OdpowiedzUsuń
  5. Leży u mnie w toaletce, zużycie około 1/4 :) Podsunęłaś mi pomysł, aby łączyć go z innym podkładem :) dziękuję :* :) jest nadzieja, że go zużyje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie używam podkładów płynnych, stawiam na minerały :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Musze go w końcu kupić, bo dużo dziewczyn go chwali ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie próbowałam go, ostatnio moje serducho skradły minerały :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolor podoba mi się, pasowałby do mojej cery :)
    Pozdrawiam serdecznie, mój blog/KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Dużo dobrego o nim słyszałam jednak na razie mam za duże zapasy podkładów aby kupić następny :) Na pewno jednak będę o nim pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam co do niego mieszane odczucia - wcale nie jest taki super-jasny dla mojej bladej cery, no i wygląda różnie :)

    OdpowiedzUsuń