poniedziałek, 30 listopada 2015

Evree Max Repair - regenerujące serum do paznokci [Recenzja]

Z kosmetykami Evree nie mam zbyt dużej styczności, poza serum znalezione we wrześniowym pudełku marka jest mi całkiem obca. Shinybox dodając do pudełka serum do paznokci trochę minęła się celem, bo wiele kobiet nosi obecnie hybrydy i produkt ten nie ma okazji się wykazać:)










Na moich paznokciach hybrydy jeszcze się nie znalazły, wciąż stawiam na standardowe lakiery. W ostatnim czasie pozwoliłam paznokciom odrobinę odpocząć i wszelkie lakiery odstawiłam w kąt. To oczywiście nie zmienia faktu, że o paznokcie trzeba dbać. Moja pielęgnacja opiera się( a raczej ogranicza) do odżywki nakładanej pod lakier, bądź solo - w zależności czy paznokcie są pomalowane:) Od 1,5 tygodnia łykam też suplementy, więc pewnie jeszcze nie zaczęły wpływać na stan paznokci.


Opis producenta:

"Regenerujące serum do paznokci Max Repair marki evrēe® to odpowiedź na potrzeby konsumentów zmagających się ze słabymi, łamliwymi, rozdwajającymi się paznokciami, a także z ich przebarwieniami. Formuła serum oparta na idealnie dobranych, wysokoskoncentrowanych składnikach aktywnych, doskonale wpływa na poprawę kondycji oraz wyglądu paznokcia. Olejek z drzewa herbacianego chroni przed infekcjami skórnymi i przyspiesza gojenie mikrourazów naskórka."

Jakie z natury są moje paznokcie?

Skłonne do rozdwajania się, cienkie, stale potrzebujące pielęgnacji.

Moja opinia:

Serum używam regularnie od około 2 tygodni. Ma wygodny pędzelek, którym bez problemu można zaaplikować produkt. Po nałożeniu serum czujemy lekko tłustawą warstwę na naszej płytce, która szybko się wchłania. Ta forma pielęgnacji jest znacznie wygodniejsza niż malowanie paznokci zwykłą odżywką. Obecnie moje paznokcie są znacznie twardsze, nie rozdwajają się, wydają się grubsze. To co również zauważyłam to szybszy wzrost, chociaż nie ma o tym mowy w ulotce. Paznokcie nie są pokryte warstwą lakierową jak w przypadku standardowych odżywek i byłam ciekawa w jakim stanie będą moje paznokcie po sobotnich porządkach i intensywnym spotkanie z chemią - są w stanie doskonałym:)
Pewnie u osób noszących hybrydy serum jest już skreślone, ale jeśli malujecie paznokcie zwykłymi lakierami możecie śmiało zafundować im taką kurację witaminową:)

Cena: ok 15 zł.




Mam dziecięcej wielkości dłonie i paznokcie co w moich oczach jest po prostu brzydkie. Nie lubię chodzić z niepomalowanymi paznokciami, ale pokażę wam ich obecny stan wizualny:




Miałyście z nim bliższe spotkanie, czy preferujecie inne formy pielęgnacji? :)

sobota, 28 listopada 2015

Rosyjskie maseczki od babci Agafii

Maseczki do twarzy, włosów i ciała z receptury babuszki Agafii zna już chyba każdy, więc nie muszę się zbytnio wysilać, aby je przedstawić, ale dowiecie się jak sprawdziły się u mnie dwie z nich:)

Kupowałam je stacjonarnie, więc nie było tak wielkiego wyboru jak online. Wybór padł na maseczkę ekspresowo odświeżającą oraz wersję głęboko oczyszczającą na bazie wody bławatkowej.

Kosmetyki te, mają naturalne składy i kosztują niewiele, dlatego są masowo testowane:)


Kwestią sporną jest opakowanie maseczek, znienawidzone przez wiele osób :) Mi taka forma zupełnie nie przeszkadza, fakt - po pewnym zużyciu maseczki nie "stoją" tak solidnie jak na sklepowej półce. Uważam, że wygodnie wydobywa się produkt z zewnątrz, dzięki jego zamknięciu. Ze standardowymi maseczkami mam zawsze problem, wylewam je zbyt wiele. W przypadku Babci Agafii wszystko mam pod kontrolą.

1. Maska ekspresowo odświeżająca 

Ma lekko żelowatą konsystencję o zielonym zabarwieniu. Strasznie odrzuca mnie zapach słodkiej mięty - nie znoszę mięty. Maska nałożona na twarz daje uczucie chłodzenia, nie zastyga na twarzy, raczej się delikatnie wchłania. Pomimo chłodu, nie widać efektu odświeżenia, skóra jest delikatnie nawilżona. Maska nie zrobiła na mnie większego wrażenia i praktycznie już po nią nie sięgam.


cena 5,50 zł/ 100 ml






2. Maska do twarzy głęboko oczyszczająca na bazie wody bławatkowej.


Maska ta jest bardziej gęsta,  na twarzy zachowuje się tak jak każda glinka - zasycha. Ma niezbyt przyjemny zapach - mój absurdalnie delikatny nos wyczuwa ropę.  Glinki wszelkiej maści uwielbiam i ta maska sprawdziła się doskonale. Bardzo dobrze oczyszcza, skóra jest miękka, czysta. Zużyłam już ponad połowę opakowania i przy najbliższej okazji kupię ją ponownie:)

Cena 5,50 zł/100 ml







Używałyście którąś z tych maseczek, lub inne z receptury babci Agafii? Jaki macie stosunek do rosyjskich kosmetyków i co możecie polecić?:)

piątek, 27 listopada 2015

Paleta Makeup Revolution new-trals vs neutrals [Recenzja]

Pewnie już zauważyłyście, że paletę "new-trals vs nautrals" męczę nieustannie. Na powiece widziałyście ją już bodajże w 3 makijażach - teraz pokaże wam wszystkie cienie i podzielę się swoją opinią :)






W zeszłym miesiącu chciałam powiększyć paletowe zbiory i wahałam się pomiędzy Zoevą a TheBalm, w końcu do koszyka wpadła paletka MUR i był to najlepszy wybór jaki mogłam zrobić. Dlaczego? Paleta kosztuje połowę mniej od Zoevy i chociaż darzę tą niemiecką markę ogromną sympatią to niestety uważam, że kolory w paletach są nie do końca przemyślane i wiele cieni się omija.
Jeśli chodzi o cienie MUR, jestem posiadaczką tylko jednej palety I heart chocolate i chociaż uważam, że pomiędzy nią a Zoevą jest przepaść, to new-trals vs neutrals trzeba rzucić do całkiem innego worka jakościowego.

W palecie znajduje się 16 cieni w ciepłej tonacji o różnym wykończeniu. Mamy również lusterko, z którego i tak nigdy nie korzystam:) Przed zrobieniem zdjęć specjalnie nie przecierałam paletki, żebyście mogły zobaczyć, że pylą się podczas nabierania. Przy nakładaniu na powiekę absolutnie się nie osypują, dlatego to można im wybaczyć. Nałożone na bazę utrzymują się prawie cały dzień ( przy makijażu zrobionym rano popołudniu wyglądają idealnie, natomiast samym wieczorem mogą się już zbierać).

Kolorystycznie paleta jest przepiękna, na żywo wygląda rewelacyjnie. Jeśli lubicie ciepłe odcienie, z pewnością obdarzyłybyście ją uczuciem:)

Bez problemy można z nią robić dzienne jak i wieczorowe makijaże, kombinacji jest multum a w tym odcieniach jej ciepłą tonację mogę nazwać po prostu elegancją:) To co według mnie ją wyróżnia to 3 cienie z dolnego rzędu (na pewno wpadły wam od razu w oko) - nie są one ani perłowe, ani metalicznie. Przepięknie, ale subtelnie się mienią, tworząc efekt mokrego cienia.

 Rząd górny:

Przeważają tu maty, jedynie najjaśniejszy odcień ma wykończenie satynowe. Podobnie prezentuje się jasna brzoskwinia, która jest idealna przy dziennym makijażu. Typowo jesienne, ciepłe odcienie od bordowego po ceglasty będą doskonale podkreślać jasne tęczówki.




Dolny rząd:

Od razu w oko wpadają 3 mieniące się cienie o których wspominałam wyżej. Mamy tu jasny matowy beż, którego raczej nie mogło zabraknąć i brązy - każdy o innym wykończeniu. 





Chyba nie muszę podsumowywać, że paleta bardzo mi się podoba, jest jednym z moich najlepszych zakupionych kosmetyków w ostatnim czasie. Chociaż zawiera kilka specyficznych kolorów, są one bezpieczne i myślę, że można nią stworzyć idealny makijaż w święta:)

Cena regularna to 35 zł, chociaż często kosmetyki MUR są przecenione w drogeriach internetowych i można je dorwać znacznie tanie.


 ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam jeszcze apel do wszystkich mam. Jeśli kupujecie dla swoich dzieci maść Bepanthen, w drogerii ezebra 100g kosztuje niecałe 32 zł, dlatego warto zrobić zapas w dzień darmowej dostawy 1 grudnia:)

Dziewczyny podajcie me wasze namiary na facebookowe fanpage'e i instragram. Znalazłam jedynie kilka z was.

Mój blogowy instagram:

@karolinahorsi

Fanpage:

https://www.facebook.com/Karolina-Horsi-786514668138263/?fref=ts


Zapraszam!

środa, 25 listopada 2015

Włosowy duet do zadań specjalnych - Planeta Organica Szampon z organicznym olejem cedrowym & Planeta Organica Maska Tajska [Podwójna recenzja]

W ostatnim miesiącu moje włosy były tak niesforne, że ręce opadają. Olejowanie nie przyniosło żadnych rezultatów i znów wróciło wypadanie. Włosy stały się suche i szorstkie. Wiem, że to niestety wina zakończonego już leczenia hormonalnego, chociaż nie sądziłam, że aż tak namieszają.

Jakiś czas temu korzystając z jesiennej promocji w Skarbach Syberii zrobiłam sobie paczkę rosyjskich kosmetyków. Wiele czytałam o szamponie z olejem cedrowym, który wygładza długie i zniszczone włosy, więc szybko trafił do mojego koszyka za kwotę niecałych 10 zł. Wybór masek też był dosyć spory, więc czytając recenzje zdecydowałam się na maskę Tajską. Miałam wielkie chęci przetestować tą złotą wersję, ale w tamtym momencie była niedostępna.

Włosy myję przeważnie co drugi dzień. W wieku dojrzewania myłam je codziennie, strasznie się przetłuszczały, na szczęście z wiekiem to się uregulowało. Od szamponów i masek nie oczekuję cudów, podchodzę do tego racjonalnie. Na wpływ kondycji włosów bardziej przykuwam uwagę do olejów i suplementacji/diety. Jeśli rano umyję włosy, nałożę maskę i przez cały dzień wyglądają zdrowo (stwarzają takie pozory) - jestem zadowolona. Jeśli obciążają włosy, nie radzą sobie z zamknięciem łuski włosia i nie nadają im blasku - są zbędnym kosmetykiem nie nadającym się do użytku.

Przejdźmy w końcu do szamponu i maski:)





Co mówi producent o obu kosmetykach?

Szampon z organicznym olejem cedrowym 

"Szampon stworzony w oparciu o organiczny olejek z cedru przywraca naturalną równowagę skóry głowy. Doskonale chroni włosy przed utratą wilgoci i nadaje im promiennego wyglądu. Zapewnia długotrwałą ochronę i delikatną pielęgnację.


Składniki : 
Organiczny Olej z Cedru (Cedrus Deodara Wood Oil )-zmniejsza łupież i wydzielanie łoju oraz hamuje wypadanie włosów,wzmacnia je, pomaga ukoić podrażnioną skórę głowy, eliminuje swędzenie.
Olej z Łopianu (Arcticum Lappa Seed Oil)- odżywia i wzmacnia cebulki włosowe, przyspiesza wzrost włosów, eliminuje łupież, suchość i swędzenie skóry głowy, hamuje wypadanie włosów, odnawia ich słabą i uszkodzoną strukturę. Wykazuje działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne.
Pokrzywa Biała ( Urtica Dioica Extract)- oczyszcza włosy z nadmiaru sebum, nawilża je, nadaje im połysku, przywraca naturalne ph skóry  głowy"


Maska Tajska do włosów

" Tajlandia-kraj, gdzie przez cały rok świeci słońce i dojrzewają najbardziej soczyste tropikalne owoce i kwitna niesamowite kwiaty.
Organiczny olej jojoba zbierany ręcznie odżywia włosy, a organiczny ekstrakt z Królewskiego lotosu nawilża je i zmiękcza. Ylang-ylang i tamaryndowiec nadadzą włosom luksusowy połysk.

 Olej jojoba wchodzący w skład maski jest cennym źródłem witaminy E i wielonasyconych kwasów tłuszczowych dzięki czemu skutecznie wzmacnia cebulki włosowe, stymuluje wzrost, łagodzi podrażnienia, normalizuje prace gruczołów łojowych. Organiczny olej z orzechów, olej jojoba odżywiają i chronią włosy przed negatywnym oddziaływaniem środowiska. Organiczny ekstrakt królewskiego lotosu dzięki dużej zawartości flawonoidów, witamin C i B nawilża i przywraca włosom elastyczność Tamarynd zapobiega pojawieniu się łupieżu, ma działanie przeciwzapalne, zapobiega infekcjom"


Moja opinia:

Czytając wiele pozytywnych opinii o szamponie nastawiłam się na lejący się efekt zdrowych włosów. Do maski nie miałam jakiś wielkich oczekiwań, bo opinie były różne - chciałam ją przetestować z ciekawości. Zaznaczę ponownie, że kiedy przyszła mi paczka, włosy były w fatalnym stanie - suche i szorstkie. Od jakiegoś czasu staram się nie używać codziennie tego samego szamponu i maski, aby nie przyzwyczajać włosów - np. 2 szampony na zmianę i 2 maski na zmianę. Można się więc szybko domyśleć, że eksperymentowałam. Kiedy w jeden dzień umyłam włosy szamponem Planeta Organica i użyłam innej maski szału nie było, nic nowego. Kolejnym razem włosy umyłam innym szamponem a następnie nałożyłam Tajską maskę - włosy były miękkie, przyjemne, ale jeszcze mogło być lepiej.

Moje największe zdziwienie i to do czeka zmierzam od początku posta to połączenie TEJ maski i TEGO szamponu. Rewelacja ! Włosy są lejące, miękkie, lśniące, pachnące a co najważniejsze - łuski włosów są zamknięte cały dzień i całość wygląda zdrowo. Od jakiegoś czasu nie używam jedwabiów itd na końce włosów, także efekt ten zawdzięczam jedynie temu duetowi. Wracając jeszcze do samej maski - ma niesamowicie przyjemny zapach, który pozostaje na włosach.

Tak jak w przypadku kosmetyków i twarzy muszę to dodać - ile włosów, tyle opinii o kosmetykach:)





niedziela, 22 listopada 2015

Freedom Róż Lethal Weapon [RECENZJA]

Cześć dziewczyny!

Dziś przychodzę do was z recenzją różu, marki za którą nie przepadam, ale można śmiało przyjrzeć mu się z bliska bo jest wart uwagi:)




Moja opinia:

Nie przepadam za różami i nie używam ich przy każdym makijażu, ale to maleństwo jest mi ostatnio szczególnie bliskie. W moim małym plastikowym pudełeczku mieści się odcień LETHAL WEAPON. W opakowaniu kolor wygląda na mocno różowego szaleńca wpadającego w brzoskwiniowe tony. W rzeczywistości kolor ten faktycznie jest różowy, ale subtelny:) Dlaczego go polubiłam? Pięknie wygląda na jasnej karnacji, szczególnie teraz, kiedy cera jest zmęczona. Dodaje policzkom nienachalnego, zdrowego kolorytu. Nie robię sobie nim plam a to mój odwieczny problem z różami! Utrzymuje się kilka godzin, co mi zupełnie wystarcza. Jaz za zawrotną cenę 5 zł to uważam, że naprawdę warto je przetestować:)

Poniżej na ręce nałożyłam dosyć grubą warstwę, żebyście mogły na zdjęciu dostrzec jego tony:) Nałożony pędzlem na policzek jest znacznie delikatniejszy.







Jak wam się podoba?:)

piątek, 20 listopada 2015

ShinyBox Listopad 2015

W tym miesiącu kończy się mój pakiet shiny. Po nieudanym październikowym pudełku zastanawiam się czy jest sens kupować je w dalszym ciągu, chyba teraz spróbuję czegoś innego albo poczekam do ujawnienia kosmetyków:) Nie mniej jednak, dziś wiele z nas dostało listopadowego boxa i prezentuje się on tak:





Szata graficzna samego pudełka jest w tym miesiącu szczególnie miła dla oka:)








Zacznę od produktów pełnowartościowych, których w listopadowym pudełku znajduje się 3.


1. ENKLARE Regenerujące serum AllForYou

"Serum stworzone dla osób prowadzących aktywny tryb życia oraz pracujących w zamkniętych pomieszczeniach, wspaniale nadaje się również do zastosowanie po imprezowej nocy. Serum natychmiastowo odświeża, regeneruje i pobudza skórę."

Mamy przyjemność jako pierwsze przetestować serum, ponieważ dziś miało swoją premierę w pudełku. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu, brakowało mi takich właściwości na mojej pielęgnacyjnej półeczce (chociaż serum należy przechowywać w lodówce). Regularnie nie dosypiam, skóra jest przemęczona i na dłuższą metę okropnie odbija się to na  wyglądzie.

79 zł/30 ml





2. ENKLARE  Mydło naturalne  

" Mydła marki Enklare są powrotem do oryginalnych i sprawdzonych przez wieki receptur i technologii we współczesnym wydaniu. Produkty wykonywane są wyłącznie na bazie naturalnych roślinnych olejów i maseł, w większości pochodzących z upraw ekologicznych". 


Mydełko jest przeurocze, aż żal zdejmować z niego wstążeczkę. Ostatnio polubiłam się z naturalnymi mydełkami, chętnie go przetestuję i mam nadzieję, że sprawdzi się tak jak wygląda:)

28 zł/szt.




3. Delia Foot Krem do stóp - regulator potliwości 

 " Kosmetyk, który pozwala na profesjonalną 
 pielęgnacji stóp. Zawartość składnika o działaniu antyperspiracyjnym i olejku z drzewa herbacianego zapobiega wydzielaniu potu. Krem działa nawilżająco i regenerująco na skórę stóp"

Nie wiem czy też tak macie, ale chodząc w bamboszkach w ciągu dnia pocą mi się stopy i jest to uciążliwe. Jestem ciekawa czy w jakimś stopniu zadziała :)


7 zł/100 ml



4. Norel Mandelic Acid rozjaśniająco - wygładzający  z kwasem migdałowym i PHA

 " Krem na noc o jedwabistej konsystencji i świeżym zapachu, dla każdego rodzaju cery w każdym wieku. Głęboko nawilża, złuszcza i wygładza nierówności skóry. Rozjaśnia przebarwienia i ujednolica koloryt cery, zapewniając jej świetlistość i młody wygląd"

Pierwszy niepełnowartościowy produkt. Jego pojemność jest zadowalająca i można solidnie go przetestować, bo to aż połowa kremu pełnowartościowego. Cieszę się, że trafił do pudełka, ostatnio jestem zakochana w kwasach i z pewnością się u mnie nie zmarnuje!

80 zł/ 50 ml




5,6,7 - To kosmetyki od AA z lini Oil Essence : kremowy żel do mycia ciała orchid, balsam do pielęgnacji ciała oraz regenerujące serum do rąk.

Całe trio ma bardzo przyjemny zapach, serum już od południa pachnie na moich dłoniach. Miniatury żelu i balsamu zostawię na jakiś wyjazd, bo takie produkty zawsze się na czarną godzinę. Nie mam za złe, że tak tanie miniaturki zostały załączone w pudełku, bo na pewno się nie zmarnują:)












Ceny produktów pełnowartościowych:

żel do mycia ciała 10 zł/250 ml
balsam do pielęgnacji ciała 13 zł/250 ml
regenerujące serum do rąk 11 zł/75 ml

Czytając wasze wrażenia, wychodzi na to, że jestem jedną z niewielu, której pudełko przypadło do gustu:) Cieszy mnie, że pełnowartościowe produkty to nie drogeryjne kosmetyki z niskiej półki (pomijając Delię). Cała zawartość sprawiła mi radość i zabieram się do testowania!:)


A wy co myślicie o listopadowym boxie?:)

czwartek, 19 listopada 2015

Planeta Organica, żel-mus oczyszczający do wszystkich typów skóry [RECENZJA]

Jakiś czas temu mogłyście zobaczyć moje zakupy w sklepie Skarby Syberii i większość z was była bardzo ciekawa zakupionych kosmetyków:) Używam je cały czas, więc w ciągu tygodnia postaram się sprezentować wam wszystkie recenzje. Wczoraj ponownie skorzystałam z jesiennych promocji i zrobiłam jeszcze małe zamówienie - to już o czymś świadczy:) No cóż, czas na recenzję. Na pierwszy ogień idzie produkt, który używam codziennie od dnia, kiedy paczka do mnie dotarła - mus do mycia twarzy.




Co obiecuje producent:

" Kosmetyki do oczyszczania skóry twarzy marki Planeta Organica zawierają organiczne ekstrakty i oleje roślinne, które usuwają nadmiar sebum, oczyszczają pory, pozostawiając skórę świeżą i przygotowaną na działanie preparatów pielęgnacyjnych.
Żel- mus, delikatny środek do mycia skóry twarzy, którego bazą myjącą jest zmydlony olej ze słodkich migdałów zapewnia skórze delikatne oczyszczenie i nawilżenie. Unikalne wysokiej jakości aktywne składniki organiczne oraz cenne oleje zapewniają kompleksową pielęgnację cery.  Delikatnie napinają i odżywiają skórę, zmiękczają ją , usuwają nieprzyjemne uczucie suchości i ściągnięcia. Żel – mus nie zawiera szkodliwych substancji uczulających, wywołujących alergie czy też podrażnienia .
Olej z wetiwerii pachnącej i kwiatów drzewa pomarańczowego pozostawiają na twarzy zachwycający, delikatny aromat.


 Zalety produktu:
ekstrakty roślinne oraz oleje pochodzą z bezpośrednich dostaw z Brazylii, Grecji i Indii
bazą myjącą jest zmydlony olej ze słodkich migdałów
nawilża i zmiękcza skórę
odświeża i odżywia skórę twarzy
przywraca skórze elastyczność
 

Produkt nie zawiera:
szkodliwych składników pochodzących z przerobu ropy naftowej
SLS
SLES
parabenów
syntetycznych barwników oraz zapachów"


                                       Moja cera:
 

Moja cera zalicza się do mieszanych, ze skłonnością do przesuszania. Nauczyłam się kontrolować sebum, także nie mogę powiedzieć, że jest strasznie tłusta w strefie T. Od żeli do mycia twarzy oczekuję tego, aby nie przesuszały skóry i nie toleruję uczucia ściągnięcia. Po demakijażu płynem micelarnym, domywam resztki makijażu żelem, dlatego zależy  mi, aby nie podrażniał oczu. Jestem przychylnie nastawiona do naturalnych składów, poza tym nie oczekuję od żeli itd cudów - od tego są kremy i inne kosmetyki pielęgnacyjne:)

Do rzeczy...

Moja opinia:


To co się na początku "rzuca w oczy" a raczej nos, to zapach. Mocno wyczuwalny, ale przyjemny z zniekształconą nutą cytrusową. Właśnie tak wyobrażam sobie cytrusy w Rosji - przekombinowane, pochodne naszych zapachów:D
Mus jest gęsty i wystarczy niewielka ilość, by dokładnie oczyścić twarz. To co bardzo mnie ucieszyło a ciężko jest obecnie w tych sprawach na rynku żeli/musów to nie szczypanie w oczy. Jest całkiem przyjazny dla okolicy naszego oka i można spokojnie domyć resztki tuszu. Pomimo, że nie pieni się zbyt mocno, bardzo dobrze oczyszcza twarz. Po zmyciu musu wodą, skóra jest czysta, miękka, nieprzesuszona. To co najbardziej w nim polubiłam, to to, że cera zaraz po umyciu wygląda, jakby była po prostu naturalna - nie mieszana :) Dodam jeszcze, że mus jest robiony ręcznie z naturalnych składników.

Mus okazał się przyjemnym dodatkiem do mojej codziennej pielęgnacji. Jego regularna cena to 25 zł, teraz jest na zniżce i cena wynosi ok 18 zł. Jeśli zauważyłyście, wiele dziewczyn, które współpracują z tym sklepem udostępniają na blogach kod rabatowy -30% i w ten sposób kupiłam go za niecałe 13 zł:) Myślę, że za tą cenę ciężko kupić coś lepszego:)

Pojemność 200 ml.






Taka ilość wystarczy na jedno mycie twarzy:




Lubicie kosmetyki Plenata Organica?:)

wtorek, 17 listopada 2015

Kosmetyki do brwi, których używam

Jeszcze kilka lat temu poza koszmarnie wyregulowanymi brwiami, nawet nie myślałam, że można z nimi robić coś jeszcze. Pewnie większość z was również przechodziła przez wszystkie nietypowe brwiowe kształty świata, przez co dziś brakuje włosków w miejscach pożądanych :)

Osobiście, uważam, że żadne podkreślenie brwi nie będzie wyglądało dobrze, jeżeli mają beznadziejną formę. Mój problem polegał na niesymetrycznym naturalnym kształcie. Subtelnego łuku też ciężko się w nich doszukać a od wewnątrz brakuje mnóstwo włosków. Z gęstości jestem prawdę mówiąc zadowolona - są w sam raz. Do kosmetyczki chodziłam lata temu, uważając, że Pani, która się na tym zna  z pewnością nada im piękny kształt, ale niestety - z pustego i Salomon nie naleje:)

Odkąd traktuję okolicę brwi odżywką Long4Lashes wyłoniła się spora gromadka nowych włosków a także odrastają od wewnętrznych stron. Najwięcej odżywki nakładałam w miejscu niewyrośniętego łuku. Po tym zapuszczeniu powoli próbuję nadawać im symetryczny kształt, ale przede mną jeszcze długa droga.

Podziwiam dziewczyny, które z rzadkich brwi potrafią wyczarować cuda i wygląda to naturalnie:) Ja takich talentów nie posiadam, ale pokażę wam kosmetyki, których używam:)

1. MUR cienie do brwi Focus & Fix Light Medium 

W paletce znajdują się 3 cienie + wosk do układania włosków. Cienie męczyłam przez naprawdę długi czas, co widać po zużyciu. W porównaniu do innych kosmetyków przeznaczonych do brwi, cieniami uzyskujemy najdelikatniejszy efekt, ale też najmniej trwały.





2. Wibo - Brązowy żel stylizujący do brwi

Wiele osób jest w nim zakochanych. Żel naturalnie i subtelnie prezentuje się na brwiach, dodatkowo całkiem nieźle radzi sobie z zdyscyplinowaniu kłopotliwych włosków. Często używam go na dzień, wykorzystując wcześniej paletkę cieni MUR. Jego trwałość na pewno nie jest całodniowa, ale przez kilka godzin trzyma wszystko w ryzach. W samym produkcie gołym okiem widać mnóstwo drobinek, zrobiłam zdjęcie pod światło, żebyście to dokładnie zobaczyły, aż sama zdziwiona - drobinki nie są widoczne na brwiach:)





3. P2 Kredka do brwi 

Po kredkę nie sięgam zbyt często, ale nie dlatego, że ta jest zła - jest całkiem niezła:) Nie potrafię użyć jej, by efekt był naturalny - brwi zawsze zostają przerysowane.




 4. Ardell Pomada medium brown

Po pomadę sięgam najczęściej, pomimo jej intensywności można uzyskać naturalny efekt a dodatkowo poprawić kształt brwi, aby nie rzucało się to zbytnio w oczy:) Pomada jest ekstremalnie trwała, utrzymuje się cały dzień. Pełna recenzja tutaj .





A wy jakich kosmetyków najczęściej używacie do pokreślenia brwi i co możecie jeszcze polecić?:)

sobota, 14 listopada 2015

Mój ulubieniec jesieni

Ten sezon po raz pierwszy nie należy u  mnie do popękanych i suchych ust na pierwszym planie. Masełek i pomadek ochronnych nie znoszę, nie lubię ich używać i oczywiście zapominam o regularnym stosowaniu. Nie mówiąc już o peelingu ust co jest rzeczą niebywale rzadką.

W zielarskim wypatrzyłam polecaną, przez wiele dziewczyn pomadkę odżywczą z peelingiem firmy Sylveco - prawdę mówią, chyba nie muszę jej przedstawiać i wiele z was rozumie ten zachwyt:)




Co mówi producent:

"Hypoalergiczna, odżywcza pomadka, zawierająca naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego. Ten delikatny peeling delikatnie złuszcza i doskonale wygładza usta. W składzie pomadki znajduje się bogaty w przeciwutleniacze i kwasy NNKT olej z wiesiołka dwuletniego o właściwościach silnie regenerujących. Pozostałe oleje, wosk pszczeli i masła roślinne pielęgnują delikatny naskórek ust, zapobiegają ich wysychaniu i pękaniu. Aktywny składnik - betulina - działa kojąco na wszelkie podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki."

Skład : Olej sojowy, wosk pszczeli, cukier trzcinowy, lanolina, olej z wiesiołka, wosk carnauba, masło kakaowe, masło shea, betulina, oleje z gorzkich migdałów.


Moja opinia:

Opakowanie niczym nie różni się od innych pomadek ochronnych. Na pierwsze wrażenie idzie zapach, intensywnie wyczuwalny cynamon, który akurat bardzo lubię. Pomadka ma masełkową konsystencje, dzięki bogatemu składowi naturalnych olejków i wosku pszczelego. Podczas kontaktu ze skórą, natychmiast się topi, co jest bardzo przyjemne w trakcie aplikacji. Odżywcza forma szybko stopiona tworzy na ustach przyjemny opatrunek a peeling delikatnie skrobie martwy naskórek. Pomadka po dłuższym stosowaniu idealnie reperuje usta! Na początku używałam ją namiętnie kilka razy dziennie. Teraz wystarczy 1-2 razy dziennie i mogę cieszyć się zdrowo wyglądającymi i przede wszystkim zadbanymi ustami:)  Jedyną jej wadą jest wydajność. Przy regularnym stosowaniu szybko znika, ale za cenę 10 zł to produkt IDEALNY!

Można ją znaleźć stacjonarnie w sklepach zielarskich, drogeriach " Sekrety urody", być może w większych aptekach. Online jest łatwo dostępna:)





środa, 11 listopada 2015

Paese puder ryżowy [Recenzja]

Na moje szczęście lub nieszczęście jestem posiadaczką cery mieszanej. Jedyną jej zaletą jest późniejsze pojawianie się zmarszczek, ale za późniejsze starzenie się skóry trzeba płacić blaskiem!
Szczerze, wątpiłam czy kiedykolwiek znajdę puder, który zmatowi cerę na dłużej bez efektu płaskiej patelni. Na ryżowe cudo natrafiłam przypadkiem i dziś nie wyobrażam sobie bez niego "kosmetycznego życia".



Co obiecuje producent:

Stara wersja

" Puder absorbuje nadmiar sebum. produkt jest niezwykle lekki, jedwabisty i łatwy w aplikacji, daje miłe uczucie na skórze. Idealny jako ostatni etap makijażu. Polecany szczególnie do cery mieszanej, tłustej, skłonnej do wyprysków. Może być stosowany na całej twarzy lub jedynie wybrane jej partie. Biały kolor pudru po nałożeniu na twarz staje się całkowicie transparentny.Puder absorbuje nadmiar sebum. produkt jest niezwykle lekki, jedwabisty i łatwy w aplikacji, daje miłe uczucie na skórze. Idealny jako ostatni etap makijażu. Polecany szczególnie do cery mieszanej, tłustej, skłonnej do wyprysków. Może być stosowany na całej twarzy lub jedynie wybrane jej partie. Biały kolor pudru po nałożeniu na twarz staje się całkowicie transparentny."

Moja opinia:

Zaczynając od wad - opakowanie. W starej wersji, puder znajdował się w beznadziejnym, plastikowym pojemniczku. Kilka razy mi spadł i wieczko, które nie zamykało się zbyt solidnie pokruszyło się gdzieniegdzie, przez co teraz puder się wysypuje i nie mogę go włożyć do kosmetyczki. Producent poszedł o krok dalej i teraz możemy go kupić w nowym, solidniejszym słoiczku.

Zalety: W naturalny sposób matuje cerę. Na mojej okropnie świecącej się strefie T efekt matu, bez poprawek pozostaje na ok 6h. Latem ten czas wcale nie był znacznie krótszy. W tym momencie puder kwalifikuje się do wybawień kosmetycznych posiadaczek cer mieszanych i tłustych. Jego kolejna wielką zaletą jest niewidoczność na twarzy. Z innymi pudrami miałam zawsze ten sam problem - nałożone w niewielkiej ilości były okropnie widoczne! Puder ryżowy totalnie stapia się z cerą, nałożony nawet w większej ilości. Nie zapycha ! Mam wrażenie, że w ogóle go nie ubywa, chociaż używam go już naprawdę długo.



 


Znacie, lubicie?:)

poniedziałek, 9 listopada 2015

Świąteczne rozdanie do 10 grudnia

Nie spotkałam Mikołaja z boxem dla was, ale za to jedna z was otrzyma świąteczną niespodziankę:)


Reguły znów są banalne, wystarczy:
  • Obserwować publicznie bloga;
  • Dodać do kręgów google+;
  • Umieścić na blogu baner z linkiem pzekierowującym.

Dodatkowo, dziewczyny, które obserwowały mnie do teraz otrzymują szansę więcej na zgarnięcie świątecznego boxa:)

Rozdanie trwa od 09.11.2015 do 10.12.2015. Wyniki postaram się udostępnić kolejnego dnia, aby paczka szybko trafiła do zwycięzcy, jeszcze przed świętami :)

Baner : 





A jej zawartość:




  • Planeta Organica - Turecki szampon
  • Apteczka babci Agafii -  Czarna torfowa maska do ciała "ujędrniająca"
  • Apteczka babci Agafii - Maska do włosów "7 sił"
  •  Wibo - Lip Laquer 
  • Fitocosmetic - Glinka niebieska kambryjska
  • 3 maseczki do twarzy

Wzór zgłoszenia:


Obseruję jako:
Google+ :
Baner:
email:
Obserwowałam bloga przed rozdaniem: TAK/NIE